środa, 15 kwietnia 2015

Rozdział XVI- „ Co dalej ?”



W niedzielny poranek wstałam przed 9:00. Gdy robiłam śniadanie zadzwonił mój trener:
-Tak?
-Możesz przyjść wcześniej, bo mamy problem?
-Dobrze. Może być 13:00?
-Pasuje. To widzimy się za 4 godziny.
Odłożyłam telefon i wróciłam do ronienia śniadania. Nasze ulubione danie przed meczami.
-Kocie, już wstałaś?
-Jak widzisz. Siadaj do stołu.
-Czemu mnie nie obudziłaś?
-Wyglądałeś tak słodko. Ja dzisiaj muszę wyjść po 12:30.
-Odwiozę cię.
Po śniadaniu Tomek posprzątał, a ja poszłam zrelaksować się przed pierwszym meczem ćwierćfinałowym. Włączyłam muzykę i odstresowywałam się.
-Daria. Zrobić ci sałatkę owocową?
-Nie mamy wszystkich owoców.
-Mamy jeszcze dwie godziny. Skoczę do sklepu i kupie.
-Dobrze. Ja zdążę jeszcze wyprasować koszulkę.
Po chwili Tomek wyszedł. Zaczęłam doprowadzać swoje włosy do należytego porządku. Wyprasowałam moją koszulkę i spodenki. Po 10 minutach Tomek był już w domu.
-Wróciłem. Kochanie chcesz z truskawkami czy z malinami?
-Jak ci wygodnie- odpowiedziałam kończąc pakowanie.
Pół godziny później Tomek zawołał mnie do salonu. Zjadłam kilka owoców i zadzwoniłam do Wiktorii.
-Cześć, Kochan.
-Hej.
-Dzisiaj musze być wcześniej w klubie więc poproś Daniela o towarzystwo.
-Z Tomkiem ma iść.
-On mnie odwozi. Nie wiesz może, po co trener kazał mi wcześniej przyjść?
-Nie mam pojęcia.
Gdy wybiła 12:30 wzięłam torbę oraz słuchawki i wyszłam z domu, razem z Tomkiem. O 13:00 weszłam do pokoju trenerów.
-Dzień dobry- przywitałam się i ujrzałam zapłakaną Oliwię. – Oli, co się stało?
-Właśnie z tego powodu poprosiłem cię, abyś przyszła wcześniej- powiedział trener podając mi wyniki badań.
-Nie rozumiem.
-Mam białaczkę- powiedziała Oliwia przez łzy.
-O, Boże- zrobiło mi słabo.
-Daria. Tobie mówimy to pierwszej. Resztę dziewczyn powiadomimy po meczu.
-A ja mam powiedzieć, że gramy bez Oliwi?
-Wymyśl coś. Musicie to wygrać- powiedziała Oliwia.
-Ty też musisz wygrać. Nie zapomnij. Muszę się ogarnąć. Pójdę już. Trzymaj się Oli – przytuliłam ja i wyszłam.
Usiadłam na podłodze próbując poukładać w głowie to co mam powiedzieć dziewczynom. Gdy wybiła 13:30 dziewczyny weszły do szatni:
-Daria, już jesteś?- zapytała Iwona.
-Jak widać- wymusiłam uśmiech na twarzy.
-Gdzie Oliwia?- zapytała Wiktoria.
-Dziewczyny, posłuchajcie mnie- zaczęłam.- Oli dzisiaj z nami nie zagra. Musimy wygrać.
-Czemu?- przerwały mi dziewczyny.
-Wiecie, że siatkówka jest dla niej najważniejsza. Z tego co wiem podkręciła sobie wczoraj kostkę i nie może grać. Obiecała, że przyjdzie po meczu.
-Np. tak. Pani kapitan, trener przekazywał jakieś uwagi?
-Jeżeli na to wiecie, że przekaże osobiście.
W tym momencie Do szatni wszedł trener. Przekazał nam taktykę i wszelkie uwagi oraz podał pierwszą szóstkę, a właściwie siódemkę.
-W pierwszym składzie wychodzą: Gosia, Iza, Kasia, Wiktoria, Iwona, Milena i , oczywiście, Daria. Idźcie na rozgrzewkę- ogłosił i wyszedł.
-Daria, co ty taka smutna?- zapytała Milena.
-Nie smutna tylko zamyślona. Rozmyślam nad meczem. Jak zawsze.
Podczas rozgrzewki za bandami ujrzałam Oliwie. Uśmiechnęłam się do niej i pokazałam jej, że powiedziałam , że boli ją kostka. Kiwnęła głową i również uśmiechnęła się O 15:00 zaczął się mecz. Impel to silna drużyna, dlatego nie było łatwo. Po jednym z moich, skutecznym, ataku, na moją nogę spadła dziewczyna z drużyny przeciwnej. Poczułam ból. Mój fizjoterapeuta przyszedł i przyłożył mi woreczek z lodem do kostki. Zeszłam, kulejąc, z boiska przy wyniku 16:17 dla nas. Zamiast mnie weszła Paulina. Fizjoterapeuta wraz z drugim trenerem obłożyli lodem moją kostkę. Niestety nasza gra załamała się. Przy wyniku 23:20 postanowiłam, na własne ryzyko, wejść na pole bitwy. Dostałam piłkę od razu. Ból nie pozwolił mi wyskoczyć i zmuszona byłam kiwać. Jakimś cudem udało mi się trafić w boisko. Weszłam na zagrywkę i …,o ironio, trafiłam w siatkę. Zamiast poprawić sytuację zepsułam ją. Pierwszy set przegrałyśmy do 21. Osobiście poprosiłam trenera o zastrzyk przeciwbólowy. Po kilku sekundach protestów, uległ. Gdy usiadłam, aby dostać zastrzyk, na trybunach dostrzegłam , bladą z przerażenia, twarz Tomka. W tym samym momencie igła wbiła się w mój mięsień. Gdy wzrok, mój i Tomka, zbiegły się pokazałam mu, że wszystko dobrze. W tym samym momencie zabrzmiał gwizdek na drugi set. Weszłam na boisko. Czułam jeszcze lekki dyskomfort, ale zacisnęłam zęby i grałam. Po pierwszej akcji krzyknęłam do dziewczyn parę słów:
