piątek, 17 lipca 2015

Rozdział XXVI- „ Kocham życie”




            Gdy następnego dnia obudziłam się w hotelu, spostrzegłam, że do śniadania mam jeszcze ponad pół godziny. Leżąc rozmyślałam nad tym co dzieje się w ostatnim czasie wokół mnie. Postanowiłam wziąć kartkę i spisać to wszystko. W trudnych chwilach zawszę będę mogła na nią spojrzeć, aby zmienić sobie humor.
Wydarzenia zmieniające moje życie:
  1. Wyprowadziłam się od rodziców do cudownego miasta jakim jest Bełchatów.
  2. Zaczęłam grać w najwspanialszym klubie w Polsce.
  3. Zostałam najmłodszym kapitanem w historii.
  4. Poznałam Tomka.
  5. Zakochałam się w nim na zabój.
  6. Poznałam mojego idola-Mariusza Wlazłego i całą Skrę.
  7. Zdałam maturę.
  8. Byłam na zgrupowaniu kadry narodowej.
  9. Dostałam się do kadry. Tomek również
  10. Tomek świetnie zadebiutowała w barwach naszego kraju.
  11. Ja zaliczyłam najlepszy debiut.

Gdy popatrzyłam na ta listę w moich oczach pojawiły się łzy. W tej chwili zadzwonił mój telefon. To był Tomek. Rozmawialiśmy pierwszy raz od czasu mojej podróży od rodziców do Bełchatowa. To kawał czasu ale zmiana czasu, treningi, podróże.
-Cześć kochanie- usłyszałam delikatny głos, za którym tak bardzo się stęskniłam.
-Cześć- odpowiedziałam z uśmiechem na ustach.
-Mam nadzieję, że cię nie obudziłem?
-Nie. Nie spałam już od jakiegoś czasu.
- W przyszłym tygodni gracie w Polsce. Prawda?
-Tak. W Łodzi.
-Mam dla ciebie niespodziankę. Po awansie do Final Six mamy trzy dni przerwy. Po meczach w Częszowie a  przed zgrupowaniem w Spale. Przyjdę na mecz. A z tego co wiem wasz trener pozwolił na spotkanie z rodzinami po meczu.
-Pozwolił. Tak się cieszę. A ty jesteś już w kraju?
-Nie jeszcze na lotnisku we Florencji. Zaraz wsiadamy do samolotu. Kocham cię do zobaczenia.
-Ja ciebie też.
W tym momencie, obudziła Ania:
- Cześć? Co ty od rana taka roześmiana?
- Tomek do mnie dzwonił.
-To co wstajemy?
-Tak pani kapitan- zaśmiałam się.
Po śniadaniu lekki trening i kolejny mecz. Tym razem z Serbią. System World Grand Prix jest bardzo napięty. W każdym tygodniu dwu dniowy maraton meczy. Na każdy inna taktyka i inny rodzaj gry. Dla innych ludzi może wydawać się to męczące, ale ja to kocham. Czym byłoby moje życie bez tego? Lecz nie czas teraz na rozważania nad sensem życia. Wychodzimy na mecz. Dzisiaj mecz zaczęłam w pierwszym składzie, z powodu przemęczenia dziewczyn. Stałam na boisku, przed pierwszą piłką, skupiona najbardziej jak tylko mogłam. Przed każdym meczem obieram jakiś powód motywujący do wygranej. Dzisiaj był on taki: Zrób to dla babci. Ona tam w niebie z Agatą, Arkiem i trenerem Hubertem wierzą w ciebie. Przymknęłam oczy, głęboko odetchnęłam i zaczął się mecz. Pierwsze akcje byłe, w moim wykonaniu, koszmarem. Trzy obronione i dwie zepsute. Na przerwę techniczną schodziłyśmy przy wyniku 8:6 dla Serbii. Trener dał nam kilka wskazówek. Po tej przerwie grałyśmy jakby nas ktoś zamienił. Mecz wygrany 3-1 ale nie był on łatwy. Serbki to mocne  zawodniczki. Wyniki poszczególnych setów prezentowały się tak: 26:24, 23:25, 25:23, 28:26. Szybko skierowałyśmy się do szatni a później do hotelu. Zebrałyśmy nasze bagaże, wymeldowałyśmy się z hotelu w pojechaliśmy na lotnisko. Koszmarnie zmęczone ,po meczu, stałyśmy przed odprawą. Lot był dość szybki. Na lotnisku czekali dziennikarze i kibice. Tak właśnie dla tych kibiców mamy tą pracę. Po chwili dla mediów i kibiców, pojechaliśmy do Łodzi. Po zameldowaniu w hotelu poszłyśmy spać. Wstałyśmy po kilku godzinach i poszłyśmy na siłownie. Krótki trening i wracałyśmy do hotelu. W sali głównej tegoż budynku czekał na nas miła niespodzianka. Trener zawołał nas do tego pomieszczenia. Przed odtworzeniem drzwi powiedział:
- Macie czas do wieczora potem spać a jutro znowu się zobaczycie.
Dla dziewczyn tajemnicą było co kryło się za drzwiami. Ja jednak miałam pewne przypuszczenia. Gdy drzwi otworzyły się ujrzałam to za czym tak bardzo tęskniłam:
- Tomek !- krzyknęłam i utknęłam w jego ramionach.- Jak ja za tobą się stęskniłam.
-Ja za tobą też. Jak wrażenia?
-Świetnie. Dużo trenowania. Tak jak sobie wyobrażałam. Tego właśnie się spodziewałam i chciałam. A ty? Zaaklimatyzowałeś się w kadrze?
- Chłopaki przyjęli mnie z otwartymi rękoma. Wspierają, radzą  rozśmieszają.  Z kim jesteś w pokoju? Z kim śpiesz zamiast mnie?- zaśmiał się.
-Z Anią. Wiktoria jest z Mariolą. A czemu pytasz?
-Chcę wiedzieć z kim noce spędza moja dziewczyna-zaśmiał się.
-A ty koteczku?
-Ja z Danielem. Standard. To co kolacja i idziemy pobyć trochę ze sobą?
- Pewnie. Dopóki możemy.
Wieczór spędzony w towarzystwie naszych rodzin, pomógł nam emocjonalnie. Następny dzień treningi a potem mecz z Serbią. Trochę się go obawiałam ale to są tylko zawodniczki a nie boginie. Z nimi też można wygrać. W czwartek o 20:15 zaczęło się spotkanie z Serbkami. Ku wielkiemu zaskoczeniu ,po kilku meczach gdzie wchodziłam na zmiany, wyszłam w pierwszym składzie. Byłam skoncentrowana i dumna. Pierwsza piłka zagrana przez Anię. Akcja wyglądała następująco:
- zagrywka Ani.
-przyjęcie przez Monar
-rozegranie Ogniejowić
-atak Bielica
-blok Pycia
Kolejne akcje nie były już takie łatwe. Każdy punkt, dla obu drużyn, był wywalczony. Kibice mogli pooglądać prawdziwą walkę. Nagle w pewnym momencie meczu, skacząc do bloku, Ania dostała piłka w twarz. Jak każdy po takim spotkaniu, straciła na chwilę równowagę. Otarła łzy, pojawiające się podczas zderzenia i grała dalej. Pierwszy set wygrały Serbki 28:26. Drugi był pełen długich akcji. Wynik tylko to potwierdzał 34:32 dla nas. W trzecim i czwartym grałyśmy falami (zarówno my jak i Serbki). Jednak to my byłyśmy na fali w ważnych momentach meczu. Wygrałyśmy, odpowiednio: 25:23 i 26:24. Szczęśliwe czekałyśmy na MVP. Gdy spiker ogłosił:
-Najbardziej wartościową zawodniczką meczu została: Anna Werblińska.
Ania nie mogła w to uwierzyć. Zagrała wyśmienite zawody i to jej się należało. Dumne ze zwycięstwa spędzałyśmy czas z rodzinami. Następny dzień oznaczał następny mecz. Kolejne spotkanie z Rumunkami. Wiedziałyśmy, że nie będzie to spacerek. Przed meczem, po odprawie, każda z nas skupiała się na swój sposób. Muzyka, jednak przewyższała. Inne utwory, rodzaje ale muzyka. Spokojna lub nie. Ja osobiście potrzebowałam naładować akumulatory energetyczną nutą. W szatni również słychać było mocniejsze bity. Mecz był emocjonujący. To nie były te same Rumunki co tydzień temu. Miały w sobie więcej energii. Jednak to my odniosłyśmy zwycięstwo 3-0. Tym razem MVP została: Mariola Zenik. PO meczu dostałyśmy całą dobę wolnego przed wylotem do Serbii. 


