środa, 12 sierpnia 2015

Rozdział XXIX- „ Zgrupowanie i kolejna ważna impreza”




            Na miejsce zgrupowania dojechałam nad ranem. Wypakowałam walizki i poszłam spać. To zgrupowanie było bardzo podobne do poprzedniego tylko pokuj tym, razem dzieliłam z Wiktorią. W ciągu dwóch dni mój organizm przestawił się na trup: Trenowanie, jedzenie, odpoczywanie. I tak w koło. Tomek dzwonił codziennie. Gdy nadszedł dzień wylotu, my do Sofii a chłopaki do Baku. Pierwszy mecz postawił nas w dogodniej sytuacji. Wygrałyśmy 3-1 z gospodyniami. Mecze co drugi dzień. Fazę grupową zakończyłyśmy na 2 miejscu za Włoszkami. W drugiej fazie spotkałyśmy się z: Francją, Grecją i Hiszpanią. Wyszłyśmy z 1 miejsca. Ćwierćfinał z Rosją wygrałyśmy 3-2. W półfinale czekały na, pogromczynie Bułgarek, Niemki. Ku naszemu ogromnemu zaskoczeniu nie było tak trudno, ale łatwo również nie wygrałyśmy 3-1 . W finale zmierzyłyśmy się ze Słowacją. To był ciężki maraton dla Skowrońskiej i dla Zaroślińskiej. Ja wchodziłam gdy któraś z nich miała problem. Łącznie rozegrałam 4 sety. Jednak po pierwszym przegranym, przez nas secie, gdy obie atakujące nie miały recepty na Słowaczki, weszłam ja. Leżała na mnie ogromna presja, lecz odczułam ją dopiero po meczu. Ku mojemu zaskoczeniu na mnie recepty nasze przeciwniczki nie miały. Kibice gospodyń wspierali nas gorąco. To był mecz godny zapamiętania, Tak….. Wygrałyśmy po ostrej walce 3-2. Zakończyłyśmy turniej na pierwszym miejscu. Byłam w wielkim szoku. Płakałam jak bóbr. Meczu finałowego naszych chłopaków nie widziałyśmy. Przed wręczeniem medali podszedł do mnie statystyk:
- Daria. Jak ci to powiedzieć?- zaczął tajemniczo.
-Najlepiej prosto z mostu- odpowiedziałam mu zaniepokojona.
-Masz w domu jakąś dużą wolną półkę albo przeszkloną szafkę?
-Jakaś się znajdzie. A dlaczego pytasz? Wprowadzić się zamierzasz?
Jednak w tym momencie przerwał nam spiker. Nagrody indywidualne otrzymały:
  1. Najlepsza przyjmująca: Anna Werblińska.
  2. Najlepsza libero :Paola Cardullo z Włoch.
  3. Najlepsza środkowa: Maja Tokarska.
  4. Najlepsza atakująca: Daria Balcerzak
  5. MVP( najbardziej wartościowa zawodniczka turnieju): Daria Balcerzak
Początkowy szok zamienił się we łzy szczęścia. Nie byłam gotowa na takie wyróżnienie. Sądziłam, że były lepsze zawodniczki niż ja. Potem nadeszła kolej na medale. Gdy zawisły na naszych szyjach, przyszedł czas na „Mazurka Dąbrowskiego”. Z wielką dumą i ogromnym wzruszeniem odśpiewałyśmy hymn. Po oficjalnych uroczystościach przed fetą w szatni nadszedł czas na wywiady. Przed stoiskiem dziennikarzy dopadł mnie statystyk:
-Wracając do rozmowy. Nie zamierzam się do ciebie wprowadzać ale na 3 nagrody indywidualne i dwa złote medale miejsce jest potrzebne.
-O czym ty do mnie mówisz?- zapytałam oczekując potwierdzenia moich przewidywań.
-Chłopaki również są Mistrzami Europy. A Tomek został najlepszym blokującym.
Z moich oczy poszły, po raz kolejny,  łzy szczęścia. Otarłam je i poszłam do dziennikarzy, okupujących wejście do naszej szatni.
R. Jakie to uczucie wygrać Mistrzostwa Europy?
D. To dla mnie szok. Jest to moja tak naprawdę największa impreza, na której przyszło mi grać. Oczywiście w kadrze seniorek.
R. Co czułaś, gdy odbierała nagrody indywidualne?
D. Szok. Według mnie były lepsze zawodniczki niż ja. Ale ta decyzja jest oczywiście dla mnie wyróżnieniem.
R. Znasz już wynik mecz kadry mężczyzn?
D. Tak i jestem z nich bardzo dumna. Z wszystkich razem i z każdego z osobna.
R. Tomek Pawlicki to twój chłopak prawda?
D. No… tak.
R. Jakie to uczucie gdy w tym samym momencie odnosicie takie same sukcesy?
D. Na pewno jest świetnie. A więcej powiem ci po jakimś czasie, musze ochłonąć. I zadzwonić do Tomka.
R. Jeszcze raz ogromne gratulacje. Dla ciebie i dla całej drużyny.
D. Dziękuję
R. A z nami była Daria Balcerzak- MVP Mistrzostw Europy Kobiet. Dziękuję za wywiad.
D. Ja również
Do szatni weszłam ostatnia. Cała kadra i sztab szkoleniowy już zaczęli świętować. Otworzyłam drzwi i zaczęliśmy godzinną fetę, podczas przebierania się po meczu. W głośnikach leciały same hity: „Niepokonani”, „Dzieci” i wiele innych przebojów. Gdy wykrzyczeliśmy się do końca, zadzwoniłam do Tomka:
-Cześć Mistrzu. Gratulacje.
- Witaj moje mistrzyni- śmiał się.
Rozmowa trwała jakieś 20 minut. Skończyłam w połowie drogi do hotelu. W hotelu odpoczęłyśmy po meczu i świętowaniu. Wstaliśmy ok. 5 rano, po niecałych 4 godzinach snu. Na lotnisku w Warszawie wylądowaliśmy przed 14. Samolot chłopaków wylądował dwie godziny wcześniej. Kolejne trzy tygodnie upłynęły od ostatniego dnia spokoju. Czułam już lekkie zmęczenie. W domu byłam następnego dnia wieczorem, ponieważ miałyśmy zaproszenie na śniadanie do prezydenta. Jak się okazało byli tam też nasi chłopacy. Z Warszawy wracaliśmy na własną rękę. W domu mieliśmy dwa dni na wymyślenie gdzie i jak zorganizujemy wieczory: Tomek- kawalerski a ja panieński. Postanowiliśmy, że ja z dziewczynami wynajmę knajpę w centrum, a Tomek na obrzeżach. Wieczory panieński i kawalerski odbyły się w środę. Wybraliśmy środek tygodnia, ponieważ w czwartek i piątek załatwiliśmy ostatnie sprawy. Bawiliśmy się świetnie. W zorganizowaniu tego wszystkiego pomagały mi Kasia i Wiktoria. Przyszły wszystkie dziewczyny z klubu i oczywiście nasza fizjoterapeutka, pomagająca Oliwi dojść do pełni formy. Szaleństwom niebyło końca. Każda z nas, w konsultacji z sobą, wymyśliłyśmy zabawy i konkursy dla panny młodej. Zwieńczeniem imprezy był występ miejscowego zespoły. Do domu wróciłam przed 4 rano. Tomek przyszedł 15 minut po mnie. Z jego opowieści dało się wywnioskować, że mimo iż nie znał za bardzo Kamila wieczór wyszedł wspaniale. Następnego dnia, a właściwie kilka godzin później, oboje postanowiliśmy zrobić dzień lenia i nie przebierać się z piżam. Oglądaliśmy wspólne zdjęcia, nastrajaliśmy się  na to co nas czeka w sobotę i przede wszystkim spędzaliśmy czas tylko czas we dwoje. W piątek po ostatnich sprawach urzędowych, udekorowaliśmy kościół i byłyśmy gotowe na wielki dzień Oliwki. Zgodnie z tradycją i wygodą dnia następnego, tą noc spędziłam z Oliwką w jej mieszkaniu, zabierając uprzednio strój na jutro. Tomek zaś spał u Kamila w domu rodzinnym. Rano wstałyśmy ok. 7. Przygotowałam Oliwce, według przepisu mojej babci, kąpiel: „Panny Młodej”. Przed 9 wyszłyśmy z domu. Kupiłam z Oliwką bluzkę bez ramiączek i przed makijażem i fryzjerem przebrała się w to w łazience. Make-up był delikatny. Fryzura genialna. Z włosów zrobione dwie róże. Ja również poddałam się podobnym zabiegom. Mój makijaż był jeszcze bardziej delikatny a na głowie miałam koczek otoczony warkoczem. Paznokcie Oliwki były naturalne ale piękne. Natomiast moje czerwone, wręcz krwiste. W domu byłyśmy przed 13. Po lekkim obiedzie przyjechała   