-Dziewczyny! Gramy, gramy!
Kolejną akcje zakończył pojedynczy blok Wiki. W tym, wygranym dla nas do 20, secie zabłysłam Kasia. Cudowne obrony i kilka pięknych wystaw, dzięki którym mogłam zaatakować i to skutecznie. W setach było 1-1, ale na twarzach kibiców pojawił się ogromny uśmiech. W trzecim secie, do genialnie grającej Kaśki, dołączyła Milena. Odciążyła mnie w ataku. Pod koniec seta nasze prowadzenie wynosiło 5  punktów. Przy stanie 24:19 na zagrywkę weszła Iza. Po jej serwisie piłka przechodziła na naszą stronę i dobiłam ją. Wygrałyśmy łatwo. Za łatwo, jak na taką drużynę. W czwartym secie Impel pokazał swoją moc. Oddałyśmy im seta do 18. Przed piątą, decydującą, partią mocno zmotywowałyśmy się. Zanim pierwsza piłka, ostatniego seta, znalazła się po naszej stronie, wzięłam głęboki oddech i pomyślałam sobie: „Zrób to dla Oliwii”. Tie-break szedł opornie, ale Milena go zakończyła po asie serwisowym. Set zakończył się 16:14. Statuetkę MVP, w pełni zasłużenie, zdobyła Kasia. Gdyby nie jej obrony, poległybyśmy. Jednak najtrudniejszy moment był jeszcze przed nami. Gdy weszłam do szatni oznajmiłam:
-Dziewczyny. To był świetny mecz. A teraz ktoś ma wam coś do powiedzenia- otworzyłam drzwi, za którymi stała Oliwia.
-Byłyście jak nakręcone. Gratulacje Kasik.
-Jak twoje kostka?- zapytała Wika.
-Musze wam coś powiedzieć-mina Oliwi zbladła.-Dziewczyny, nie zagram z wami, w najbliższym czasie. Mam…białaczkę.
Po chwili to co powiedziała Oli, dotarło do nas. Cała drużyna, z przerażeniem ,patrzyła na, biedną, Oliwie. Nie mogłam powstrzymać łez. Wyszłam, aby ochłonąć, na hol. W tym miejscu przeważnie nikogo niema. Więc czułam się swobodnie. Tomek musiał widzieć całą tą sytuacje, bo chwile po mnie przyszedł, właśnie na to miejsce. Usiadł przy mnie i czule przytulił:
-Daria, spokojnie. Wiktoria powiedziała mi o Oliwi.
-Wiem o tym od 13:00. Przez cały czas ukrywałam przed dziewczynami, mówiąc że wszystko OK- mówiłam przez łzy-Tomek, co teraz będzie?
-Szczerze? Nie wiem, kochanie. Dasz radę. A jak twoja noga?
-Leki jeszcze działają więc nie boli, ale jutro zamiast iść z tobą na trening, idę na badania.
-Idź się przebrać i wracamy do domu.
-Tylko jeszcze zajrzę do trenera.
-Czekam na ciebie przed budynkiem.
-Nie wychodź bo zmarzniesz.
-Dobrze. Będę czekał przed wyjściem.
Otrząsnęłam się i ponownie weszłam do szatni:
-Daria, wszystko OK.?- spytała Milena.
-Tak. Trener już był?- zapytałam, a właśnie w tej chwili trener wszedł do szatni.
-Dziewczyny, byłyście świetne. Jutro widzimy się o 14:00, a o 16:00 wyjeżdżamy do Wrocławia, na drugi mecz ćwierćfinałowy. Wracajcie do domu i odpocznijcie porządnie.
Przebrałam się i wyszłam. Na pożegnanie dodałam jeszcze:
-Trzymajcie się. Do jutra.
Gdy miałam wychodzić z budynku usłyszałam głos mojego fizjoterapeuty:
-Daria! Chodź teraz przebadamy tą nogę. Jutro będziemy mieli mało czasu .
-Dobrze.
Kierując się za panem Peetą zaszłam do gabinetu fizjoterapeuty. Napisałam SMS’a do Tomka, który kilka minut później zapukał do drzwi gabinetu. Po upływie ok. 30 minut dowiedziałam się, że nie jest to poważna kontuzja, lecz dyskomfort będzie odczuwalny przez kilka dni. Obiecał, że zadba o to, aby nie przeszkadzało mi to w treningach i meczu . Przed 21 wraz z Tomkiem weszłam do mieszkania. Dałam jeść kotu, wypiłam kubek ciepłego kakao i poszłam nastawić pranie. Przed 23 poszła spać. Tomek jeszcze, telefonicznie, poinformował moich rodziców, że wszystko ze mną  w porządku. Następnego dnia rano z lekkim bólem wstałam z łóżka i poszłam przygotować się do treningu. Trening chłopaków odbywał się 3 godziny wcześniej, ponieważ po nim pojechali do Gdańska. Kota pozostawiliśmy pod opieką Igi. Przed 19 byłyśmy we Wrocławiu.
__________________________________________
Kolejny rozdział :) Myślę, że jest dość interesujący. Zapraszam do komentowania. :)