______________________________________________________________________________
kolejny rozdział  ląduje u was. Oceniajcie w komentarzach. :)

środa, 8 lipca 2015

Rozdział XXV- „Nowości ciąg dalszy”




Gdy dojechała do Szczyrku trwała akurat przerwa od treningów. Trenera zastałam w jednym z pokoi. Poinformował mnie, że zostało jedyne wolne miejsce w pokoju nr.10. Gdy otworzyłam drzwi, zobaczyłam czeszącą włosy Annę Werblińską. Byłam w szoku.
-Cześć.
-Dzień dobry- uśmiechnęłam się.
-Zajęłam już łóżko od okna więc zostało ci od ściany. Nie przeszkadza ci to?
-Nie. Dla mnie to nawet lepiej. Tak w ogóle to Daria jestem.
-Ania- uśmiechnęła się.
-Rozpakuj się a ja odpocznę.
Po południu zapoznanie z reszta kadry i mogłam przestudiować plan moich indywidualnych (przez 6 dni treningów), później miałam dołączyć do grupy. Tak jak przewidywałam: rano po śniadaniu (9-11) lekka siłownia, od 13-16 trening indywidualny z drugim trenerem, od 18-19 codzienna odnowa biologiczna. I tak przez 6 dni. Później grafik był jeszcze bardziej napięty. Od 9-12 porządny wycisk na siłowni a od 13-17 wyczerpujący trening z drużyną. Przez pierwsze 6 dni treningów czułam jak moje mięsnie powracają  w tryb pracy i powoli przestawiają się na reprezentację. W kolejnych dniach każdego wieczoru niemiałam siły na nic. Tylko wrócić do pokoju, wziąć prysznic i spać. Ania i reszta zawodniczek wspierały mnie i Wikę. Codzienna rozmowa z Tomkiem pomagała mi uspokoić tęsknotę.  Gdy nadszedł dzień pierwszego meczu siatkarzy, cały dzień byłam podniecona. Marzyłam o jak najszybszym zakończeniu treningu i przejściu do sali widowiskowej. Przed wejściem czekała nas miła niespodzianka:
-Dziewczyny ustawcie się w kolejkę. Malujemy twarze i dopiero idziemy kibicować- ogłosił statystyk.
Wszystkie zaczęłyśmy się śmiać. Po umalowaniu twarzy miałyśmy jeszcze 10 minut do meczu na kilka pamiątkowych fotek. Gdy przyszła kolej na prezentacje drużyn, jak jeden mąż odśpiewałyśmy hymn. Mecz był ekscytujący. Francja to mocny przeciwnik. Po pierwszym secie na boisko wszedł Tomek. Z zapartym tchem śledziłam jego pierwszą akcję w biało-czerwonych barwach. Przesunięta krótka w wykonaniu Tomka i Fabiana, była rewelacyjna. Gdy piłka wpadła w boisko, aż podskoczyłam do góry. W momencie kiedy Francuzi wyszli na prowadzenie, zaczęliśmy jeszcze mocnej krzyczeć i dopingować. Chyba w całym budynku słychać było jednogłośne: „W górę serca, Polska wygra mecz” i „Polska biało-czerwoni”. Po pierwszych dwóch setach był remis. W trzecim i czwartym, kompletna dominacja Polski. Wygrany mecz 3-1  a MVP został… Michał Kubiak. Najchętniej poświętowalibyśmy jeszcze, ale jutro o 6 rano miałyśmy wylot do Rumunii. Pierwszy mecz miałyśmy rozegrać w hali Sports Hall w mieście Konstanca.
            Następnego dnia rano, gdy weszłyśmy na lotnisko, doznałyśmy lekkiego szoku. Była godzina 4 rano, większość ludzi o tej porze jeszcze śpi, a przed nami stało setki ludzi, ubranych w biało-czerwone koszulki. Uśmiech cisnął się na usta. Jedna z nich, dziewczyna ok. 15 lat napisała wierszyk:
„ Polskie siatkarki,
Są jak letnie ranki.
Bije od nich ambicja,
Która jest jak w broni amunicja.
Tobiasz, Wołosz, Piekarczyk, Boberek oraz Bełcik,
Skowrońska-Dolata, Kaliszuk, Balcerzak Smarzek, Kowalińska
Grają na tej samej pozycji co Zarośliska.
Atakują z wielką moc,
Lub kiwają sobie na pomoc.
Przyjmujących mamy tyle,
Że czoło przed nimi chylę.
Środkowe są bardzo potrzebne,
Zablokują, zaatakują ich punkty są liczebne.
Nasze libero to klasa światowa,
Są jak mieszanka wybuchowa.
Żadna z wymienionych tutaj zawodniczek,
Nie rzuca słów na watr jak doniczek.
Pomimo, że nie obiecują wygranych,
Wierzymy w ich występy doskonałe.”
Z uśmiechem na ustach i łezką w oku, serdecznie podziękowałyśmy tej dziewczynie. Kilka zdjęć i autografów i można było wyruszać w moją pierwszą podróż z reprezentacją. Gdy wsiadłam do samolotu, z zaskoczenia ucichałam. Na moim bilecie wyraźnie napisane było: „rząd 3 miejsce 10 klasa biznes”. Z tego wynikało, że siedzę z jakąś dziewczyną z dzieckiem. Jednak gdy ta się odwróciła, doznałam szoku:
- Paula? To ty masz dziecko?
-Mamusiu co to za pani?- zapytało ok. 4 letnie dziecko.
Paula. Tak to moja „jak mi się wydawało” najlepsza koleżanka. Myślałam, że mówimy sobie o wszystkim. Już teraz wiem dlaczego spotykałyśmy się na mieście i to w godzinach 8-14. A na jeden rok kontakt nam się urwał mimo prób nawiązania.
-Cześć. Ja ci to kiedyś wytłumaczę…- zaczęła.
-Nie teraz mi to wytłumaczysz.
Przez najbliższe minuty Paula opowiadała a ja z przerażeniem na nią patrzyła. Mój brat cioteczny –Maciek- zrobił jej dziecko i wyjechał do stanów. Nigdy niemiałam do niego zaufania ale teraz przegiął. Na Paulę też byłam zła. Zamiast przyjść do mnie i od razu wszystko powiedzieć to ona się wstydziła. Mały Michałek było to najsłodsze dziecko jakie widziałam. Podczas lądowania pożegnałam się z Paulą i Michałkiem obiecując, że po sezonie się spotkamy.
            Niecały tydzień treningów w hali i na siłowni i zagrałyśmy pierwszy mecz. Pierwszy set przyniósł mi pierwsze minuty na boisku. Nasze podstawowe atakujące Kasia Skowrońska-Dolata i Kasia Zarośliska miały za sobą trudny sezon co odbiło się na ich formie. W pierwszej szóstce wyszła ta druga, ponieważ pierwsza miała na dodatek drobny uraz. Przy wyniku 15-12 dla gospodyń trener zaryzykował i zmieniłam Kasię. W pierwszej akcji ze mną na boisku nawet piłki nie dotknęłam, ale kolejną rozpoczynałam zagrywką. Chwyciłam piłkę, skupiłam się na niej i ukierunkowałam zagrywkę i prawy narożnik.  Po uderzeniu byłam zdezorientowana. Sędziowie pokazali aut. A nasz trener był święcie przekonany, że boisko. Ja miałam mieszane uczucia ale jestem nauczona żeby zawsze pokazywać w takich akcjach radość. Tym razem okazała się słuszna. Cała piłka była w pomarańczowym polu. Jeszcze dwie wyrzucające zagrywki pomogły odrobić straty. Pierwszego seta, ku zdziwieniu kibiców, wygrałyśmy(25-23). Drugi zaczęłam od pierwszej piłki. Asia grała bardzo kombinacyjnie. Jeden z pajpów kompletnie zaskoczył Rumunki. Ku naszym, pozytywnym, zaskoczeniu wygrałyśmy 3-0. Lepszego debiutu sobie nie wyobrażałam. 
___________________________________________________________
Okropnie mi głupio. Przepraszam was z całego serca, ale brak weny spowodował taką przerwę. Mam nadzieję, że jeszcze ktoś tu zagląda :) Komentujcie :)