Strój Darii na ślub Oliwki











Suknia Ślubna Oliwki
Rodzina panny młodej. Ślub był o 17. Po 14 poszłam z Oliwką do sypialni. Pomogłam założyć jej suknię. .Po chwili ja również założyłam swoją kreację
.


W tym momencie, wpuściłyśmy kamerzystów i na dobre zaczął się wielki dzień. 








***********************************<3********<3**********************************
Kolejny rozdział już w waszych rękach. Oceniajcie w komentarzach :)

czwartek, 6 sierpnia 2015

Rozdział XXVIII- „ Nieoczekiwany zwrot akcji”

            Następnego dnia Tomek z samego rana, zaraz po śniadaniu, zabrał mnie na zakupy. Chcieliśmy na tym koncercie wyglądać dobrze ale jednocześnie miało nam być wygodnie. Postanowiliśmy kupić sobie podobne ciuchy. Bluzka z napisem: „Jak nie ty to kto” Tomka czarna a moja biała. Spodnie w przeciwnych kolorach moje czarne a jego białe. Gdy w domu 4 godziny przed koncertem założyliśmy je na siebie, moje rodzeństwo jednogłośnie stwierdziło:
-Wyglądacie bosko.
Ewka poprosiła mnie żebym poszła do jej pokoju na pół godziny.
-Siadaj na fotelu przy oknie. Zrobimy ci makijaż i dobierzemy dodatki.
-Tylko nie za mocno.
Podkład prawie niewidoczny, biało-szare cienie i czarna kreska a do tego lekki róż na policzki. Bransoletka wykonana z muliny przez moją siostrę z napisem „Perfekt”, czarny naszyjnik i do tego czarno-biała bandamka i byłam gotowa. Gdy wyszłam Tomek kończył czesać swoje włosy:
-Wow! Daria w odsłonie biało-czarnej. W biało-czerwonej to cię widziałem ale w takiej jeszcze nie.
-Ty jeszcze wiele o mnie nie wiesz i w wielu odsłonach nie widziałeś.
Równo o 20 na placu głównym miasta zaczął się koncert. Grzegorz Markowski jak zawsze wymiatał. Na jego piosenkach wychowały się miliony. Na żywo piosenki Perfektu brzmiały jeszcze lepiej. Dwie godziny koncertu a nam nadal chciało się tańczyć. Po ostatnim utworze, gdy zespół miła zejść ze sceny zaczęłam:
-„Gdy emocje już opadną jak po wielkiej bitwie kurz….”-Tomek dołączył się do mnie a zaraz po nim cały tłum.
Na twarzy całego zespołu widać było wzruszenie. Zagrali dla nas jeszcze kilka bisów i pojechali w dalszą trasę.
            Z perspektywy Tomka:
Gdy patrzyłem na szczęśliwą Darię czułem się genialnie. Skakała w rytm muzyki a ja razem z nią. Wiedziałem, że uwielbia ten zespół. Ja z reszta też. Miała opanowane prawie wszystkie teksty piosenek. Tak byłem dumny z tego, że to mój dziewczyna i że ją uszczęśliwiłem. Po koncercie poszliśmy na spacer. Stanęliśmy przy fontannie. Daria przytuliła się do mnie i szepnęła mi kilka słów do ucha:
-Kocham cię. Jesteś najwspanialszym chłopakiem na świecie. 
W tym momencie zauważyliśmy zarys pewnego mężczyzny. Gdy ukazała nam się jego twarz, Daria przeraźliwie jęknęła:
-O nie.
-Kocie co się stało?
 Lecz zanim mi odpowiedziała usłyszałem głos chłopaka:
-Witaj. Moja myszko.
-Nie nazywaj mnie tak.
-Kto to jest?- zapytałem.
-Jak to nie mówiłaś o mnie? Jestem Rafał. Chłopak…yy były, niestety, chłopak Darii.
-Niestety?- oburzyła się, a ja stałem jak wryty.- Sam ze mną zerwałeś. I to jeszcze przez telefon niemiałeś odwagi spojrzeć mi w twarz, tchórzu. A teraz pojawiasz się ni z gruszki ni z pietruszki i wyjeżdżasz z takimi tekstami?
-Głupi byłem. Kocham cię i chcę do ciebie wrócić. Przepraszam. Wrócisz do mnie?
Stałem i marzyłem żeby powiedzieć coś, ale wiedziałem że to tylko pogorszy sytuację.
-Chyba śnisz- odbąknęła a ja lekko się uspokoiłem.
-Wolisz tego pożal się Boże siatkarza zamiast mnie?- zapytał się a Daria zagotowała się i strzeliła go w twarz.
-Chcesz jeszcze coś dodać?
-Jeszcze będziesz mnie na kolanach prosić żeby do mnie wrócić.
-Ciekawe.
Poszliśmy do auta, ponieważ było już późno. Całą drogę oboje milczeliśmy.  Przed domem odważyłem się zadać jedno pytanie:
-Kochałaś go?
-I to jak- odpowiedział po czym opowiedziała mi swoją historię.- Poznaliśmy się w gimnazjum. Na początku drobne rozmowy potem pierwszy pocałunek i byliśmy parą. Trwało to prawie rok. Rozmowy, przytulania, wspólne spacery, jazda na rowerze. Było nam wspaniale. Aż pewnego letniego wieczoru dostała od niego SMS-a: „ Przepraszam cię, ale to koniec. Nie dzwoń do mnie i nie pytaj o nic.” Czułam się taka porzucona. Przez pierwsze dni było koszmarnie. Ale potem usiadłam spokojnie i stwierdziłam: „Po co ci taki: „chłopak”? Samej jest ci lepiej. On cię dusi.” Od tamtego dnia cieszyłam się wolnością. Zdałam z wyróżnieniem, wyjechałam do Bełchatowa, zaczęłam trenować i poznałam ciebie- pocałowała mnie i poszliśmy  do pokoju. Następnego dnia rano postanowiliśmy, że pojedziemy na miejska plaże pograć w siatkówkę. Ja grałem z Ewą a Daria z Michałem. Grało nam się znakomicie. Długie wymiany i tłumy gapiów. Po dwóch godzinach grania wróciliśmy do domu. Gdzie czekała nas niespodzianka:
            Z perspektywy Darii:
-Oliwia!- krzyknęłam.- Co ty tu kochana robisz?
-Przyjechałam z Kamilem.
-Cześć- przywitałam kochanego mojej przyjaciółki.
-Siadajcie- wskazałam ławki a Tomek w tym czasie przyniósł wodę.
-Mamy do was pewną sprawę. Jak wiecie pół roku temu Kamil mi się oświadczył-oczy Oliwi lśniły a ona unosiła się pół metra nad ziemią.- Byliśmy w kościele i sali weselnej. Termin ślubu mamy na koniec sierpnia. Zadzwoniłam do trenerów kadr, męskiej i żeńskiej. Nasz ślub wypada w czasie przerwy po Mistrzostwach Europy. I mamy do was prośbę. Zostalibyście naszymi świadkami?
Zatkało mnie. Popatrzyłam na Tomka a ten uśmiechnął się porozumiewawczo.
- Oczywiście- powiedzieliśmy jednogłośnie. –Ale czemu nie wzięliście Kasi z Grześkiem?
-Mają w tym samym terminie ślub siostry Kaśki. Ogromna szkoda, że jej nie będzie ale wiesz. Nie mogę czekać kolejnego miesiąca bo nie wiadomo co będzie. Także ubierajcie się bo zanim pojedziecie na zgrupowania musimy wybrać wam stroje.
-No dobrze.
W Warszawskiej galerii ślubnej byliśmy niecałe 2 godziny później. Gdy jaz Oliwią wybieraliśmy suknie Oliwki, Tomek z Kamilem kupowali garnitury. Zadbałyśmy o to żeby Kamil zobaczył suknię dopiero przed ołtarzem. W domu byliśmy przed 20. Ustaliliśmy, że w piątek, przed dzień ślubu, wraz z Oliwią udekorujemy kościół i zamówimy  bukiety. Następnego dnia wieczorem, po dniu pełnym czułości, każdy z nas pojechał na swoje zgrupowanie. Wiedzieliśmy, że za miesiąc ponownie się spotkamy. Na pożegnanie wypowiedzieliśmy kilka czułych słów:
-Będę za tobą tęsknić cały czas.
-Tylko skup się na treningu bo jeszcze na Mistrzostwa Europy nie pojedziesz- wtrąciłam się.
-Dobrze ty też. Chcę cię w wolnym  czasie widzieć na boisku.
-Kocham cię!- wykrzyczałam i wsiadłam do autokaru.
-Ja ciebie też…….