piątek, 10 kwietnia 2015

Rozdział XV- „Kiedy mężczyzna choruje”



Wyjęłam kluczyki z torebki i otworzyłam zamek w drzwiach. Nieśmiałym krokiem weszłam do mieszkania. Usłyszałam dźwięk telewizora. W przedpokoju stały buty Tomka:
-Tomek! Jesteś tu?
-W Saonie- usłyszałam jakiś dziwny głos.
-Tomek?- weszłam do salonu i ujrzałam leżącego pod kocem, chorego Tomka.
-Co ci się stało? Niebyło mnie zaledwie dwa dni.
-W sobotę wieczorem byłem z chłopakami na basenie. Potem na koncercie w amfiteatrze.
-Moje biedactwo- usiadłam obok niego.
-Nareszcie jesteś- odpowiedział.
-Masz gorączkę. Prawie 39◦. Byłeś u lekarza?
-Nie. Wiesz, że nie lubię.
-Zaczekaj. Zadzwonię po lekarza.
-Ale…
-Niema żadnego „ale”.
-No dobrze moja królowo.
Znalazłam telefon i już miałam wybierać numer do lekarza, ktoś zapukał do  moich drzwi:
-Wika?- zapytałam zdziwiona.
-Masz miód?
-Mam. A po co ci? Robisz miodownik?
-Nie. Mój kochany Danielek przeziębił się.
-Wejdź i zobacz Tomka. Ja pójdę po miód.
-Dzięki. Odniosę później. Dbaj o niego, bo za dwa tygodnie grają arcyważny mecz.
-Moja w tym głowa.
-Pa.
-Do zobaczenia.
Po 30 minutach lekarz był już u nas. Zbadał Tomka, wypisał receptę i wyszedł.
-Tomek, ja idę wykupić receptę.
-Dobrze. Ubierz się ciepło.
Po 40 minutach byłam z powrotem.
-Wróciłam. Byłam jeszcze w sklepie. Kupiłam coś na kolacje.
-Daria. Usiądź obok mnie. Przepraszam cię.
-Za co?- spytałam zdziwiona.
-Wróciłaś do domu, po cudownej wygranej, a ja nawet ci obiadu nie zrobiłem.
-Nic się niestało. Wiesz, że i tak cię kocham- chciałam dać mu buziaka, jednak on odepchnął mnie.
-Jak wyzdrowieje, bo jeszcze się zarazisz.
-Nie przesadzaj- pocałowałam go.- Idę zrobić kolację.
-Pomogę ci- mówił podnosząc się z kanapy.
-Masz leżeć, bo inaczej nie będziesz mógł grać.
-Dobrze.
W kuchni spędziłam ok. 1,5 godziny. Zrobiłam rosół, z lekko podpaloną cebulką, leniwe z pyszną wiosenną sałatką. Po kolacji Tomek poszedł do sypialni, a ja posprzątawszy nastawiłam pranie. Przed 23 zasnęłam.
Następnego dnia wstałam przed 9. Po cichu przygotowałam Tomkowi śniadanie, przy okazji sama coś zjadłam i wyszłam na trening.

Z perspektywy Tomka
            Obudziłem się po 12:00. Obok siebie znalazłem kartkę z napisem: „Dzień dobry, kochanie! Będę ok. 14. Przy okazji kupie coś na obiad. Wyszłam tak, aby cię nie obudzić. W kuchni masz śniadanie. Kocham cię <3”. Wstałem i skierowałem się do kuchni. Znalazłem tam kanapki, ale nie byle jakie. W kształcie serc, a na talerzu ketchupem napisała „Smacznego”. Po skończonym posiłku pozmywałem i poszedłem jakoś się ogarnąć.

Z perspektywy Darii.
             Miałam wyrzuty sumienia , ale treningu nie mogłam odpuścić.
-Daria, co się stało?
-Nic.
-Widzę, że jesteś smutna.
-Tomek ma prawie 38◦ gorączki.
-Leki nic nie pomogły?
-Trochę. Problem jest taki, że on chce na treningi. Wiesz jakie to dla niego ważne.
Po treningu zrobiłam szybkie zakupy i wróciłam do mieszkania. Gdy weszłam do domu Tomek oglądał jakiś serial:
-Kocie, ty „Ukrytą prawdę” oglądasz?
-Jak mi się nudzi.
-Jak się czujesz?
-Lepiej. Chyba jutro na trening pójdę.
-Jutro na pewno nie, ale może w sobotę. Zobaczymy. Idę zrobić obiad.
-Wyglądasz na padniętą. Pomóc ci?
- I tak się czuje. Założyli nam liczniki skoków i kilometrów. Przez trzy godziny treningu zrobiłam 5 km i 400 wyskoków.
-To ci pomogę.
-Ok. Możesz pokroi warzywa.
-Co nasz szef kuchni dziś serwuje?- zaśmiał się.
-Blanszowane warzywa w sosie serowo-ziołowym.
-Coś nowego.
Zjedliśmy obiad. Wieczorem Tomek rozmawiał przez Skaypa’a z rodzicami, w czasie gdy ja byłam w łazience. Wychodząc z łazienki w szlafroku z mokrymi włosami, nie zawiniętymi jeszcze w ręcznik, weszłam w strefę obejmującą kamerką:
-Witaj, Dario- usłyszałam.
-Dobry wieczór. Państwo pozwolą, że pójdę opanować włosy i zaraz wracam.
Rozmawialiśmy do późna. Rodzice Tomka są cudowni.
W sobotę Tomek szykował śniadanie, a ja torbę na trening.
-Jak się dzisiaj czujesz?
-Cudownie. Wracam dzisiaj na treningi.
-Czyli spakować ci torbę?
-Jakbyś mogła. Pójdę razem z tobą, bo wchodzimy zaraz po was.
Wyszliśmy po 10, ponieważ 11 zaczynała się mój trening. Tomek razem z Danielem usiedli na trybunach. Za nieco ponad 24h gramy mecz, na naszej hali, z Impetem Wrocław.
Po treningu zostałam na hali i czekałam na Tomka. Podszedł do mnie synek Michała Winiarskiego:
-Dzień dobry- powiedział nieśmiało.
-Cześć.
-Pani Dario, mogę prosić panią o wspólne zdjęcie?
-Pewnie.
-Ciociu. Zgodziła się – zakrzyknął młody Winiar.
-Dzień dobry- powiedziała Paulina Wlazły.
-Witam. Chodź Oliwier. Usiądź sobie.
-A mogę na kolanach?
-Pewnie.
Po wykonaniu pamiątkowego zdjęcia dołączył do nas, na chwilę, Mariusz.
-Cześć kochanie- powiedział do Pauliny.- Widzę, że poznałaś już Darie. A właśnie. Witaj.
-Cześć- odpowiedziałam z uśmiechem.
-Oliwier, mama czeka na ciebie w kawiarni. Idź do niej.
-Dobrze, wujku.
Rozmawiałam z Pauliną ok. 1,5h. Potem chłopaki skończyli trening i wróciliśmy do domu. Poszłam się wykąpać a Tomek właśnie robił obiad. Gdy wyszłam na stole stały dwie prześliczne świeczki , bukiet czerwonych róż i pięknie wyglądający posiłek.
-Kiedy ty to wszystko zrobiłeś?- zapytałam go.
- Wiesz kochanie. Dla ciebie wszystko.
We wspólnym towarzystwie spędziliśmy miły, marcowy wieczór
__________________________________________________________________
Kolejny rozdział gotowy. Zachęcam do komentowania :)
 