środa, 10 czerwca 2015

Rozdział XXIV- „Tęsknota”




                            Następnego dnia rano obudziłam się ok.9. Zeszłam na śniadanie. W kuchni czekała mnie miła niespodzianka:
- Dzień dobry – zaskoczona, przywitałam Małgosie Glinkę.
Koszulka meczowa Darii.
-Cześć. Przyjechałam z przesyłką. To dla ciebie – podała mi paczkę.
-Jest śliczna- powiedziałam na widok prototypu mojej reprezentacyjnej koszulki.
-Dlaczego akurat 10?
-W gimnazjum grałam z takim numerem i tak jakoś zostało.
-Powodzenia.
-Szkoda że pa… Że ty nie grasz w reprezentacji-odpowiedziałam ze smutkiem.
-Czas dać szanse młodszym-odpowiedziała w odjechała.
Ja natomiast zjadłam śniadanie i poszłam do ogrodu. Usiadłam na hamaku i wreszcie miałam trochę czasu żeby przeczytać „Bezdomną” Katarzyny Michalak. W pewnym momencie zrobiło mi się smutno. Wróciłam do domu i w laptopie odnalazłam zdjęcia z wesela, na którym byłam razem z Tomkiem. Tak właśnie wtedy utwierdziłam się w przekonaniu, że sport to poświęcenie nie tylko  zdrowia ale i życia prywatnego. Obie te rzeczy wystawia na poważną próbę. W tym momencie do pokoju wszedł Michał:
-Siostra, idę do Dominika. Idziesz ze mną?
-Pewnie. Zaczekaj 10 minut. Ogarnę się lekko i schodzę.
Po tych słowach, ubrałam się w wygodne spodnie i luźną koszulkę. Po czym zbiegłam ze schodów, bo czesania włosów zajęło mi dużo czasu.
-To co idziemy?
-Pewnie, ciocia będzie zadowolona, że przyszłaś ze mną.
Podczas drogi, szliśmy ok. 40 minut dla zdrowia, rozmawialiśmy o tym ci stało się w ostatnich dniach.
-Jak się Ewka czuje? Pojechała do Filipa?
-Tak dzisiaj rano, jak jeszcze spałaś odprowadziłem ją na autobus.
-Mama dobrze się trzyma. Jest strasznie dzielna.
-Ty odziedziczyłaś to po niej. W tym roku przeszłaś tyle chwil radosnych i trudnych.
-Nie porównuj tego do uczuć mamy.
-Zobacz. Wyprowadziłaś się do Bełchatowa, poznałaś Tomka, zostałaś kapitanem, dostałaś się do kadry narodowej, ciężkie treningi, przedwczesna matura,  śmierć babci i jeszcze rozłąka na tyle miesięcy z Tomkiem.
-Sport wymaga poświęceń. Ale co będziemy gadać o mnie? No nareszcie doszliśmy.
-Daria!- zawołała ciocia tak głośno, że chyba cała okolica słyszała.-Jak ja cię dawno nie widziałam.
-Cześć ciociu. No będzie tak z 5-6 miesięcy. Od ostatniej wizyty u mamy.
-Irek, chodź tu zobacz kto przyjechał.
-Daria- przywitał mnie.- Wchodźcie z Michałem do domu. Dominik masz gości.
Przez ok. cztery godziny rozmawiałam z ciocią, wujkiem i Dominikiem o tym co teraz przez te miesiące będę robiła. Przed obiadem zadzwonił mój telefon:
-Kasia, co się stało?- zapytałam z przerażeniem.
-Oliwia ona leży na OIOMI-e- gdy to usłyszałam nogi się pode mną ugięły.
-Ale co z nią?- zapytałam z drżącym głosem a na twarzach siedzących ze mną pojawiło się zaniepokojenie.
-Źle zniosła kolejną chemię. Straciła przytomność i jeszcze jej nie odzyskała. Co teraz będzie?
-Spokojnie. Ja wsiadam w najbliższy autobus i jadę do szpitala.
-Dobrze czekam na ciebie.
Rozłączyłam się i napiłam się łyk wody. Powiedziałam wszystko obecnych i już miałam wyjść, gdy zatrzymał mnie Dominik:
-Daria, zawiozę cię i tak miałem jechać do Łodzi do kumpla to cię podrzucę.
-Naprawdę. Byłabym ci wdzięczna.
Po dziesięciu minutach byłam w domu, spakowałam torbę i pożegnałam się z rodziną. Wiedziałam, że mogę już w tym kwartale a może nawet dłużej ich nie widzieć. W drodze zadzwonił do mnie Tomek:
-Cześć kochanie! Jedziesz gdzieś bo taki szum słyszę?
-Hej. Tak. Oliwia źle zniosła chemię i leży na OIOMI-e. Jadę do niej.
-Kochanie, wiem że to dla ciebie ważne ale miałaś odpoczywać. Obiecaj mi, że zanim pojedziesz na zgrupowanie, odpoczniesz.
-Dobrze nie martw się. A ty idź spać bo musisz regularnie regenerować siły.
-Oczywiście. Kocham cię.
-Ja ciebie też.
Rozłączyłam się z nim a w moich oczach zakręciła się łza.
-Ej no co ty? Daria- powiedział Dominik.
-Pierwsze dni są najtrudniejsze. Dopóki nie mam zajęcia. Potem moje życie będzie kręciło się wkoło. Trening, jedzenie, spać, trening, jedzenie, spać.
-Tu cię wypuszczę, ok.?
-Spoko. Dziękuję ci bardzo i szerokiej drogi.
-Trzymaj się pa.
-Cześć.
Gdy weszłam na oddział Kasia siedziała zamyślona:
-Daria! Przepraszam, że cię tu ściągnęłam.
-No co ty. Gdzie ona jest i jak się czuje?
-Tak powoli odzyskuje przytomność.
-Idę do niej na chwilę.
Przed drzwiami pielęgniarka podała mi fartuch i mogłam do niej ,na chwilę, wejść.
-Oliwka. Ale nam strachu napędziłaś- powiedziałam przez łzy, z uśmiechem na twarzy .
-Daria. Dziękuję ci, że przyszłaś.
-Obiecaj mi jedno. Wyzdrowiejesz i jeszcze kiedyś razem zagramy.
-Obiecuję. Będę walczyć.
-I to chciałam usłyszeć. Kochana ja muszę już iść. Jutro wpadnę. Trzymaj się.
Gdy wyszłam z sali rozpłakałam się, ze szczęścia. Kasia widząc moja uśmiechniętą twarz przytuliła mnie i poszłyśmy do okna. Na pożegnanie pomachałyśmy Oliwce i poszłyśmy na kawę. Po kilkudziesięciu minutach rozmowy postanowiłyśmy, że Kasia pójdzie do mnie i tam zrobimy sobie Maraton „Igrzysk Śmierci”. Po prawie 10 godzinach filmu ja poszłam spać do sypialni a Kasia zasnęła w salonie. Ja po wszystkich trudach spałam do 10 a Kasia wstała wcześniej i zrobiła śniadanie. Gdy weszłam do kuchni zadzwonił mój telefon:
-Dzień dobry. Nie obudziłem cię?- zapytał znajomy mi głos.
-Dzień dobry. Nie właśnie wstałam.
-Wiem, że powinnaś dopiero jutro wrócić do kraju ale słyszałem, że zostałaś w kraju i mam prośbę.
-W czym mogę pomóc?
- Mogłabyś przyjechać, najlepiej dzisiaj, na zgrupowanie? Oczywiście na razie tylko integracja z drużyną. A od przyszłego tygodnia zaczynasz treningi.
- Oczywiście. Zjem śniadanie, wpadnę do koleżanki do szpitala i wyruszam do Szczyrku.
-Świetnie. To do zobaczenia.
-Do widzenia.
Po rozłączeniu się, opowiedziałam wszystko Kasi. Po śniadaniu, spakowałam torbę i wsiadłam w samochód. Podjechałam na parking pod szpitalem i zaparkowałam auto. Gdy weszłam na oddział intensywnej terapii przeraziłam się. Kasi na sali nie było. Z łzami w oczach spojrzałam na pielęgniarkę.
-Spokojnie, jej stan się polepszył i jest przeniesiona na salę na 5 piętrze nr 10.
-Dziękuję bardzo.
Gdy wpadłyśmy na oddział i znalazłyśmy salę, byłam pewna, że mogę spokojnie jechać na zgrupowanie. Kasia ucałowała mnie na drogę i obiecała, że jeżeli będzie miała siłę to będzie przychodziła na mecze w Polsce i spotka się ze mną. Po dwóch godzinach rozmowy, Kasia poszła do domu a ja wsiadłam w samochód i wyruszyłam w drogę do Szczyrku.
 _______________________________________________________________
Kochani kolejny rozdział :) Mam nadzieję, że podoba wam się mój blog. Wyrażajcie swoją opinię w komentarzach :)