 *******************************************************************************
Kolejny rozdział ląduje u was. :) Komentujcie i podsyłajcie zdjęcia sukienek ślubnych :)


wtorek, 28 lipca 2015

Rozdział XXVII- „ Kolejne wyzwania i upragniony urlop”




            Tydzień później byłyśmy już w Serbii. To nasze ostanie mecze na tej imprezie. Po powrocie do Polski mamy półtorej  tygodnia wolnego a potem znowu Szczyrk i treningi od rana do wieczora. W Serbii czułyśmy się dobrze. Wiele znajomych twarzy z naszych lig. Chłopcy kończyli Ligę Światową we Francji. Ostatni mecz z Francją był ekstremalnie ciężki ale wygrany. Teraz przed chłopakami prawie 2 tygodnie wolnego przed kolejną imprezą , Memoriał Huberta Jerzego Wagnera, a później Puchar Świata. Przed nami po meczu z Rumunkami i Serbkami, w odstępie dwóch dni, również 2 tygodnie wakacji a później Puchar Świata i Mistrzostwa Europy. Do meczu z Rumunkami wyszłyśmy najmocniejszym składem. Wiedziałyśmy, że jeżeli wygramy ten mecz za 3 punkty to zagramy w Final For zaplecza Word Grand Prix. Tam czekała już na nas reprezentacja: Azejberdżanu, Hiszpanii i Mołdawii. Przed pierwszym gwizdkiem Ania, kapitan, podałam nam ostatnie wskazówki dotyczące taktyki. Pierwszy set był męczący ale wygrałyśmy go do 27. Drugi i trzeci poszedł jak z płatka, kolejno do 20 i 21. Szczęśliwe czekałyśmy na kolejny mecz. Z Serbkami dnia następnego nie było już tak łatwo. Ciężki pięciosetowy bój. Pierwsze dwie partie dla gospodyń ale kolejny trzy padły naszym łupem. Teraz czekał nas powrót do kraju i tak bardzo upragniony urlop. Przed Final For drugiej dywizji World Grand Prix. W Polsce byłyśmy następnego dnia rano. Szczęśliwe na lotnisku powitała nas rzesza kibiców i dziennikarzy. Autografy, zdjęcie i wywiady pochłonęły ok. półtorej godziny. Lecz gdy wreszcie wsiadłam do samochodu Daniela i mogłam w spokoju uściskać Tomka byłam szczęśliwa. W Bełchatowie byliśmy wczesnym popołudniem. Na wieczór, oprócz wykwintnej kolacji dla dwojga, przygotowałam coś jeszcze dla mojego ukochanego. Po kolacji przepakowaliśmy walizki i przygotowaliśmy się do wyjazdu do moich rodziców na urlop. Po kolacji według planów zaszyłam się z Tomkiem, wśród romantycznej muzyki, w naszej sypialni. Po chwilach rozkoszy, zasnęliśmy w swoich objęciach. Następnego dnia rano obudził nas ciepły promień lipcowego słońca.
-Dzień dobry- powiedział szeroko uśmiechnięty.
-Cześć. Jak dobrze nareszcie wyspać się we własnym łóżku z tobą przy boku.
-Oj tak. To co wstajemy, jemy śniadanie i ruszamy w drogę żeby uniknąć upałów i korków?
-Tak. Ostatnie czego teraz chcę to jechać 6 godzin w pełnym słońcu.
Po śniadaniu ubraliśmy się, ponieważ posiłek zjedliśmy w piżamach. Już tak rano było prawie 30 stopni na słońcu, mogliśmy wstać o 3 rano i jechać w chłodzie a nie do 2 w nocy myszkować pod kocem. W osiedlowym sklepie kupiłam dwie butelki wody i byliśmy gotowi do drogi. W radiu leciały same letnie hity. Dawno tak spokojnie nie słuchałam radia. Tomek uwielbiał prowadzić. 4 godziny późnie byliśmy na miejscu. W progu domu powitała nas mama. Był środek tygodnia więc tata był w pacy. Michał i Ewa mieli wakacje więc też po chwili zbiegli z góry:
- Daria! Tomek! Jak dobrze znowu was widzieć- wykrzyczała, niemal Ewa.
-Chodźcie do domu. Tu troszkę chłodniej- wtrąciła się mama.
-Już idziemy- odpowiedzieliśmy niemal równocześnie.
-Mamo ja będę za niedługo- poinformował Michał.
-Braciszku a ty gdzie? Nie posiedzisz z siostrą? –zapytałam  z uśmiechem.
-Wrócę za jakieś 2- 3 godziny. Pa.
-Uważaj na siebie.
-Nasz Michał się zakochał- powiedziała Ewa śmiesznym tonem.
-To świetnie- uśmiechnęłam się.- Mamo ja wrócę zaraz idę za stodołę.
            Tak, moim rodzinnym domem było wiejskie gospodarstwo. Kocham to miejsce. Zawsze ,gdy tylko miałam ochotę, wychodziłam z domu i mijając kilkadziesiąt kur i kilka kogutów znajdowałam się w sadzie. Kilka jabłoni, w tym moje ulubione papierówki, grusze, śliwy, wiśnie, krzaki porzeczki oraz aronii i ten największy, najpiękniejszy orzech, pod którym w gorąca dni skrywały się pierzaste koleżanki. Wychodząc za ogrodzenie, znajdowałam się w moim niebie. Warzywniak i pole a za nim las. Truskawki, poziomki, maliny, jeżyny, buraki-zwykłe i opasowe dla króliczków- marchewki, pietruszki, ogórki, fasolka, szczaw idealny na zupę, koperek pachnący słońcem. Gdy teraz tam stałam ujrzałam dojrzewający owies, świeżo skoszone truskawki i siano, W rogu warzywnika rosły zielone liście z czerwonymi, pachnącymi lasem, poziomki. Weszłam tam i zerwałam jedną z nich. Byłam w niebie. Czułam się znakomicie. Postanowiłam usiąść na trawie przy samym zbożu. Tułów położyłam w owies i oglądałam, z uśmiechem na twarzy, podróżujące na niebie chmury. Letni wiatr otulał moje, rozgrzane od lipcowego słońca ciało. Po chwili dołączył do mnie Tomek:
-Tu mi się schowałaś- powiedział z uśmiechem.- Mama woła na obiad.
Gdy usłyszałam te słowa, byłam w pełni szczęśliwa. Na podwórku zatrzymaliśmy się tuż przed drzwiami, ponieważ właśnie przyjechał Michał. Wysiadł z samochodu i przedstawił nam Annę. Śliczną, czarnowłosą, średniego wzrostu. Po obiedzie Michał postanowił wybrać się z Anią na spacer. Poszli w stronę łąk. Natomiast ja z Tomkiem postanowiliśmy przejść się w stronę zabudowań. Szliśmy krok i krok, rozmawiając przy tym o wszystkim co się ostatnio wydarzyło. W pewnym momencie za plecami usłyszałam tak bardzo znajome i nieprzyjemne  głosy:
- Dziewczyny patrzcie oto  nasz Kopciuszek- zawołała Magda.
W tym momencie zajechała mi drogę wraz z : Weroniką, Natalią i Dominiką.
-Sory dziewczyny ale chcemy przejść- powiedział spokojnym tonem Tomek.
Magda zsiadła z roweru obeszła nas dookoła i stwierdziła:
-Ty, Kopciuszek gdzie takiego przystojniaka znalazłaś? Bo chyba sam na ciebie nie poleciał- powiedziała pewna siebie.
- To nie jest twój interes, to po pierwsze. A po drugie. Co  na ciebie ślicznotko nikt nie leci?- odgryzłam się i przepychając jej rower ruszyliśmy w dalszą drogę.
-Gdzie mi uciekasz, ptaszynko. Zniknęłaś nie mówiąc słowa i wracasz z takim ciachem. A ostatnio Milena wspominała, że widziała cię w telewizji. Ale to niemożliwe żeby takie brzydkie kaczątko zrobiło karierę w wielkim świecie.
Widziałam jak na twarzy Tomka pojawia się złość. Opanował się jednak i przytulił mnie jeszcze mocniej. Popatrzyłam na chwilę na nie i już miałam coś jej odbąknąć ale wtrącił się Tomek:
- Sukces Darii w oczy kole? Zapracowała na to. A teraz odsuń się.
-Ciekawe jak zapracowała-odbąknęła Natalka, ale ja znałam jej pewien sekret i postanowiłam go użyć .
-Na pewno nie tyłkiem jak ty- zrobiłam zażenowaną minę i czekałam na jej reakcje.
Każda z nich wsiadła na rower i odjechały na koniec dorzucając:
-Jeszcze pożałujesz ,tych słów, suko.
Nie zwracając na nie uwagi poszliśmy dalej, lecz mimo że potrafiłam się dogryźć ich docinki raniły mnie. W pewnym momencie naszego spaceru, zaczęłam po prostu bezgłośnie płakać.
-Kochanie nie przejmuj się nimi- przytulił mnie Tomek.- Miałem dać ci to wieczorem ale to poprawi ci humor teraz. Zobacz.
Wręczył mi bilety a to co przeczytałam na nich wprawiło mnie w euforie.
- Bilety w pierwszym rzędzie na Perfekt? Nie wierzę.
-To uwierz. Wracamy do domu?
-Pewnie i już chyba mam dla ciebie pewne zadanie.
Gdy wróciliśmy była godzina ok. 17. Wyciągnęliśmy całą rodzinkę i rozegraliśmy kilka partyjek badmintona. Graliśmy do 21. Było fantastycznie. Gdy poszliśmy spać po kolacji i atrakcjach przygotowanych przez mamę byłam skonana.
                                  