czwartek, 2 kwietnia 2015

Rozdział XIV- „ Kocham to co mam i robie”



           Obudził mnie budzik o 8:30. Otworzyłam oczy a to co ujrzałam było niesamowite. Wielki plakat z napisem: „Szczęśliwego Walentego”. Dookoła mnie leżały płatki róż i cały ich bukiet. Do sypialni wszedł Tomek ze śniadaniem:
-Cześć skarbie- powiedziałam.
-Cześć kochanie- odpowiedział.
-Jak się spało?
-Cudownie. Dzisiaj 14 luty?
-Tak misiu. Jedz  śniadanie, a ja skoczę po coś specjalnego. Gdy Tomek wyszedł  ja z szafki wyjęłam dwie koszulki Pierwsza z napisem: „Siatkówka, miłość i miłość do siatkówki”, a druga: „Nie boje się żadnej drużyny. M. Wlazły”.


-Myślałeś, że zapomniałam- uśmiechnęłam się i dałam mu całusa.
-Kocie, ale się zgraliśmy. Otwórz prezent.
Znalazłam tam również koszulkę z cytatem Śp. Arka Gołasia: „Jeśli na boisku czujesz się jak ptak, to poczuj, jak wspaniale jest latać, i fruń jak najwyżej po marzenia”.
-Dziękuję- odpowiedziałam ze łzami w oczach.- Nie chciałabym robić ci przykrości, ale za dwie godziny wyjeżdżamy. Bardzo dziękuję. Kocham cię- dałam mu wielkiego buziaka i skierowałam się do łazienki. Gdy wyszłam, w salonie czekała na mnie Wika:
-Hej. Gotowa?
-Hej. No pewnie.
-Śliczna koszulka.
-Dzięki- odpowiedziałam.- Od Tomka.
-Ja od Daniela dostałam kwiaty i zaproszenia na koncert jego byłego zespołu.
-Świetnie. To co jedziemy?
-N pewnie.
-Tomuś ja już jadę. Do zobaczenia- pożegnałam się z nim.
-Pa. Już tęsknie.
-Ja też.
Wyszłyśmy ok. 11. Przed 15 zakwaterowaliśmy się w hotelu. Wieczorem odbyłyśmy trening:
-Daria-zawołał mnie trener.- Chciałbym cię lekko oszczędzi, ale wiesz jak bardzo ten mecz jest dla nas ważny. Więc…
-Trenerze- przerwałam mu.- Czuję się świetnie i nie pozwolę, żeby pan tracił na moim powołaniu do kadry. Zagram na najwyższych obrotach na tyle, na ile pozwoli mi organizm.
-Jesteś cenną zawodniczką, ale jeszcze cenniejszym człowiekiem.
-Dziękuję, ale idę do dziewczyn na siłownie.
-Nie przetrenujcie się.
-Dobrze.
Następnego dnia rano do moich drzwi, ktoś natarczywie pukał:
-Oli, co się stało?- zapytałam przerażoną Oliwię.
-Ania ma 39◦ gorączki. Ledwo się rusza a nasz sztab szkoleniowy gdzieś posiało. Pomocy.
-Już lecę- wybiegłam z pokoju.
-Daria. Ja dzisiaj nie zagram. Nie dam rady.
-Spokojnie. Zostań w łóżku. Zdrowiej i trzymaj kciuki.
-Daria-weszła Wika.- Trener już wie i cię wzywa.
-Idę
W drodze do pokoju sztabu, czułam się bezradna. Nasza pierwsza libero chora, a druga dopiero wraca do treningów po kontuzji. W tym momencie nie wiedziałam co zrobić.
- Daria, postawie Igę, ale wiesz, że musisz z dziewczynami ją wspierać?
-Wiem. Jestem pewna, że Iga zagra jak najlepiej potrafi.20 minut później siedziałyśmy już w autokarze. Gdy zajechaliśmy na hale ujrzałyśmy setki kibiców. Jak okiem sięgnąć widać było kolory dąbrowianek. Podczas rozgrzewki w jednym z sektorów zbierało się mnóstwo naszych kibiców. Po upływie kilkudziesięciu minut pierwszy skład wybiegł, zmobilizowany do walki, na boisko. Kilka sekund później zaczęła się, pierwsza w tym meczu, akcja. Pierwszy set szedł opornie. Przy stanie 22:22 mało kto wiedział jak zacięty to będzie mecz. Z góry zostałyśmy skazane na pożarcie, ponieważ dąbrowianki są fenomenalnym zespołem. Po czterdziestu minutach walki statecznie pierwszego seta przegrałyśmy 32:30. W drugim na przyjęcie weszła Iwona i od razu poprawiła przyjęcie. Drugi set zakończył się wynikiem 25:20 dla nas. Trzeci jak ujął to komentator: „Był to popisowy set naszych zawodniczek z reprezentacji. Wiktoria i Daria, dogadują się telepatycznie”. Wygrałyśmy 25:19. Po tym secie dąbrowianki „leżały na łopatkach”. Czwarty set był tylko formalności. Zakończyłyśmy go w dwadzieścia minut, wynikiem 25:17. Ostatnia akcja była popisowa. Mój serw, wybroniony atak przeciwniczek, odbiór piłki przez Iwonę, rozegranie przez Wikę i mój, kończący spotkanie, gwóźdź. Żadna z nas nie mogła w to uwierzyć. Jakby tego było mało dostałam statuetkę MVP. Byłam ogromnie wzruszona. Moja pierwsza statuetka i to zdobyta tu, w Dąbrowie. Następnego dnia wyjechaliśmy o 11:00. Ku mojemu zaniepokojeniu Tomka nie było przed klubem. Piechotą ,razem z Wiką, wróciłyśmy do bloku.
____________________________________________________________________
Kolejny rozdział. Miłej lektury i proszę o komentarze :)