czwartek, 4 czerwca 2015

Rozdział XXIII- „ Ciężkie chwile”




            Byłyśmy pozytywnie nastawione na mecze w Policach. W piątek dwie kontuzje w naszej drużynie wykluczyły Asie i Ewę. Natomiast w sobotę obyło się bez żadnych urazów i kontuzji. Oba spotkania były bardzo zacięte, jak przystało na finał. Niestety oba te mecze, zgodnie z przewidywaniami, przegrałyśmy. Jednak nikt z zainteresowanych nie przypuszczał, że przez 4 mecze finałowe, zostanie rozegranych 20 setów. W każdym meczu był tie-break. To wielki sukces dla nas. Po ostatniej piłce w sezonie, podziękowałyśmy i szczerze pogratulowałyśmy policzankom. Dla nas to było ogromny sukces. Sama Małgorzata Glinka była pozytywnie zaskoczona.  Zanim rozdano medale i nagrody indywidualne, Gosia krótko ze mną porozmawiała:
-Powiem ci, że taka atakująca jaką jesteś jest potrzebna naszej reprezentacji- zaczęła.
-Dziękuję, ale Kasia Skowrońska i Zarośliska to przecież zawodniczki znane na całym świecie.
-Też będziesz. Jeszcze raz gratulacje.
-Dziękuję i wice wersa.
Nagrody indywidualne zdobyły:
Małgorzata Glinka- Mogentale- najlepsza przyjmująca.
Mariola Zenik- najlepsza libero.
Agnieszka Bednarek-Kasza- najlepsza środkowa.
Wiktoria Boberek- najlepsza rozgrywająca.
Ana Bielica- najlepsza atakująca.
Daria Balcerzak- odkrycie sezonu.
Tak przedstawiała się lista, odczytana przez spikera, nagrodzonych indywidualnie. Po rozdaniu nagród indywidualnych, przyszła kolej na medale. Gdy otrzymałam do rąk srebrny puchar Wicemistrzyń Polski była dumna. Po tym wydarzeniu szybkie wywiady w których podsumowałam, rewelacyjny, sezon. Dostanie się do seniorskiej drużyny w Bełchatowie, zostanie kapitanem mimo pierwszego sezonu w klubie, zdana matura, znalezienie miłości i ,co najważniejsze, dostanie się do seniorskiej reprezentacji Polski. W samolocie była wesoła atmosfera. Śpiewałyśmy, robiłyśmy sobie zdjęcia i spędzałyśmy ostanie chwile tego sezonu. Tomek w czasie meczu wracał właśnie z wakacji. Spotkaliśmy się w mieszkaniu. Szybka kolacje i ostanie chwile, jak nam się wtedy wydawało, przed wyjazdem na zgrupowanie- Tomek i ja na krótkie wakacje. Po  ogarnięciu się poszliśmy do sypialni. Następnego dnia, po upojnej nocy, obudziłam się szczęśliwa, ale w środku czułam niepokój. Nie wiedziałam dlaczego tak się działo, ale chwilę później przyszła odpowiedź. Podczas gdy Tomek pakował torbę a ja robiłam śniadanie, zadzwonił mój telefon. Gdy wzięłam go do ręki zobaczyłam, że to mama więc się uśmiechnęłam, ale gdy tylko usłyszałam jej głos na mojej twarzy pojawiło się przerażenie. Płakała, to było pewne, ale dlaczego?
-Mamo coś się  stało?- zapytałam przerażona a z drzwi sypialni wychylił się zaniepokojony Tomek.
-Babcia Alinka… Ona nie żyje.
-Jak to? Mamo przyjadę dzisiaj, albo jutro rano.
-Dobrze kochanie.
Gdy wypowiedziałam ostatnie słowa odłożyłam słuchawkę, i opadłam, w sposób kontrolowany, na podłogę. Schowałam głowę w ręce i zaczęłam płakać.
            Z perspektywy Tomka:
Nie wiedziałem co się stało, ale na pewno nic dobrego. Podszedłem do niej wziąłem ją na ręce i zaniosłem do salonu, bo w czasie rozmowy upuściła szklankę, która się zbiła i mogła się pokaleczyć. Usiadłem z nią na kanapie i przytuliłem jak najmocniej. Po chwili dostałem odpowiedź na pytanie: „Co się stało”. Gdy to usłyszałem czułem jak robie się blady. Daria nie mogła się uspokoić. Postanowiłem, że pójdę do apteki po coś na uspokojenie a w drodze zadzwonię do trenera o przedłużenie urlopu, ze względu na sporawy osobiste. Stefan jest naprawdę świetnym człowiekiem. Zrozumiał, że nie mogę zostawić Darii samej i postanowiliśmy, że zaraz po pogrzebie jadę do Spały. Gdy wróciłem do mieszkania, Daria spała. Przykryłem ją kocem i przygotowałem samochód do wyjazdu. Gdy tylko Daria wstała spakowała torbę i ogłosiłam mi, że jedzie do rodziców. Lecz gdy ja jej oznajmiłem, że jadę z nią jej reakcja była dla mnie zaskakująca:
- Zwariowałeś? Dzisiaj o tej porze powinieneś być już w Spale.
-Stefan zgodził się i nawet nakazał mi jechać bo mi dwa dni dużej zmiany nie dają a tobie wsparcie jest potrzebne.
-Co ty mówisz? Dwa dni nic nie zmienią? Bzdura! To może zadecydować o twojej karierze.
-Koniec! Nie spieraj się ze mną. Jedziemy razem i to już postanowione.
-Dobra. Zbieraj się musimy zajechać zanim zrobi się ciemno.
            Z perspektywy Darii:
W drodze do mojej rodzinnej miejscowości, siedziałam zamyślona przez pół drogi. Przez kolejne pół śpiewałam, razem z radiem, smutne piosenki z łzami w oczach. Gdy tylko Tomek to zauważył, wyłączył radio i zaczął temat moich wakacji:
-Jak się domyślam na Cypr już nie polecisz. To gdzie spędzisz te dwa tygodnie?
-W domu.
-W Bełchatowie nie wypoczniesz.
-Ale w rodzinnym domu. U rodziców na pewno wypocznę.
-Dobrze. Jesteśmy na miejscu.
Przed domem na ławce siedziała Ewa. Gdy tylko ją zobaczyłam, ponownie zaczęłam płakać. Podeszłam do niej i przytuliłam jak najmocniej. Po chwili wyszedł Michał:
-Cześć siostra- przywitał się.
-Hej- przełknęłam łzy.- Jak mama?
-W miarę dobrze, teraz pojechała z wujkiem załatwiać pogrzeb.
- Michał- powiedziałam szeptem.-zanieś Ewę do domu bo zasnęła.
-Dobra.
Misiek wziął ja na ręce i zaniósł do jej pokoju.  Ja natomiast postanowiłam przejechać się rowerem do domu babci. Swoje bagaże zostawiłam w pokoju na piętrze i poszłam do garażu po rower. Tomek rozmawiał z Michałem. Gdy miałam jechać z domu wybiegł Michał:
-Daria! Zaczekaj na Tomka. Poszedł się przebrać.
-Spoko.
Po chwili Tomek dołączył do mnie. Po 30 minutach stałam pod domem babci. Mały, czerwony, łączący wszystkie najciekawsze przygody dzieciństwa. Usiadłam u progu i zaczęłam płakać. Po jakiś 10 minutach z zza pleców usłyszałam znajomy głos:
-Daria? Nie wierzę. Cześć- energicznie przywitał się Kamil.
-Cześć- odpowiedziałam ocierając łzy.
-Co się stało? Miałaś odpoczywać.
-Ty nic nie wiesz. Babcia nie żyje.
-Sąsiadka? Matko Boska- odpowiedział i opadł z sił.
-Ej! Wszystko w porządku?- zapytał się Tomek, łapiąc Kamila za rękę.
-Tak- odpowiedział, po czym podszedł do mnie i przytulił mnie.
-Kamil, dam ci znak jak będę wiedziała co i jak. A to jest Tomek, mój chłopak- przedstawiłam go.
-Miło mi poznać- powiedzieli jednocześnie.
-Chłopaki idę narwać kwiatów do ogródka a wy porozmawiajcie.
Po kilku minutach wsiedliśmy na rower i wróciliśmy do domu. W salonie czekała mama. Przywitała się i przytuliłam jak najmocniej. Następnego dnia wieczorem w kapliczce e miejscowości gdzie mieszkała babci, odprawiany był różaniec. Całe nabożeństwo walczyłam ze łzami. Odpuściłam podczas śpiewania. Tomek siedział przy mnie, czułam jego obecność. Gdy tylko wróciliśmy poszłam spać, ponieważ wiedziałam, że następny dzień będzie trudny. Wstałam, zjadałam śniadanie i trzeba było szykować się na pogrzeb. Wyprasowałam czarną bluzkę i spódniczkę poczym włożyłam ją na siebie. Gdy wsiedliśmy do samochodu Tomka, byłam mu wdzięczna, że jest ze mną. Kolejne dwie-trzy godziny, pamiętam jak przez mgłę. Nie mogłam opanować łez. Jedynie przy przystępowaniu do Komuni otarłam łzy, które chwilę później wróciły. Po pogrzebie była stypa. Zjadałam obiad i pożegnałam się z Tomkiem, który ok. 16 wyruszył do Spały. Wiedziała, że zobaczymy się dopiero za trzy, cztery miesiące.
___________________________________________________
Kolejny post. Przeprasza, że tak późno ale nie miałam czasu. Miłego czytania. Zapraszam do komentowania.