_____________________________________________________________________________
Kolejny rozdział leci do was. Komentujcie :)




piątek, 17 lipca 2015

Rozdział XXVI- „ Kocham życie”




            Gdy następnego dnia obudziłam się w hotelu, spostrzegłam, że do śniadania mam jeszcze ponad pół godziny. Leżąc rozmyślałam nad tym co dzieje się w ostatnim czasie wokół mnie. Postanowiłam wziąć kartkę i spisać to wszystko. W trudnych chwilach zawszę będę mogła na nią spojrzeć, aby zmienić sobie humor.
Wydarzenia zmieniające moje życie:
  1. Wyprowadziłam się od rodziców do cudownego miasta jakim jest Bełchatów.
  2. Zaczęłam grać w najwspanialszym klubie w Polsce.
  3. Zostałam najmłodszym kapitanem w historii.
  4. Poznałam Tomka.
  5. Zakochałam się w nim na zabój.
  6. Poznałam mojego idola-Mariusza Wlazłego i całą Skrę.
  7. Zdałam maturę.
  8. Byłam na zgrupowaniu kadry narodowej.
  9. Dostałam się do kadry. Tomek również
  10. Tomek świetnie zadebiutowała w barwach naszego kraju.
  11. Ja zaliczyłam najlepszy debiut.