poniedziałek, 23 marca 2015

Rozdział XIII – „ Wracamy do codzienności”



            W poniedziałek obudziłam się po 10. Nareszcie odespałam tydzień ciężkiej pracy. Odwróciłam się i zobaczyłam, że Tomka niema obok mnie. Wstałam, włożyłam szlafrok i poszłam go szukać:
-Tomek! Kochanie gdzie jesteś?
-Tutaj- usłyszałam głos.
-Czyli gdzie?- zaśmiałam się.
-W salonie.
-Co ty robisz?
-Pakuję prezent.
-Dla kogo?
-Kocie, zapomniałaś? Mój brat cioteczny obchodzi dziś osiemnastkę. Obiecałem, że wpadniemy.
-jutro Rono wyjeżdżamy do Dąbrowy Górniczej na mecz.
-Spokojnie, wrócimy wcześnie.
-Jest mały problem.
-Niech zgadnę. Nie masz się w co ubrać?- zaśmiał się.
-Zgadłeś. Żaden z moich ciuchów nie pasuje.
-Zobacz co stoi na stoliku.
-Co to za torebka?- zapytałam otwierając.- Jaka śliczna.
Moje oczy ujrzały prześliczną błękitną sukienkę bez ramiączek.
-To dla ciebie skarbie- przytulił mnie.
-Kiedy zdołałeś to wszystko kupić?
-To będzie moja słodka tajemnica.
-Dziękuję- dałam mu całusa.- Dzisiaj ja zrobię obiad. A ty wypocznij.
-Idę wybiorę i uprasuję koszulę.
Przed 16 zjedliśmy obiad. Posprzątałam po posiłku i usiadłam na kanapie.
-Kocie. Umówiłem się z Karolem, że wpadniemy o 18:30. Idź wybierz rzeczy, a ja przygotuję niespodziankę.
-Chciałabym się jeszcze wykąpać.
-Zaufaj mi. A teraz ja idę do łazienki. Daj mi 5 minut.
-Dobrze. Wiesz, że cię kocham.
Wyszłam z garderoby z wybranymi rzeczami.
-Zapraszam moja panią- powiedział Tomek.
Weszłam do łazienki i ujrzałam… wannę wypełnioną ciepłą wodą i pianą. Po tafli wody pływały płatki czerwonych róż. Na brzegu wanny i na szafce stały świece.
-Tomek zdajesz sobie sprawę, że teraz to ja z tond nie wyjdę tak szybko.
-Kocie. To ja ci pomogę.
Strój Darii
W wannie spędziłam ok. 45 minut. Gdy wyszłam wysuszyłam włosy i uczesałam je w koczka, zrobiłam lekki makijaż. Wskoczyłam w sukienkę od Tomka, założyłam biżuterię i czarne buty na wysokim obcasie. Wyszłam z łazienki ok. 17:30.
-Wyglądasz bosko- powiedział na mój widok.- Ale mam jeszcze coś dla ciebie.
Wyciągnął z pudełeczka wisiorek w kształcie serce.
 -Jaki piękny. Musiałeś dać za niego majątek.