piątek, 22 maja 2015

Rozdział XXI- „Wakacje coraz bliżej.”



            W mieszkaniu wskoczyłam w czarne, wygodne spodnie, czarne byty na lekkim koturnie i czerwoną bluzkę. Cały strój wykończyłam czarno-czerwonym makijażem i dodatkami, Tomek wskoczył w T- Shirt i wygodne spodnie. Gdy wyszłam z przebieralni, Tomka zamurowało:
Strój Darii i Tomka na imprezę.
-To co kochanie idziemy?- zapytałam.
-To jest niesprawiedliwie.
-Co?- zapytałam zdziwiona.
-To. Ty w co byś się nie ubrała wyglądasz bombowo. Jak ja przy tobie wyglądam?
-Tak jak zawsze. Mój, niezwykle przystojny Tomuś- odpowiedziałam i mocno go przytuliłam.
Po chwili oboje weszliśmy do klubu. Przed klubem spotkaliśmy Wronkę, Włodiego i Kłosika z Olą:
-Tomek, Daria, co wy lubi nie poznajecie?- krzykną Kłosik.
Odwróciliśmy się równocześnie:
- Część jak miło was widzieć- odpowiedziałam.
W tym momencie ktoś podszedł do mnie z tyłu i zasłonił mi oczy. Odwróciłam się i ujrzałam Wikę z Danielem, Gosie, Olę i Kasię. Szeroko się uśmiechnęłam witając dziewczyny.
- Miała przyjść jeszcze Oliwia, ale jutro musi stawić się o 8 w Warszawie i postanowiła odpocząć- wyjaśniła nam Kasia.
-Rozumiemy. To co idziemy do środka, czy będziemy tu marznąć?- zapytał Włodi?
-Oczywiście, że wchodzimy- odpowiedział Tomek.
W klubie była świetna atmosfera. DJ grał same przeboje z naszej, mojej, Tomka i reszty znajomych, ulubione listy. Bawiliśmy się przy takich przebojach jak: „Zawsze do celu”, „Zombi”, „Niepokonani”, „My słowianie”, „Kołysanka do nieznajomej” itd. Po upływie 2 godzin, zrzuciłam z nóg moje buty. Zabawom i śpiewom niebyło końca. Czuliśmy wzrok innych, ale byliśmy do tego przyzwyczajeni. Najwidoczniej spodobało się im, że znani w towarzystwie sportowym, zawodnicy odreagowują tak jak oni.  Pierwsza dłuższa impreza w takim towarzystwie. Bawiłam się wyśmienicie. Tańce, śpiewy, śmiechy trwały do czwartej nad ranem. Chłopaki już w tym tygodniu, dokładnie w środę, mieli 3 mecz finałowy. Ja i dziewczyny z mojego zespołu miałyśmy takie udogodnienie, że poniedziałek miałyśmy wolny i mogłyśmy lekko zaszaleć. Do domu wróciliśmy ok. 5. Zasnęłam niemal natychmiast. Następnego dnia rano poczułam, że wybory dnia wczorajszego, przynajmniej niektóre, były przereklamowane. Wstałam gdy tylko zauważyłam Tomka powiedziałam do niego:
-Kochanie! Ja cię dzisiaj słabiej widzę, za to bardzo dobrze słyszę.
- Siadaj na kanapie. Skocze do sklepu i kupię ci kefir- powiedział, chwycił kurtkę i wyszedł.
Poszłam do łazienki. Rozebrałam się i weszłam pod zimny prysznic, który mnie obudził. Wyszłam po 2 minutach wyglądając ciut lepiej. Założyłam na siebie luźny T-shirt i legginsy. Usiadłam na kanapie i czekałam na Tomka z moim wybawieniem.
                        Z perspektywy Tomka:
            Gdy zobaczyłem Darie byłem lekko zdziwiony. Nie wypiła wczoraj dużo i pijana nie była. Ale najwidoczniej i po takiej ilości alkoholu miała kaca. Na klatce schodowej spotkałem nieco zaspanego Daniela, który przecierając oczy wyszedł z mieszkania:
-Siema, stary gdzie lecisz?
-Po kefir dla Wici- odpowiedział gdy mnie zobaczył.
-To idziemy razem- stwierdziłem z uśmiechem.
-Jak przyjaciółki, to przyjaciółki. Nawet kaca maja razem.
-Tu masz rację.
                        Z perspektywy Darii:
Siedziałam na kanapie w monecie gdy do mieszkania wszedł Tomek. Rzucił mi buteleczkę kefiru. Nienawidziłam kefiru, ale na kaca działa najlepiej. Wypiłam do dna i postanowiłam zrobić Tomkowi śniadanie, bo sama nie miałam ochoty na nic. Usmażyłam mu omleta z serem. Postawiłam na stole w jadalni i zawołałam Tomka, który właśnie pakował torbę na trening. Usiadłam naprzeciwko niego i powiedziałam stara śpiewkę, wypowiadana przez wszystkich na kacu:
-Następnym razem tyle nie pije.
-Kocie, tak się tylko mówi. A wczoraj zasłużyłaś na troszeczkę szaleństwa. Nie wypiłaś dużo. Na pocieszenie dodam, że Wika też na syndrom dnia wczorajszego- zaśmiał się.
-Marne pocieszenie- odpowiedział z lekkim uśmiechem.