Gdy popatrzyłam na ta listę w moich oczach pojawiły się łzy. W tej chwili zadzwonił mój telefon. To był Tomek. Rozmawialiśmy pierwszy raz od czasu mojej podróży od rodziców do Bełchatowa. To kawał czasu ale zmiana czasu, treningi, podróże.
-Cześć kochanie- usłyszałam delikatny głos, za którym tak bardzo się stęskniłam.
-Cześć- odpowiedziałam z uśmiechem na ustach.
-Mam nadzieję, że cię nie obudziłem?
-Nie. Nie spałam już od jakiegoś czasu.
- W przyszłym tygodni gracie w Polsce. Prawda?
-Tak. W Łodzi.
-Mam dla ciebie niespodziankę. Po awansie do Final Six mamy trzy dni przerwy. Po meczach w Częszowie a  przed zgrupowaniem w Spale. Przyjdę na mecz. A z tego co wiem wasz trener pozwolił na spotkanie z rodzinami po meczu.
-Pozwolił. Tak się cieszę. A ty jesteś już w kraju?
-Nie jeszcze na lotnisku we Florencji. Zaraz wsiadamy do samolotu. Kocham cię do zobaczenia.
-Ja ciebie też.
W tym momencie, obudziła Ania:
- Cześć? Co ty od rana taka roześmiana?
- Tomek do mnie dzwonił.
-To co wstajemy?
-Tak pani kapitan- zaśmiałam się.
Po śniadaniu lekki trening i kolejny mecz. Tym razem z Serbią. System World Grand Prix jest bardzo napięty. W każdym tygodniu dwu dniowy maraton meczy. Na każdy inna taktyka i inny rodzaj gry. Dla innych ludzi może wydawać się to męczące, ale ja to kocham. Czym byłoby moje życie bez tego? Lecz nie czas teraz na rozważania nad sensem życia. Wychodzimy na mecz. Dzisiaj mecz zaczęłam w pierwszym składzie, z powodu przemęczenia dziewczyn. Stałam na boisku, przed pierwszą piłką, skupiona najbardziej jak tylko mogłam. Przed każdym meczem obieram jakiś powód motywujący do wygranej. Dzisiaj był on taki: Zrób to dla babci. Ona tam w niebie z Agatą, Arkiem i trenerem Hubertem wierzą w ciebie. Przymknęłam oczy, głęboko odetchnęłam i zaczął się mecz. Pierwsze akcje byłe, w moim wykonaniu, koszmarem. Trzy obronione i dwie zepsute. Na przerwę techniczną schodziłyśmy przy wyniku 8:6 dla Serbii. Trener dał nam kilka wskazówek. Po tej przerwie grałyśmy jakby nas ktoś zamienił. Mecz wygrany 3-1 ale nie był on łatwy. Serbki to mocne  zawodniczki. Wyniki poszczególnych setów prezentowały się tak: 26:24, 23:25, 25:23, 28:26. Szybko skierowałyśmy się do szatni a później do hotelu. Zebrałyśmy nasze bagaże, wymeldowałyśmy się z hotelu w pojechaliśmy na lotnisko. Koszmarnie zmęczone ,po meczu, stałyśmy przed odprawą. Lot był dość szybki. Na lotnisku czekali dziennikarze i kibice. Tak właśnie dla tych kibiców mamy tą pracę. Po chwili dla mediów i kibiców, pojechaliśmy do Łodzi. Po zameldowaniu w hotelu poszłyśmy spać. Wstałyśmy po kilku godzinach i poszłyśmy na siłownie. Krótki trening i wracałyśmy do hotelu. W sali głównej tegoż budynku czekał na nas miła niespodzianka. Trener zawołał nas do tego pomieszczenia. Przed odtworzeniem drzwi powiedział:
- Macie czas do wieczora potem spać a jutro znowu się zobaczycie.
Dla dziewczyn tajemnicą było co kryło się za drzwiami. Ja jednak miałam pewne przypuszczenia. Gdy drzwi otworzyły się ujrzałam to za czym tak bardzo tęskniłam:
- Tomek !- krzyknęłam i utknęłam w jego ramionach.- Jak ja za tobą się stęskniłam.
-Ja za tobą też. Jak wrażenia?
-Świetnie. Dużo trenowania. Tak jak sobie wyobrażałam. Tego właśnie się spodziewałam i chciałam. A ty? Zaaklimatyzowałeś się w kadrze?
- Chłopaki przyjęli mnie z otwartymi rękoma. Wspierają, radzą  rozśmieszają.  Z kim jesteś w pokoju? Z kim śpiesz zamiast mnie?- zaśmiał się.
-Z Anią. Wiktoria jest z Mariolą. A czemu pytasz?
-Chcę wiedzieć z kim noce spędza moja dziewczyna-zaśmiał się.
-A ty koteczku?
-Ja z Danielem. Standard. To co kolacja i idziemy pobyć trochę ze sobą?
- Pewnie. Dopóki możemy.
Wieczór spędzony w towarzystwie naszych rodzin, pomógł nam emocjonalnie. Następny dzień treningi a potem mecz z Serbią. Trochę się go obawiałam ale to są tylko zawodniczki a nie boginie. Z nimi też można wygrać. W czwartek o 20:15 zaczęło się spotkanie z Serbkami. Ku wielkiemu zaskoczeniu ,po kilku meczach gdzie wchodziłam na zmiany, wyszłam w pierwszym składzie. Byłam skoncentrowana i dumna. Pierwsza piłka zagrana przez Anię. Akcja wyglądała następująco:
- zagrywka Ani.
-przyjęcie przez Monar
-rozegranie Ogniejowić
-atak Bielica
-blok Pycia
Kolejne akcje nie były już takie łatwe. Każdy punkt, dla obu drużyn, był wywalczony. Kibice mogli pooglądać prawdziwą walkę. Nagle w pewnym momencie meczu, skacząc do bloku, Ania dostała piłka w twarz. Jak każdy po takim spotkaniu, straciła na chwilę równowagę. Otarła łzy, pojawiające się podczas zderzenia i grała dalej. Pierwszy set wygrały Serbki 28:26. Drugi był pełen długich akcji. Wynik tylko to potwierdzał 34:32 dla nas. W trzecim i czwartym grałyśmy falami (zarówno my jak i Serbki). Jednak to my byłyśmy na fali w ważnych momentach meczu. Wygrałyśmy, odpowiednio: 25:23 i 26:24. Szczęśliwe czekałyśmy na MVP. Gdy spiker ogłosił:
-Najbardziej wartościową zawodniczką meczu została: Anna Werblińska.
Ania nie mogła w to uwierzyć. Zagrała wyśmienite zawody i to jej się należało. Dumne ze zwycięstwa spędzałyśmy czas z rodzinami. Następny dzień oznaczał następny mecz. Kolejne spotkanie z Rumunkami. Wiedziałyśmy, że nie będzie to spacerek. Przed meczem, po odprawie, każda z nas skupiała się na swój sposób. Muzyka, jednak przewyższała. Inne utwory, rodzaje ale muzyka. Spokojna lub nie. Ja osobiście potrzebowałam naładować akumulatory energetyczną nutą. W szatni również słychać było mocniejsze bity. Mecz był emocjonujący. To nie były te same Rumunki co tydzień temu. Miały w sobie więcej energii. Jednak to my odniosłyśmy zwycięstwo 3-0. Tym razem MVP została: Mariola Zenik. PO meczu dostałyśmy całą dobę wolnego przed wylotem do Serbii. 


______________________________________________________________________________
kolejny rozdział  ląduje u was. Oceniajcie w komentarzach. :)

środa, 8 lipca 2015

Rozdział XXV- „Nowości ciąg dalszy”