-Kocham cię. Teraz ja idę się ubrać.
-Dobrze. Ja tymczasem spakuję moją torbę na jutro.
Po kilku minutach z łazienki wyszedł Tomek:
-Daria- zawołał mnie.
-Tak?
-Umiesz wiązać krawat?
-Nigdy tego nie robiłam, ale od czego jest wujek Google.
-Cholera, ale późno. Najpóźniej za 10 minut musimy wyjść.
-Mam już. Chodź.
Zawiązałam mu krawat i wyszliśmy. W drodze do Karola, Tomek poinformował mnie o czymś ważnym:
Strój Tomka
-U Karola dzisiaj będzie tylko rodzina. I moi rodzice przyjechali z Anglii dzisiaj rano.
-Co? Teraz mi to mówisz.
-Jakbym powiedział ci wcześniej to byś się denerwowała. A jak bym ci nie powiedział to byś mnie zabiła.
- Damy rade. Znaczy ja. Jakich tematów unikać?
-Polityka, przede wszystkim. To temat tabu.
W tej chwili odebrałam telefon. Dzwoniła Iga:
-Hej. Daria mogę podrzucić ci teraz Tosie?
-Hej. Bardzo bym chciała, ale niema mnie w domu.
-Dobra. Baw się dobrze. Pa.
-Trzymaj się.
-Kto dzwonił?- zapytał Tomek.
-Iga. Chciała żebym z Tosią została.
-Z kim?
-Z Tosią. Jej córką.
-Jesteśmy n miejscu.
-Jak szybko. Dobrze wyglądam?
-Przepięknie jak zawsze. Jeszcze buziak na odwagę i wchodzimy.
Wjechaliśmy na czwarte piętro. Gdy wysiedliśmy z windy, słychać było, że  w mieszkaniu nr8 coś się dzieje. Tomek zadzwonił do drzwi
-Tomuś. Witaj kochanie- powiedziała kobieta, która otworzyła.
-Cześć Mamuś- gdy to usłyszałam zdębiałam.
-Dzień dobry- miło i z lekkim uśmiechem przywitałam się.
-Dzień dobry. Wchodźcie i rozbierajcie się. Ty jesteś Daria?
-Tak.
-Tomek dużo tobie mówił.
-Ja też o Pini i pani mężu dużo słyszałam.
-Gdzie nasz solenizant?- zapytał Tomek.
-W salonie. Wszyscy czekamy na was z niecierpliwością. Wchodźcie dalej.
-Sto lat, sto lat- zaśpiewał Tomek widząc Igora. –Najlepszego.
-Dzięki.
-Wszystkiego najlepszego- powiedziałam nieśmiało.
-Dziękuję. Igor jestem.
-Ja nazywam się Daria.
-Tomek, nie powiedziałeś, że twoja dziewczyna gra w moim ulubionym klubie.
-Co to za różnica? Ważne, że jest kochana, miła, mądra i zabójczo piękna.
Czułam jak robię się czerwona.
-Siadajcie do stołu- zawołała mama Tomka.- Zaraz podaje zupę.
-To ja pani pomogę- powiedziałam nie wahając się ani przez chwilę.
-Przydałoby się- uśmiechnęła się pani Zosia.
Poszłam za Nido kuchni i pomogłam w noszeniu talerzy z pysznym rosołem.
-Jesteś bardzo miła. Dziękuję, że pomagasz.
-Żaden problem.
Zasiedliśmy do stołu. Pierwsze pytanie jakie padło, skierowane było do mnie i do Tomka:
-Jak się poznaliście- zapytał pan Krzysztof: tata Tomka.
-Na meczu-odpowiedziałam.
-Tomuś, może powiesz cos więcej?
-To tak naprawdę było strasznie nietypowe…- opowiadał.
-Ja wiedziałem, że poznasz dziewczynę w dziwny sposób, ale żeby przez ciebie w szpitalu wylądowała- zaśmiał się Igor.
-To był taki strzał miłości- odpowiedziałam ze śmiechem.
Siedzieliśmy i rozmawialiśmy do 22.
-Jest bardzo miło, ale Daria jutro wyjeżdża do Dąbrowy Górniczej na mecz. Musi się wyspać, żeby być w formie. Wpadniemy jak będziemy mieli chwilę czasu.
-Dobrze. Do zobaczenia.
Poszliśmy się ubierać:
-Miło mi państwa poznać. Mam nadzieję, że niedługo się spotkamy.
-Na pewno- odpowiedział pan Krzysztof.
Wyszliśmy ok. 22:30.Gdy Weszliśmy do domu marzyłam by odpocząć.
-Kocie ja idę spać- powiedziałam wychodząc z łazienki.
-Dobrze. Dobranoc.
-Dobranoc.

środa, 18 marca 2015

Rozdział XII – „Początek nowej przygody”