Gdyby teraz zobaczył nas nasz trener, załamałby się. Ok. 17 czułam się dużo lepiej. Tomek był na treningu a ja zrobiłam kolację. Zjedliśmy posiłek i zasiedliśmy do statystyk i analiz przeciwników. Wiedziałam, że następne dni będą ciężkie. Tomek już w środę mógł zakończyć swój pierwszy sezon, w kadrze seniorów, w Bełchatowie. We wtorek każdy z nas w głowie miał tylko ciężką pracę. Ilość godzin spędzonych na właściwej hali ograniczył się na rzecz Rzeszowa. Po ich pierwszym treningu, weszłyśmy na rozgrzewkę. Łącznie we wtorek na ciężką pracę poświęciłyśmy ok. 10 godzin. Byłam zmęczona, ale zadowolona. W środę treningi były do 12, musiałam więc wstać po 6 żeby na 7 być na hali. Po 13 byłam w domu i przygotowałam sobie strój na mecz.  rozegrał piłkę do Mariusz, który zakończył mecz i cały sezon oby drużyn. Byłam wniebowzięta. Łzy płynęły strumieniami. Radość chłopaków była jeszcze większa, ale to normalne. Uściskałam Wikę i patrzyliśmy jak na szyjach chłopaków zawisają złote medale PlusLigi. Gdy ostatni z grających otrzymał krążek razem odśpiewaliśmy hymn zespołu. Nie wytrzymała z  wzruszenia, śpiewałam z łzami w oczach. Zaraz po tym Tomek podbiegł do mnie i wziął mnie na ręce. Byłam z niego dumna. Do domu wróciłam po północy. Tomek z chłopakami dłużej świętowali zwycięstwo. My miałyśmy przed sobą mecze w sobotę i niedzielę. Przez cała resztę tygodnia, wchodziłam na halę pierwsza a wychodziłam ostatnia. Tomek z Danielem wyjechali na zasłużone wakacje, więc mogłam całą dobę poświęcić siatkówce. Przez te kilka dni do soboty mój świat kręcił się wkoło hali i mojego mieszkania. Wiedziałam, że nie jesteśmy tak mocnym zespołem jak Chemik, ale chciałyśmy powalczyć. To nowe wyzwanie dla każdej z nas. Z tyłu głowy każda z nas marzyła o chociażby równej walce lub jednym wygranym meczu. Obecne Mistrzynie Polski siały postrach i respekt. W sobotę o 14:45 weszłyśmy do walki o Mistrzostwo Kraju. Dokładnie tego meczu nie pamiętam, ponieważ był tak zacięty, że większości udanych akcji nie  udało mi się na gorąco zapamiętać. Pamiętam ostatnie piłki każdego z… 5 setów. Ostatnia akcja była niesamowita a co najważniejsze wygrana… została w Bełchatowie. Byłam dumna. W niedzielę już nie było tak kolorowo. Przegrałyśmy 3-2. Od poniedziałku do czwartku ciężki trening a w piątek pojechałyśmy do Polic. Tak już toczyła się walka o medale.
Założyłam na siebie czarne trampki z białymi sznurówkami, szare dżinsy, biało-miętową bluzkę w paski i kilka drobiazgów.
Strój Darii na mecz.
Byłam gotowa przed 19, ale z Wiką umówiłam się na 19:20. Mecz zaczął się o 20. Pierwszy set szedł jak po grudzie, mnóstwo własnych błędów, przegrali 25:18. Jednak drugi i trzeci to zupełnie inna bajka. Wygrane do 17 i 23. Pobudziły chłopaków, ale nie na tyle mocno żeby wygrać czwartego seta. Ponownie go oddali tylko tym razem do 22. W tie-braeku wszystko mogło się zdarzyć. Szli łeb w łeb do wyniku 14:14. Emocje sięgały zenitu. Dobre przyjęcie i mieliśmy piłkę meczową. Jednak po tej akcji serce zamarło. Jeden z kibiców siedzących obok mnie zemdlał. Mecz przerwano, aby udzielić mu pomocy. Jak się później okazało, dostał zawału. Seta wznowiono po dwóch minutach. Chłopaki zmotywowani do przelania krwi na boisku, stali w polu. Na zagrywkę wszedł Andrzej. Flot łatwy do przyjęcia, ale atak niewykorzystany. Kontrę po swojej stronie mieli nasi chłopcy. Nikoś(Nikolas Uriarte)
_____________________________________________________________
Ten rozdział ciut krótszy i dlatego tak wcześnie. Mam nadzieja, że się wam spodoba. Zapraszam do Komentowania, ponieważ to naprawdę motywuje do dalszego pisania dla was. :)

wtorek, 19 maja 2015

Rozdział XX- „ Czy to, aby na pewno prawda? „



We wtorek trener dał mi spokojny zestaw ćwiczeń, mimo moich protestów. W środę i czwartek trenowałam jak zawsze. W piątek po 14 przyjechały dziewczyny z łodzi. Trenowały do 16. My popołudniowy trening miałyśmy od 16:30 do 18:30.Wróciłam do domu ok. 20, bo byłam jeszcze u trenera. Oglądałam drugi półfinał między Atomówkami a Chemikiem. Większość kibiców spodziewała się tego meczu w finale, ale spotkali się już w półfinałach. W sobotę czekał nas 3 mecz półfinałowy. Nie ukrywałam, obawiałam się tego meczu. Łodzianki są mocnym zespołem, co zresztą pokazały w 1 meczu. W nocy z piątku na sobotę spałam dobrze, ale obudziłam się o 7. Wstałam i zrobiłam sobie kawę. Tomek, wraz z klubem, wczoraj wyjechał na drugi mecz finałowy do Rzeszowa. W pierwszym po ciężkiej walce wygrali 3-2. MVP został Facundo Conte. Siedziałam z kubkiem ciepłego napoju, na kanapie i przyswajałam taktykę. Ok. 9 zadzwonił Tomek:



-Mój ranny ptaszek już na nogach? Nie mów, że stresujesz się meczem.




-Nie no co ty. W poniedziałek Oliwia ma pierwszą chemie. Będzie na meczu. Co ja jej mam powiedzieć?




-Najlepiej to co masz w sercu i na myśli. Jadłaś cos?




-Jeszcze nie, zaraz zrobię sobie coś pożywnego.




-Odezwij się po meczu. Kocham cię.




-Ja ciebie też.




Gdy rozłączyłam się poszłam do kuchni gdzie zrobiłam śniadanie. Nasz mesz zaczynał się o 14:45, a chłopaków o 17. Po 11 spotkałyśmy się na „poranny” trening. Po 14 stawiłyśmy się gotowe do gry. W szatni przed meczem , odwiedziła nas Oliwia.:




-Dziewczyny! Trzymam za was kciuki. Nawet nie wiecie jak bardzo chciałabym z wami zagrać.




-Wiemy- odpowiedziałyśmy.