Gdy dojechała do Szczyrku trwała akurat przerwa od treningów. Trenera zastałam w jednym z pokoi. Poinformował mnie, że zostało jedyne wolne miejsce w pokoju nr.10. Gdy otworzyłam drzwi, zobaczyłam czeszącą włosy Annę Werblińską. Byłam w szoku.
-Cześć.
-Dzień dobry- uśmiechnęłam się.
-Zajęłam już łóżko od okna więc zostało ci od ściany. Nie przeszkadza ci to?
-Nie. Dla mnie to nawet lepiej. Tak w ogóle to Daria jestem.
-Ania- uśmiechnęła się.
-Rozpakuj się a ja odpocznę.
Po południu zapoznanie z reszta kadry i mogłam przestudiować plan moich indywidualnych (przez 6 dni treningów), później miałam dołączyć do grupy. Tak jak przewidywałam: rano po śniadaniu (9-11) lekka siłownia, od 13-16 trening indywidualny z drugim trenerem, od 18-19 codzienna odnowa biologiczna. I tak przez 6 dni. Później grafik był jeszcze bardziej napięty. Od 9-12 porządny wycisk na siłowni a od 13-17 wyczerpujący trening z drużyną. Przez pierwsze 6 dni treningów czułam jak moje mięsnie powracają  w tryb pracy i powoli przestawiają się na reprezentację. W kolejnych dniach każdego wieczoru niemiałam siły na nic. Tylko wrócić do pokoju, wziąć prysznic i spać. Ania i reszta zawodniczek wspierały mnie i Wikę. Codzienna rozmowa z Tomkiem pomagała mi uspokoić tęsknotę.  Gdy nadszedł dzień pierwszego meczu siatkarzy, cały dzień byłam podniecona. Marzyłam o jak najszybszym zakończeniu treningu i przejściu do sali widowiskowej. Przed wejściem czekała nas miła niespodzianka:
-Dziewczyny ustawcie się w kolejkę. Malujemy twarze i dopiero idziemy kibicować- ogłosił statystyk.
Wszystkie zaczęłyśmy się śmiać. Po umalowaniu twarzy miałyśmy jeszcze 10 minut do meczu na kilka pamiątkowych fotek. Gdy przyszła kolej na prezentacje drużyn, jak jeden mąż odśpiewałyśmy hymn. Mecz był ekscytujący. Francja to mocny przeciwnik. Po pierwszym secie na boisko wszedł Tomek. Z zapartym tchem śledziłam jego pierwszą akcję w biało-czerwonych barwach. Przesunięta krótka w wykonaniu Tomka i Fabiana, była rewelacyjna. Gdy piłka wpadła w boisko, aż podskoczyłam do góry. W momencie kiedy Francuzi wyszli na prowadzenie, zaczęliśmy jeszcze mocnej krzyczeć i dopingować. Chyba w całym budynku słychać było jednogłośne: „W górę serca, Polska wygra mecz” i „Polska biało-czerwoni”. Po pierwszych dwóch setach był remis. W trzecim i czwartym, kompletna dominacja Polski. Wygrany mecz 3-1  a MVP został… Michał Kubiak. Najchętniej poświętowalibyśmy jeszcze, ale jutro o 6 rano miałyśmy wylot do Rumunii. Pierwszy mecz miałyśmy rozegrać w hali Sports Hall w mieście Konstanca.
            Następnego dnia rano, gdy weszłyśmy na lotnisko, doznałyśmy lekkiego szoku. Była godzina 4 rano, większość ludzi o tej porze jeszcze śpi, a przed nami stało setki ludzi, ubranych w biało-czerwone koszulki. Uśmiech cisnął się na usta. Jedna z nich, dziewczyna ok. 15 lat napisała wierszyk:
„ Polskie siatkarki,
Są jak letnie ranki.
Bije od nich ambicja,
Która jest jak w broni amunicja.
Tobiasz, Wołosz, Piekarczyk, Boberek oraz Bełcik,
Skowrońska-Dolata, Kaliszuk, Balcerzak Smarzek, Kowalińska
Grają na tej samej pozycji co Zarośliska.
Atakują z wielką moc,
Lub kiwają sobie na pomoc.
Przyjmujących mamy tyle,
Że czoło przed nimi chylę.
Środkowe są bardzo potrzebne,
Zablokują, zaatakują ich punkty są liczebne.
Nasze libero to klasa światowa,
Są jak mieszanka wybuchowa.
Żadna z wymienionych tutaj zawodniczek,
Nie rzuca słów na watr jak doniczek.
Pomimo, że nie obiecują wygranych,
Wierzymy w ich występy doskonałe.”
Z uśmiechem na ustach i łezką w oku, serdecznie podziękowałyśmy tej dziewczynie. Kilka zdjęć i autografów i można było wyruszać w moją pierwszą podróż z reprezentacją. Gdy wsiadłam do samolotu, z zaskoczenia ucichałam. Na moim bilecie wyraźnie napisane było: „rząd 3 miejsce 10 klasa biznes”. Z tego wynikało, że siedzę z jakąś dziewczyną z dzieckiem. Jednak gdy ta się odwróciła, doznałam szoku:
- Paula? To ty masz dziecko?
-Mamusiu co to za pani?- zapytało ok. 4 letnie dziecko.
Paula. Tak to moja „jak mi się wydawało” najlepsza koleżanka. Myślałam, że mówimy sobie o wszystkim. Już teraz wiem dlaczego spotykałyśmy się na mieście i to w godzinach 8-14. A na jeden rok kontakt nam się urwał mimo prób nawiązania.
-Cześć. Ja ci to kiedyś wytłumaczę…- zaczęła.
-Nie teraz mi to wytłumaczysz.
Przez najbliższe minuty Paula opowiadała a ja z przerażeniem na nią patrzyła. Mój brat cioteczny –Maciek- zrobił jej dziecko i wyjechał do stanów. Nigdy niemiałam do niego zaufania ale teraz przegiął. Na Paulę też byłam zła. Zamiast przyjść do mnie i od razu wszystko powiedzieć to ona się wstydziła. Mały Michałek było to najsłodsze dziecko jakie widziałam. Podczas lądowania pożegnałam się z Paulą i Michałkiem obiecując, że po sezonie się spotkamy.
            Niecały tydzień treningów w hali i na siłowni i zagrałyśmy pierwszy mecz. Pierwszy set przyniósł mi pierwsze minuty na boisku. Nasze podstawowe atakujące Kasia Skowrońska-Dolata i Kasia Zarośliska miały za sobą trudny sezon co odbiło się na ich formie. W pierwszej szóstce wyszła ta druga, ponieważ pierwsza miała na dodatek drobny uraz. Przy wyniku 15-12 dla gospodyń trener zaryzykował i zmieniłam Kasię. W pierwszej akcji ze mną na boisku nawet piłki nie dotknęłam, ale kolejną rozpoczynałam zagrywką. Chwyciłam piłkę, skupiłam się na niej i ukierunkowałam zagrywkę i prawy narożnik.  Po uderzeniu byłam zdezorientowana. Sędziowie pokazali aut. A nasz trener był święcie przekonany, że boisko. Ja miałam mieszane uczucia ale jestem nauczona żeby zawsze pokazywać w takich akcjach radość. Tym razem okazała się słuszna. Cała piłka była w pomarańczowym polu. Jeszcze dwie wyrzucające zagrywki pomogły odrobić straty. Pierwszego seta, ku zdziwieniu kibiców, wygrałyśmy(25-23). Drugi zaczęłam od pierwszej piłki. Asia grała bardzo kombinacyjnie. Jeden z pajpów kompletnie zaskoczył Rumunki. Ku naszym, pozytywnym, zaskoczeniu wygrałyśmy 3-0. Lepszego debiutu sobie nie wyobrażałam. 
___________________________________________________________
Okropnie mi głupio. Przepraszam was z całego serca, ale brak weny spowodował taką przerwę. Mam nadzieję, że jeszcze ktoś tu zagląda :) Komentujcie :)

środa, 10 czerwca 2015

Rozdział XXIV- „Tęsknota”