Trener przykładał uwagę na otwartość zachowanie i  myślenie n boisku oraz technikę grania. W niedziele był ostatni trening. Po obiedzie poszłyśmy spakować walizki. Na 14:00 zaplanowano zebranie.
-Wika, jak myślisz kogo wybiorą?
-Nie wiem . Na pewno nie mnie. Nic mi nie wychodziło.
-Nie było tak źle. Widziałaś moją grę?
-Było spoko. Teraz cicho, bo ogłasza skład.
W tym momencie do Sali wszedł trener z asystentami:
-Krótkie podsumowanie. Każda z was dała z siebie naprawdę wszystko. Wracacie do swoich klubów. Przez ten tydzień przekonałyście się jak wygląda tryb reprezentacyjny. Występowanie z orzełkiem na piersi jest honorem, ale przede wszystkim ciężką pracą. Wybranie tych 6 dziewczyn z 24 było trudne. Wszystkie jesteście na podobnym poziomie fizycznym, ale w siatkówce jest ważne coś jeszcze. Kto wie?
-Psychika-dopowiedziałam.
-Dokładnie. Możecie być mocne fizycznie, ale psychicznie możecie przegrać. Dlatego każda z was przed i po treningu wypełniała ankietę. Teraz na tym ekranie za mną wyświetlone zostaną twarze 6 z was.
-Daria-uśmiechnęła się do mnie Wika.
-Dobrze będzie- odpowiedziałam jej na ucho.
W tym momencie ukazała się pierwsza postać.
-Ewa Zarzycka- wypowiedział trener, a w Sali rozległy się oklaski.
Sama zainteresowana rozpłakała się ze szczęścia.
-Następnie Wiktoria Boberek .
Gdy to usłyszałam byłam dumna.
-Gratulacje Wikuś.
-Milena Boska.
Po raz trzeci rozległy się brawa.
-Mamy już Libero, rozgrywającą i środkową- wtrącił drugi trener.
-Oliwia Maj to druga środkowa. Agnieszka Konsalida to przyjmująca. Brakuje nam jeszcze atakującej. Na konsultacje przyjechały dwie ,widoczne za mną. Grają prawie identycznie- powiedział trener, a za jego plecami pojawiły się twarze: moja i dziewczyny siedzącej za mną.
Chwyciłyśmy się za ręce.
-W Wyborze pomogła mi Gosia. Daria Balcerzak gratulacje.
Byłam w szoku. Ze łzami w oczach przytuliłam Miśkę i podeszłam do wybranej szóstki. Zebrałyśmy gratulacje Przed 15 wyszłyśmy z Sali. Właśnie wtedy mogłam uściskać i popłakać się ze szczęścia wraz z Wiką.
-Nie wierzę- szepnęłam jej do ucha.
-Ja też.
-Przez ostatnie dwa tygodnie zdarzyło się tak wiele. Zdałyśmy maturę, poznałyśmy elitę polskich siatkarek i dostałyśmy się do kadry.
Obie stałyśmy  przytulone w strumieniu łez szczęścia. W tym momencie ze swojego zebranie wyszli chłopcy.
-Dziewczyny co się dzieje?- jednocześnie spytali.
-Trzy cztery- szepnęłam Wice.
-Dostałyśmy się do kadry- krzyknęłyśmy i wpadłyśmy w ramiona naszych chłopaków.
-Widzisz kochanie-zaczął Tomek.- my też.
-Naprawdę? Cudownie
-Nie chcę wam przerywać- powiedział znajomy głos.- Gratuluję chłopaki. Jesteście genialni.
Odwróciłam się i ujrzałam…Mariusza Wlazłego.
-Daria? Coś się stało?- zapytał.
-Kocie. Skąd wy się znacie?- spytał zdziwiony Tomek.
-Z Włoch.-odpowiedziałam Tomkowi.-Tak stało się. Dostałyśmy się do kadry.
-To cudowni- odpowiedział, ze swoim ślicznym uśmiechem.
-To ja was przedstawię. Tomek to jest Mariusz Wlazły. Mariusz to jest Tomek, mój chłopak.
-Miło mi – powiedzieli równocześnie.
-Wikę już znasz. To jest Daniel, chłopak Wiktorii.
-To dziwne, że trenujemy w jednej hali, a osobiście spotkaliśmy się dopiero teraz- powiedział Tomuś.
-Kochanie, ty po treningu marzysz żeby jak najszybciej wrócić do domu. Kochasz siatkówkę i dlatego wracasz ledwo żywy ale szczęśliwy. Każdy z nas tak żyje. Kochamy to. Wika i ja jeszcze miałyśmy szkołę.
-Właśnie. Jak poszły matury?- zapytał Mariusz.
-Zdałyśmy- przyznałam.
-Daria!- zawołała mnie… Małgorzata Glinka.
-Tak_
-Masz chwilę?
-Pewnie. Wy sobie porozmawiajcie a ja zaraz wracam.
Poszłyśmy do kawiarenki.
-Masz ogromny talent. Od ilu lat grasz?
-Od ok 4 lat.
-Szybko znalazłaś się w elicie. Ale ja nie o tym. Chciałam ci osobiście pogratulować i wręczyć ci to.
Otworzyłam małe pudełeczko i ujrzałam malutkie kolczyki (wkręty) w kształcie biało-czerwonych piłek do siatkówki.
-Są śliczne, ale nie mogę tego przyjąć.
-Gdy ja zaczynałam grać przyniosły mi szczęście.
-Dziękuje pani.
-Mów mi Gosia.
-Dobrze. Przepraszam cię, ale chcemy jeszcze dziś dojechać do Bełchatowa.
-Do zobaczenia.
Z lekkim uśmiechem wyszłam z kawiarni. Mariusz kończył rozmowę z Tomkiem. Przez przypadek usłyszałam kawałek rozmowy:
-Opiekuj się nią. To złota dziewczyna- mówił Mariusz.
-Wiem. To najlepsza dziewczyna pod Słońcem- odpowiedział Tomek.
-O czym tak gaworzycie?- zapytałam.
-O wielu rzeczach- odpowiedział Mariusz.- Nie będę was już zatrzymywał. Do zobaczenia w Bełchatowie.
-Do zobaczenia- odpowiedzieliśmy.
-To co kotuś. Zgarniamy Wikę i Daniele i wracamy do domu?
-Oczywiście. Tylko jeszcze po Jaskra skoczymy.
- Faktycznie. Zapomniałem.
-A gdzie są nasi przyjaciele?
-Poszli po bagaże.
-Ok. To pakujemy się i jedziemy.
Bo Bełchatowa dojechaliśmy w świetnych nastrojach. Od dzisiaj Tomek będzie mieszkał ze mną, a Daniel i Wiktoria obok nas.
-Daniel zatrzymaj się przed blokiem. Skoczę po Jaskra.
-Spoko.
Szybko wbiegłam na pierwsze piętro. Odebrałam mojego kota od Igi(mojej kuzynki) i wróciłam do samochodu.
-Możemy jechać –oznajmiłam wsiadając do auta.
-Jaskier. Tęskniłeś?- zapytał Tomek.
-Miau- odpowiedział Jaskier, a my wybuchliśmy śmiechem.
Gdy weszłam do mieszkania poczułam ulgę. Tomek nakarmił kota i przygotował kolację a ja poszłam rozpakować nasze bagaże.
-Misiu, jesteś kochany- przytuliłam go zanim usiadłam do stołu. Jedyne o czym marzyłam to po tygodniu treningów wreszcie wyspać się we  własnym łóżku.

piątek, 13 marca 2015

Rozdział XI- „Coś niesamowitego”

      