Mecz zaczęła Iwona. Pierwszy set był ekstremalnie trudny. Wygrałyśmy my go: 28:30. Drugi przegrałyśmy 26:24. Trzeci set wygrałyśmy do 20. W czwartej patii przy stanie 23:23 serwowała Ola. Jeden as serwisowy i brakowało nam 1 punktu do wygranej. Druga zagrywka była lżejsza. Budowlanki spokojnie przygotowały akcje i atakowała jedna z nich. Trafiła bezpośrednio w … naszego trenera. Zmęczone wróciłyśmy do domów. We własnym salonie obejrzałam kolejny, wygrany, mecz skrzatów. Świetny, ale trudny jak zawsze na podpromiu. Byłam wniebowzięta, bo to właśnie mój chłopak został MVP. Duma mnie rozpierała a z moich oczu popłynął błękitny strumyk łez. Poszłam spać ok 23. Tomek do domu wrócił nad ranem. Wszedł tak cicho, że zobaczyłam go dopiero rano. Dałam mu całusa i skierowałam się do kuchni. Mecz miał zacząć się o 14. Po treningu przed meczem zadzwonił do mnie Tomek:




- Kochanie wyszłaś rano tak cicho. Kidy będziesz w domu?




-Za jakieś 10 minut. Ale tylko na kilka chwil, bo musze przed meczem protokoły przygotować.




-Dobrze czekam na ciebie kochanie- powiedział i się rozłączył.




Przebrałam się i skierowałam się w stronę domu. Do mieszkania weszłam ok. 11. W progu domu przywitał mnie Tomek:




-Jesteś. Siadaj, zrobiłem obiad.




-Już chwileczkę- odpowiedziałam i poszłam do sypialni po prezent. – To dla ciebie mój mistrzu.




-Dziękuję kochanie. Jaki śliczny- powiedział na widok breloczka.




-To co pysznego zrobiłeś? Pachnie cudownie.




-Twoje ulubiony naleśniki z serem i owocami leśnymi.




-Mój ty Okraso.




Po obiedzie spakowałam torbę i ruszyłam na mecz. Tomek przyszedł 30 minut przed pierwszym gwizdkiem. Wyjściowa szóstka prezentowała się tak: Wiktoria, Milena, Iwona, Gosia, Ewa. Kasia i ja. Pierwszy set przyprowadzał kibiców o łzy. Gra się w ogóle nie kleiła. Oddałyśmy sera do … 9. Na drugiego seta weszłam jeszcze bardziej zmotywowana. Był taki moment, że kończyłam każdą akcję, naszego zespołu, skutecznym atakiem. Później dołączyła do mnie: Ewa, Iwona i Milena. Drugi i trzeci ser wygrałyśmy 25:19. W czwartym przyprowadziłyśmy naszych kibiców o zawała serca. 4 piłki setowe dla Budowlanek, ale to my wykorzystałyśmy 1 piłkę meczową i wygrałyśmy cały mecz 3-1. W rywalizacji do 3 zwycięstw prowadziłyśmy 2-1. Statuetka  MVP powędrowała do … mnie. Byłam w szoku, ale dumna z siebie i dziewczyn. Gd wyszłam spod prysznica, czekał na mnie Tomek. Uścisnął i wycałował mnie serdecznie. W domu spędziłam miły wieczór w towarzystwie Tomka, Wiktorii i Daniela. Ok. 20 na moją pocztę mailową przyszły statystyki. Żadna z nas w ataku nie spadła poniżej 39%. Byłam zadowolona.




            Następnego dnia rano, po śniadaniu, poszłam na lekki trening. Mecz zaczął się o 14:45. Od pierwszego gwizdka widać było zadyszkę Budowlanek. Mimo tego, zwycięstwa tak szybko nie oddały. Pierwszego seta wygrałyśmy 29:27. Drugi, również na przewagi, wygrałyśmy 27:25. W trzecim secie przy wyniku 28:28 na zagrywkę weszła Wiktoria i „ustrzeliła” jedną z łodzianek. Drugim sersem na tyle uprzykrzyła im życie, że miałyśmy kontrę. Ostatnia piłkę w meczu, wbiłam na 6 metr. Byłam zdezorientowana. Cały sztab był zachwycony kibice również. Statuetkę MVP dostała… Wiktoria. Na świętowanie nie było dużo czasu, bo w finale, matko jak to pięknie brzmi, czekał już Chemik. Pierwsze mecze już w sobotę i niedziele u nas. Postanowiliśmy, że skoro do 21 mamy jeszcze 2 godziny, więc pójdziemy do domu, przebierzemy się i pójdziemy do klubu.   

___________________________________________________________

Kolejny rozdział. W tym tygodniu przekroczyliście 1000 wyświetleń. Dziękuje wam i zachęcam do komentowania, bo troszkę mało was udziela komentarza. Za współpracę dziękuje stronie Skra bogiem, a siatkówka nałogiem. Klikajcie Like bo to naprawdę fajna stronka :D https://www.facebook.com/pages/SKRA-bogiem-a-Siatk%C3%B3wka-na%C5%82ogiem/1390024004633443