                            Następnego dnia rano obudziłam się ok.9. Zeszłam na śniadanie. W kuchni czekała mnie miła niespodzianka:
- Dzień dobry – zaskoczona, przywitałam Małgosie Glinkę.
Koszulka meczowa Darii.
-Cześć. Przyjechałam z przesyłką. To dla ciebie – podała mi paczkę.
-Jest śliczna- powiedziałam na widok prototypu mojej reprezentacyjnej koszulki.
-Dlaczego akurat 10?
-W gimnazjum grałam z takim numerem i tak jakoś zostało.
-Powodzenia.
-Szkoda że pa… Że ty nie grasz w reprezentacji-odpowiedziałam ze smutkiem.
-Czas dać szanse młodszym-odpowiedziała w odjechała.
Ja natomiast zjadłam śniadanie i poszłam do ogrodu. Usiadłam na hamaku i wreszcie miałam trochę czasu żeby przeczytać „Bezdomną” Katarzyny Michalak. W pewnym momencie zrobiło mi się smutno. Wróciłam do domu i w laptopie odnalazłam zdjęcia z wesela, na którym byłam razem z Tomkiem. Tak właśnie wtedy utwierdziłam się w przekonaniu, że sport to poświęcenie nie tylko  zdrowia ale i życia prywatnego. Obie te rzeczy wystawia na poważną próbę. W tym momencie do pokoju wszedł Michał:
-Siostra, idę do Dominika. Idziesz ze mną?
-Pewnie. Zaczekaj 10 minut. Ogarnę się lekko i schodzę.
Po tych słowach, ubrałam się w wygodne spodnie i luźną koszulkę. Po czym zbiegłam ze schodów, bo czesania włosów zajęło mi dużo czasu.
-To co idziemy?
-Pewnie, ciocia będzie zadowolona, że przyszłaś ze mną.
Podczas drogi, szliśmy ok. 40 minut dla zdrowia, rozmawialiśmy o tym ci stało się w ostatnich dniach.
-Jak się Ewka czuje? Pojechała do Filipa?
-Tak dzisiaj rano, jak jeszcze spałaś odprowadziłem ją na autobus.
-Mama dobrze się trzyma. Jest strasznie dzielna.
-Ty odziedziczyłaś to po niej. W tym roku przeszłaś tyle chwil radosnych i trudnych.
-Nie porównuj tego do uczuć mamy.
-Zobacz. Wyprowadziłaś się do Bełchatowa, poznałaś Tomka, zostałaś kapitanem, dostałaś się do kadry narodowej, ciężkie treningi, przedwczesna matura,  śmierć babci i jeszcze rozłąka na tyle miesięcy z Tomkiem.
-Sport wymaga poświęceń. Ale co będziemy gadać o mnie? No nareszcie doszliśmy.
-Daria!- zawołała ciocia tak głośno, że chyba cała okolica słyszała.-Jak ja cię dawno nie widziałam.
-Cześć ciociu. No będzie tak z 5-6 miesięcy. Od ostatniej wizyty u mamy.
-Irek, chodź tu zobacz kto przyjechał.
-Daria- przywitał mnie.- Wchodźcie z Michałem do domu. Dominik masz gości.
Przez ok. cztery godziny rozmawiałam z ciocią, wujkiem i Dominikiem o tym co teraz przez te miesiące będę robiła. Przed obiadem zadzwonił mój telefon:
-Kasia, co się stało?- zapytałam z przerażeniem.
-Oliwia ona leży na OIOMI-e- gdy to usłyszałam nogi się pode mną ugięły.
-Ale co z nią?- zapytałam z drżącym głosem a na twarzach siedzących ze mną pojawiło się zaniepokojenie.
-Źle zniosła kolejną chemię. Straciła przytomność i jeszcze jej nie odzyskała. Co teraz będzie?
-Spokojnie. Ja wsiadam w najbliższy autobus i jadę do szpitala.
-Dobrze czekam na ciebie.
Rozłączyłam się i napiłam się łyk wody. Powiedziałam wszystko obecnych i już miałam wyjść, gdy zatrzymał mnie Dominik:
-Daria, zawiozę cię i tak miałem jechać do Łodzi do kumpla to cię podrzucę.
-Naprawdę. Byłabym ci wdzięczna.
Po dziesięciu minutach byłam w domu, spakowałam torbę i pożegnałam się z rodziną. Wiedziałam, że mogę już w tym kwartale a może nawet dłużej ich nie widzieć. W drodze zadzwonił do mnie Tomek:
-Cześć kochanie! Jedziesz gdzieś bo taki szum słyszę?
-Hej. Tak. Oliwia źle zniosła chemię i leży na OIOMI-e. Jadę do niej.
-Kochanie, wiem że to dla ciebie ważne ale miałaś odpoczywać. Obiecaj mi, że zanim pojedziesz na zgrupowanie, odpoczniesz.
-Dobrze nie martw się. A ty idź spać bo musisz regularnie regenerować siły.
-Oczywiście. Kocham cię.
-Ja ciebie też.
Rozłączyłam się z nim a w moich oczach zakręciła się łza.
-Ej no co ty? Daria- powiedział Dominik.
-Pierwsze dni są najtrudniejsze. Dopóki nie mam zajęcia. Potem moje życie będzie kręciło się wkoło. Trening, jedzenie, spać, trening, jedzenie, spać.
-Tu cię wypuszczę, ok.?
-Spoko. Dziękuję ci bardzo i szerokiej drogi.
-Trzymaj się pa.
-Cześć.
Gdy weszłam na oddział Kasia siedziała zamyślona:
-Daria! Przepraszam, że cię tu ściągnęłam.
-No co ty. Gdzie ona jest i jak się czuje?
-Tak powoli odzyskuje przytomność.
-Idę do niej na chwilę.
Przed drzwiami pielęgniarka podała mi fartuch i mogłam do niej ,na chwilę, wejść.
-Oliwka. Ale nam strachu napędziłaś- powiedziałam przez łzy, z uśmiechem na twarzy .
-Daria. Dziękuję ci, że przyszłaś.
-Obiecaj mi jedno. Wyzdrowiejesz i jeszcze kiedyś razem zagramy.
-Obiecuję. Będę walczyć.
-I to chciałam usłyszeć. Kochana ja muszę już iść. Jutro wpadnę. Trzymaj się.
Gdy wyszłam z sali rozpłakałam się, ze szczęścia. Kasia widząc moja uśmiechniętą twarz przytuliła mnie i poszłyśmy do okna. Na pożegnanie pomachałyśmy Oliwce i poszłyśmy na kawę. Po kilkudziesięciu minutach rozmowy postanowiłyśmy, że Kasia pójdzie do mnie i tam zrobimy sobie Maraton „Igrzysk Śmierci”. Po prawie 10 godzinach filmu ja poszłam spać do sypialni a Kasia zasnęła w salonie. Ja po wszystkich trudach spałam do 10 a Kasia wstała wcześniej i zrobiła śniadanie. Gdy weszłam do kuchni zadzwonił mój telefon:
-Dzień dobry. Nie obudziłem cię?- zapytał znajomy mi głos.
-Dzień dobry. Nie właśnie wstałam.
-Wiem, że powinnaś dopiero jutro wrócić do kraju ale słyszałem, że zostałaś w kraju i mam prośbę.
-W czym mogę pomóc?
- Mogłabyś przyjechać, najlepiej dzisiaj, na zgrupowanie? Oczywiście na razie tylko integracja z drużyną. A od przyszłego tygodnia zaczynasz treningi.
- Oczywiście. Zjem śniadanie, wpadnę do koleżanki do szpitala i wyruszam do Szczyrku.
-Świetnie. To do zobaczenia.
-Do widzenia.
Po rozłączeniu się, opowiedziałam wszystko Kasi. Po śniadaniu, spakowałam torbę i wsiadłam w samochód. Podjechałam na parking pod szpitalem i zaparkowałam auto. Gdy weszłam na oddział intensywnej terapii przeraziłam się. Kasi na sali nie było. Z łzami w oczach spojrzałam na pielęgniarkę.
-Spokojnie, jej stan się polepszył i jest przeniesiona na salę na 5 piętrze nr 10.
-Dziękuję bardzo.
Gdy wpadłyśmy na oddział i znalazłyśmy salę, byłam pewna, że mogę spokojnie jechać na zgrupowanie. Kasia ucałowała mnie na drogę i obiecała, że jeżeli będzie miała siłę to będzie przychodziła na mecze w Polsce i spotka się ze mną. Po dwóch godzinach rozmowy, Kasia poszła do domu a ja wsiadłam w samochód i wyruszyłam w drogę do Szczyrku.
 _______________________________________________________________
Kochani kolejny rozdział :) Mam nadzieję, że podoba wam się mój blog. Wyrażajcie swoją opinię w komentarzach :)

czwartek, 4 czerwca 2015

Rozdział XXIII- „ Ciężkie chwile”




            Byłyśmy pozytywnie nastawione na mecze w Policach. W piątek dwie kontuzje w naszej drużynie wykluczyły Asie i Ewę. Natomiast w sobotę obyło się bez żadnych urazów i kontuzji. Oba spotkania były bardzo zacięte, jak przystało na finał. Niestety oba te mecze, zgodnie z przewidywaniami, przegrałyśmy. Jednak nikt z zainteresowanych nie przypuszczał, że przez 4 mecze finałowe, zostanie rozegranych 20 setów. W każdym meczu był tie-break. To wielki sukces dla nas. Po ostatniej piłce w sezonie, podziękowałyśmy i szczerze pogratulowałyśmy policzankom. Dla nas to było ogromny sukces. Sama Małgorzata Glinka była pozytywnie zaskoczona.  Zanim rozdano medale i nagrody indywidualne, Gosia krótko ze mną porozmawiała:
-Powiem ci, że taka atakująca jaką jesteś jest potrzebna naszej reprezentacji- zaczęła.
-Dziękuję, ale Kasia Skowrońska i Zarośliska to przecież zawodniczki znane na całym świecie.
-Też będziesz. Jeszcze raz gratulacje.
-Dziękuję i wice wersa.
Nagrody indywidualne zdobyły:
Małgorzata Glinka- Mogentale- najlepsza przyjmująca.
Mariola Zenik- najlepsza libero.
Agnieszka Bednarek-Kasza- najlepsza środkowa.
Wiktoria Boberek- najlepsza rozgrywająca.
Ana Bielica- najlepsza atakująca.
Daria Balcerzak- odkrycie sezonu.
Tak przedstawiała się lista, odczytana przez spikera, nagrodzonych indywidualnie. Po rozdaniu nagród indywidualnych, przyszła kolej na medale. Gdy otrzymałam do rąk srebrny puchar Wicemistrzyń Polski była dumna. Po tym wydarzeniu szybkie wywiady w których podsumowałam, rewelacyjny, sezon. Dostanie się do seniorskiej drużyny w Bełchatowie, zostanie kapitanem mimo pierwszego sezonu w klubie, zdana matura, znalezienie miłości i ,co najważniejsze, dostanie się do seniorskiej reprezentacji Polski. W samolocie była wesoła atmosfera. Śpiewałyśmy, robiłyśmy sobie zdjęcia i spędzałyśmy ostanie chwile tego sezonu. Tomek w czasie meczu wracał właśnie z wakacji. Spotkaliśmy się w mieszkaniu. Szybka kolacje i ostanie chwile, jak nam się wtedy wydawało, przed wyjazdem na zgrupowanie- Tomek i ja na krótkie wakacje. Po  ogarnięciu się poszliśmy do sypialni. Następnego dnia, po upojnej nocy, obudziłam się szczęśliwa, ale w środku czułam niepokój. Nie wiedziałam dlaczego tak się działo, ale chwilę później przyszła odpowiedź. Podczas gdy Tomek pakował torbę a ja robiłam śniadanie, zadzwonił mój telefon. Gdy wzięłam go do ręki zobaczyłam, że to mama więc się uśmiechnęłam, ale gdy tylko usłyszałam jej głos na mojej twarzy pojawiło się przerażenie. Płakała, to było pewne, ale dlaczego?
-Mamo coś się  stało?- zapytałam przerażona a z drzwi sypialni wychylił się zaniepokojony Tomek.
-Babcia Alinka… Ona nie żyje.
-Jak to? Mamo przyjadę dzisiaj, albo jutro rano.
-Dobrze kochanie.
Gdy wypowiedziałam ostatnie słowa odłożyłam słuchawkę, i opadłam, w sposób kontrolowany, na podłogę. Schowałam głowę w ręce i zaczęłam płakać.
            Z perspektywy Tomka:
Nie wiedziałem co się stało, ale na pewno nic dobrego. Podszedłem do niej wziąłem ją na ręce i zaniosłem do salonu, bo w czasie rozmowy upuściła szklankę, która się zbiła i mogła się pokaleczyć. Usiadłem z nią na kanapie i przytuliłem jak najmocniej. Po chwili dostałem odpowiedź na pytanie: „Co się stało”. Gdy to usłyszałem czułem jak robie się blady. Daria nie mogła się uspokoić. Postanowiłem, że pójdę do apteki po coś na uspokojenie a w drodze zadzwonię do trenera o przedłużenie urlopu, ze względu na sporawy osobiste. Stefan jest naprawdę świetnym człowiekiem. Zrozumiał, że nie mogę zostawić Darii samej i postanowiliśmy, że zaraz po pogrzebie jadę do Spały. Gdy wróciłem do mieszkania, Daria spała. Przykryłem ją kocem i przygotowałem samochód do wyjazdu. Gdy tylko Daria wstała spakowała torbę i ogłosiłam mi, że jedzie do rodziców. Lecz gdy ja jej oznajmiłem, że jadę z nią jej reakcja była dla mnie zaskakująca:
- Zwariowałeś? Dzisiaj o tej porze powinieneś być już w Spale.
-Stefan zgodził się i nawet nakazał mi jechać bo mi dwa dni dużej zmiany nie dają a tobie wsparcie jest potrzebne.
-Co ty mówisz? Dwa dni nic nie zmienią? Bzdura! To może zadecydować o twojej karierze.
-Koniec! Nie spieraj się ze mną. Jedziemy razem i to już postanowione.
-Dobra. Zbieraj się musimy zajechać zanim zrobi się ciemno.
            Z perspektywy Darii:
W drodze do mojej rodzinnej miejscowości, siedziałam zamyślona przez pół drogi. Przez kolejne pół śpiewałam, razem z radiem, smutne piosenki z łzami w oczach. Gdy tylko Tomek to zauważył, wyłączył radio i zaczął temat moich wakacji:
-Jak się domyślam na Cypr już nie polecisz. To gdzie spędzisz te dwa tygodnie?
-W domu.
-W Bełchatowie nie wypoczniesz.
-Ale w rodzinnym domu. U rodziców na pewno wypocznę.
-Dobrze. Jesteśmy na miejscu.
Przed domem na ławce siedziała Ewa. Gdy tylko ją zobaczyłam, ponownie zaczęłam płakać. Podeszłam do niej i przytuliłam jak najmocniej. Po chwili wyszedł Michał:
-Cześć siostra- przywitał się.
-Hej- przełknęłam łzy.- Jak mama?
-W miarę dobrze, teraz pojechała z wujkiem załatwiać pogrzeb.
- Michał- powiedziałam szeptem.-zanieś Ewę do domu bo zasnęła.
-Dobra.
Misiek wziął ja na ręce i zaniósł do jej pokoju.  Ja natomiast postanowiłam przejechać się rowerem do domu babci. Swoje bagaże zostawiłam w pokoju na piętrze i poszłam do garażu po rower. Tomek rozmawiał z Michałem. Gdy miałam jechać z domu wybiegł Michał:
-Daria! Zaczekaj na Tomka. Poszedł się przebrać.
-Spoko.
Po chwili Tomek dołączył do mnie. Po 30 minutach stałam pod domem babci. Mały, czerwony, łączący wszystkie najciekawsze przygody dzieciństwa. Usiadłam u progu i zaczęłam płakać. Po jakiś 10 minutach z zza pleców usłyszałam znajomy głos:
-Daria? Nie wierzę. Cześć- energicznie przywitał się Kamil.
-Cześć- odpowiedziałam ocierając łzy.
-Co się stało? Miałaś odpoczywać.
-Ty nic nie wiesz. Babcia nie żyje.
-Sąsiadka? Matko Boska- odpowiedział i opadł z sił.
-Ej! Wszystko w porządku?- zapytał się Tomek, łapiąc Kamila za rękę.
-Tak- odpowiedział, po czym podszedł do mnie i przytulił mnie.
-Kamil, dam ci znak jak będę wiedziała co i jak. A to jest Tomek, mój chłopak- przedstawiłam go.
-Miło mi poznać- powiedzieli jednocześnie.
-Chłopaki idę narwać kwiatów do ogródka a wy porozmawiajcie.
Po kilku minutach wsiedliśmy na rower i wróciliśmy do domu. W salonie czekała mama. Przywitała się i przytuliłam jak najmocniej. Następnego dnia wieczorem w kapliczce e miejscowości gdzie mieszkała babci, odprawiany był różaniec. Całe nabożeństwo walczyłam ze łzami. Odpuściłam podczas śpiewania. Tomek siedział przy mnie, czułam jego obecność. Gdy tylko wróciliśmy poszłam spać, ponieważ wiedziałam, że następny dzień będzie trudny. Wstałam, zjadałam śniadanie i trzeba było szykować się na pogrzeb. Wyprasowałam czarną bluzkę i spódniczkę poczym włożyłam ją na siebie. Gdy wsiedliśmy do samochodu Tomka, byłam mu wdzięczna, że jest ze mną. Kolejne dwie-trzy godziny, pamiętam jak przez mgłę. Nie mogłam opanować łez. Jedynie przy przystępowaniu do Komuni otarłam łzy, które chwilę później wróciły. Po pogrzebie była stypa. Zjadałam obiad i pożegnałam się z Tomkiem, który ok. 16 wyruszył do Spały. Wiedziała, że zobaczymy się dopiero za trzy, cztery miesiące.
___________________________________________________
Kolejny post. Przeprasza, że tak późno ale nie miałam czasu. Miłego czytania. Zapraszam do komentowania.