środa, 6 maja 2015

Rozdział XIX- „ Tworzy się nowa historia „


Następnego dnia rano gotowe do boju, wstałyśmy na śniadanie. O 11 poszłyśmy na krótki trening w siłowni. Mecz zaczął się o 14:00. Pierwszy skład był troszkę inny, ze względu na kontuzję Izy,: Gosia, Magda, Kasia, Wiktoria, Iwona, Milena i ja. Pod koniec pierwszego seta za Milenę weszła Oliwia. Przyjęła zagrywkę w punkt i od Wiktorii dostałam idealną piłkę, którą wbiłam jako” siatkarskiego gwoździa”. Set po walce musiałyśmy oddać, zakończyła się wynikiem 25:23. Drugi był nasz, niestety bez Oliwi, do 22. W trzecim grała już Oliwia, wygrałyśmy do 23. Ale czwarty przegrałyśmy do 21. W tie-breaku nie miałyśmy szans. Zastałyśmy rozniesione, set zakończył się wynikiem 15:12, a cały mecz 3-2 dla Budowlanych Łódź. Marzyłam żeby wrócić teraz do hotelu i zresetować się przed jutrzejszym meczem. Jednak dziennikarze poprosili mnie, jako kapitana, o wywiad. Nie mogłam odmówić.
                                   Wywiad Darii:
Dziennikarz: Dziękuje, że zgodziłaś się na wywiad. Dlaczego przegrałyście ten mecz?
Daria: Trudno powiedzieć. Tak naprawdę to dla nas coś nowego, grać w półfinale. Budowlanki pokazały, że są bardziej, od nas, wytrzymałe psychicznie.
Dziennikarz: Co musicie poprawić przed jutrzejszym meczem?
Daria: Przez kilka godzin, fizycznie, nie da się nic poprawić, ale psychicznie trzeba się skupić tylko na tym co przed nami.
Dziennikarz: Myślę, że każdy kibic chce się tego dowiedzieć. Dlaczego Oliwia gra teraz tylko na zmiany?
Daria: To, że Oli gra na zmiany, jest decyzją jej i trenera. Myślę, że w najbliższym czasie dowiemy się o co chodzi.
Dziennikarz: Jeszcze raz, dziękuję za poświęcony mi czas. Powodzenia jutro.
Po skończonym wywiadzie wróciłam do szatni. Przed 19 byłyśmy w hotelu. W pokoju byłam, jak zawsze z Wiktorią. Po kolacji zawołał mnie trener:
-Jutro na konferencji prasowej, po meczu, Oliwia postanowiła zawiesić karierę.
-Rozumiem, a co ja mam zrobić?
-Wspierać ją na duchu.
-Ma się rozumieć. Mogę już iść do pokoju, bo pragnę odpocząć?
-Pewnie.
Wróciłam do pokoju. Gdy otworzyłam drzwi. Wiktoria rozmawiała przez telefon. Jak się później okazało był to Daniel. Jadł kolacje razem z Tomkiem. Pozdrawiali nas serdecznie. Zasnęłam przed 22. Rano poszłyśmy na lekki relaks na basenie. Mecz zaczął się o 13. tym razem Oliwia weszła w pierwszym składzie. Pierwsza szóstka , a w zasadzie siódemka, wyglądała tak: rozegranie: Wiktoria, przyjęcie: Oliwia i Milena, środek: Gosia i Ola, libero: Kasia i ja na ataku. W pierwszym secie grałyśmy jak wczoraj i przegrałyśmy do 23. W drugim i trzecim grałyśmy jak z nut, wygrałyśmy do 20 i 18. Czwarty był ekstremalnie ciężki. Do drugiej przerwy technicznej goniłyśmy, a później szłyśmy łeb w łeb. Przy stanie 26:26 na zagrywkę weszła Oliwia. Trafiła w sam narożnik i brakowało nam 1 punkt do wygrania meczu. Drugim serwisem nie ryzykowała. Budowlanki spokojnie przyjęły i przygotowały akcje. Stałam w pierwszej linii na prawym skrzydle. Skoczyłam w ciemno i pojedyncza czapą zakończyłam mecz. Statuetkę MVP, zasłużenie, dostała Oliwia. Była w wniebowzięta, ale najtrudniejszy moment dopiero był przed nią. Przebrałyśmy się i poszłyśmy na konferencję prasową. Gdy dziennikarze zadali już wszystkie swoje pytania, trener zaczął:
-Jedna z naszych zawodniczek, Oliwia, chciała coś ogłosić.
-Tak- zaczęłam Oli.- Z powodu… białaczki jestem zmuszona, na jakiś czas, zawiesić karierę.
Po tych słowach w oczach Oliwi pojawiły się łzy, a na językach dziennikarzy tysiące nowych pytań. Zmuszona byłam zainterweniować:
-Przepraszam bardzo, ale celem tej konferencji jest omówienie meczu, a nie dręczenie naszej koleżanki. Za jakiś czas Oliwia na pewno zgodzi się odpowiedzieć na kilka pytań.
Zabraliśmy rzeczy i wróciliśmy do hotelu. Prze 17miałyśmy wyjechać więc poszłyśmy na 16 na obiad.  W menu były głównie owoce morza. Po pożywnym ale szybkim posiłku, wsiadłyśmy do autokaru i wróciliśmy do Bełchatowa. Przed klubem czekała na mnie Tomek;
-Daria- przytulił mnie.- Gratulacje kochanie. Co ty taka blada jesteś?
-Niedobrze mi jakoś. Chyba czymś się przytrułam. Wracajmy do domu. Proszę cię.
-Dobrze, a Wiktoria też jedzie z nami?.
-pewnie tak. A gdzie ona jest?
-Wiktoria!
-Tu jestem- wyszła cała blada z za autokaru.
-Dobrze się czujecie?- zapytał trener.- Wszystkie jesteście jakoś blade. Wracajcie do domów i odpocznijcie.
-Rozumiem.
Gdy weszłam do domu musiałam do toalety. Dolegliwości żołądkowe zepsuły romantyczny wieczór, jaki przygotował Tomek. Po chwili wyszłam  z łazienki.
-Zrobić ci coś do picia? Herbatę czy coś?- zapytał.
-Wolałabym jakbyś zaparzył mi miętę- odpowiedziałam i ponownie poszłam do toalety.
Całą noc „kursowałam” między salonem a łazienką. Przed północą posłałam Tomka spać, bo jutro mają trening i nie chciałam żeby był nieprzytomny. Trochę lepiej poczułam się ok. 6 rano. Weszłam pod ciepły prysznic aby zmyć z siebie ślady nocnego koszmaru. Gdy wyszłam zrobiłam sobie ciepłą herbatkę i usiadłam do stołu. W tym momencie ,po butelkę wody, do kuchni przyszedł Tomek.
-Kochanie jak się czujesz?
-Trochę lepiej, ale chyba idę się położyć- odpowiedziałam i próbowałam wstać.
Jednak zakręciło mi się w głowie i Tomek w ostatniej chwili złapał mnie. Kazał mi usiąść i zrobił mi kanapkę. Wypiłam parzoną miętę i zjadłam kanapkę. Po chwili Tomek wziął mnie na ręce i zaniósł do łóżka. Czułam się koszmarnie. Bezwładnie dałam się położyć do łóżka:
-Kochanie, za chwilkę wrócę do ciebie- powiedział
-Gdzie idziesz tak wcześnie?
-Niedaleko, odpoczywaj.
                                   Z perspektywy Tomka:
Czułam wyrzuty sumienia. Daria całą noc męczyła się a ja spałem. Postanowiłem, że zrekompensuję to jej jakoś. Najbliższa otwarta apteka była 10 minut piechotą. Poszedłem do niej i po skonsultowaniu z lekarzem Darii, kupiłem jej zalecone leki. Gdy wszedłem na klatkę schodową spotkałem Daniela:
-Stary co ty tak rano?
-Nawet nie pytaj. Daria cała noc spędziła w łazience, coś musiało jej zaszkodzić.
-Wice też coś zaszkodziło, ale jak napiła się mięty to lepiej się jej zrobiło. 
- Daria jest mocna fizycznie, ale grypę żołądkową albo zatrucie przechodzi koszmarnie. Ja lecę , co sama w mieszkaniu została, a spać poszła godzinę temu.
- Dobra, trzymaj się! Do później.
Pożegnałem się i wszedłem do mieszkania najciszej jak można,  żeby nie obudzić Darii. Zadzwoniłem do mamy Darii, prosząc ją o przepis na rósł, Pierwszy raz gotowałem według tego przepisu. Gdy skończyłem gotować rosół wybiła 9. Na 10 mieliśmy trening. Włożyłem do miseczki troszkę makaronu, zalałem rosołem i posypałem pietruszką. Postawiłem na tacy i już miałem zanieść to Darii, gdy do drzwi zapukała Wika:
-Cześć Tomuś. Jak się czuje Daria?
-Hej. Właśnie miałem jej rosół zanieść. Proszę wejdź.
Otworzyłem drzwi do sypialni i spokojnie obudziłem „mojego kotka”
-Misiu, zjedz troszkę rosołku. Od razu lepiej ci się zrobi.
-Dziękuję kochanie. Sam zrobiłeś?
-Tak, dlatego jak ci nie będzie smakował to powiedz.
-Pyszny.
- Masz gościa- powiedziałem, otworzyłem drzwi i wpuściłem Wikę.
                                   Z perspektywy Darii:
-Cześć kochana – przywitała się.
-Hej- odpowiedziała Daria, po czym wyszedłem.
                        Z perspektywy Darii:
-Jak ty się czujesz?
-Spoko, już dobrze. Jutro na trening pewnie przyjdę ale dzisiaj nie dam rady.
-Nawet bym cię nie puścił- wtrącił się Tomek.
-Wiem kochanie- odpowiedziałam kończąc jeść rosół.
-Ja lecę misiu, bo za 30 minut trening zaczynam. A ty nawet nie waż się ruszać z łóżka.
-Gdzież bym się ważyła. Uważaj na siebie.
Po chwili Tomek wyszedł a ja na spokojnie rozmawiałam z Wiką. PO 10 minutach Wiktoria poszła na trening. Postanowiłam, że zanim Tomek wróci z treningu ja lekko odeśpię noc. Obudziłam się przed 13. Tomuś zdążył już wrócić z treningu. „Wskoczyłam” w szlafrok i wyszłam z sypialni.
-Miałaś nie wstawać- odezwał się , gdy mnie zauważył.
Dochodząc do siebie, spędziliśmy miły wieczór.
 _____________________________________________________________________
Kolejny rozdział. Przepraszam że tak długo czekaliście ale mało czasu bo szkoła i przygotowania do bierzmowania. Mam nadzieję, że wam się podoba  :) Komentujcie :)
P.S. Zachęcam do kliknięcia Like na stronce https://www.facebook.com/pages/Polscy-siatkarze-najlepsi-na-%C5%9Bwiecie-3/436440773179649 Jest świetna :)