Ten dzień zapamiętam bardzo dobrze: 25 listopada. Właśnie wtedy do drzwi mojego domu zapukał trener.:
-Dzień dobry trenerze.
-Cześć.
-Coś się stało?
-W pewnym sensie.
-Proszę, niech trener wejdzie.
-Dziękuję. Dzień dobry Tomku.
-Dzień dobry-odpowiedział zdziwiony Tomek.
-Dobrze, że jesteś. Tak więc mam dla was listy. Otwórzcie je.
Wzięliśmy do naszych rąk koperty. W środku był list.
-Czy to znaczy, że spotkam się i będę trenować z dziewczynami z kadry?
-Powiem więcej. Oboje macie szanse zagrać w barwach narodowych.
-To cudownie.
-Daria. Ty zdajesz maturę w innym, wcześniejszym terminie.
-Tak. W lutym, chyba 1, 2 i 3.
-To zaraz po egzaminie pakujecie się i jedziecie do Spały. Do zobaczenia.
- Do widzenia.
Trener wyszedł a j zamknęłam za nim drzwi. Wróciłam do salonu i rzuciłam się Tomkowi na szyję:
-Kochanie! To jest cudowne. Nie mogę w to uwierzyć- mówiłam szczęśliwa.
-Ja też.. Jestem w szoku.
- Kochany?
-Tak?
-Ja teraz muszę się uczyć. Mógłbyś zrobić kolacje?
-Oczywiście.
„Kułam” materiały przez trzy godziny. Opanowałam już trzy-czwarte. W tym momencie wszedł Tomek:
-Kotku. Za pół godziny kolacja.
-Cudowny jesteś- odpowiedziałam mu odrywając nos od książek.
-Daniel dzwonił.
-Tak? Co u nich? –zapytałam a Tomuś usiadł obok mnie.
-Wika i Daniel też dostali powołania.
-Super!- ucieszyłam się na tą wiadomość.- Misiu, ale ja teraz muszę się uczyć.
Strój Darii na maturę.
-Dobrze.
                        Trzy miesiące późnej:
Działo się dużo . Stałyśmy się sensacją naszej ligi i awansowałyśmy do dwunastki najlepszych zespołów w europie. W nocy, przed dniem matury prawie nie zmrużyłam oka. Humana zdałam na 4+ ustną część, a pisemny egzamin na 5-. Z matematyczno-przyrodniczego 4+ i 4. Angielski 4 i 4-, a rosyjski 5. Po ostatnim egzaminie, przed szkołą czekał Tomek z walizkami:
-I jak kochanie?
-Zdałam!- wykrzyknęłam.
- To cudownie- uściskał mnie.-Wsiadaj jedziemy.
-Cześć kochana- przywitałam się z Wiką, która dzisiaj też pisała egzamin dojrzałości.-Jak ci poszło?
-Super! Zdałam śpiewająco.
-To cudownie. Chłopaki, wy dzisiaj macie zapoznanie, a od jutra treningi w sali od 10-12 i od15-18. Na dworze od 14-15. My od 8-10 i 12-15 ,a na dworze od 11-12- przeczytałam rozkład konsultacji.
-Napięty ten grafik jak cholera- stwierdził Tomek.
-I to tak przez prawie tydzień.
A potem wracamy i liga- wtrącił Daniel.
-Plus liga mistrzyń – obudziła się Wiktoria.
-Współczuje wam- powiedział Tomek.
Gdy dojechaliśmy do Spały, przed budynkiem hotelu, czekała już spora grupa osób. Chłopaki czas wolny spędzali na trzecim piętrze, a my na czwartym. Pokoje były dwuosobowe. Nie miałyśmy wiec problemu z partnerami do wspólnego mieszkania.
-Te pokoje są strasznie małe- stwierdziła jedna z powołanych dziewczyn.
-Ale jest w nich wszystko co potrzebne-odparłam wchodząc na hale.- Jestem Daria, a to jest Wiktoria.
-Miło mi. Ja jestem Oliwia.
-Witam wszystkich- wszedł trener reprezentantek Polski.-Te dziewczyny pewnie już znacie.
Za trenerem weszły: Małgorzata Glinka, Anna Werblińska, Kasia Zaroślińska, Izabela Bełcik i Katarzyny Skowrońska. Czołówka polskich zawodniczek.
-Witajcie. Od jutra zaczynamy ostre treningi, a pod koniec tygodnia trener ogłosi, które z was zagrają w barwach narodowych- ogłosiła Glinka.
-Dziś od godziny 18-20 będziemy oglądać i analizować poszczególne akcje z udziałem każdej z was. Od 20 macie czas wolny, a od jutra trenujemy. Życzę powodzenia- powiedział trener.
Dziewczyny są bardzo miłe. Każda z pozoru delikatna, jednak podczas gry pokazują pazura. Każdy trening sprawiał nam wielką przyjemność i lekkość. Zmęczone ale szczęśliwe, wracałyśmy do pokoi i jedyne czego pragnęłyśmy, to położyć się i spać. Przez prawie tydzień, pomimo iż byłam tak blisko Tomka, widziałam się z nim tylko podczas Śniadania i kolacji.
_______________________________________________________________
Kolejny post po dość długiej przerwie. Przepraszam i liczę na komentarze :)

piątek, 6 marca 2015

Rozdział X- „Powrót”



W sobotni wieczór, spakowałam torbę i szczęśliwa zasnęłam o drugiej w nocy. Wcześniej napisałam jeszcze maila do rodziców. Następnego dnia rano zjadłam śniadanie i razem z całą drużyną wykwaterowaliśmy się z hotelu. Na lotnisku spotkaliśmy wielu polskich kibiców. Do odlotu mieliśmy jeszcze 3 godziny. Rozdaliśmy więc, kilkanaście autografów i pozwoliliśmy zrobić ze sobą kilka zdjęć.
-Bycie popularnym bywa męczące-stwierdziła Wika.
-Wyobraź sobie, z eto dopiero początek-odpowiedziałam jej.
-To prawda. Ale to co robimy, robimy to dla nich . Oni nas za to kochają-wtrącił Michał Winiarski.
-Święta prawda. Sami zawodnicy, bez kibiców nie znaczą nic-stwierdziłam.
-Jesteś bardzo utalentowana i inteligentna.
-Dziękuję. Od zawsze jestem odmieńcem. W gimnazjum dziewczyny oddałyby wszystko, żeby nie ćwiczyć . Ja natomiast dałabym się zabić, żeby grać w siatkówkę. Teraz w liceum jest podobnie. W wolnym czasie uczę się do matury i chodzę na treningi, a moje koleżanki organizują wycieczki.
-Wiem, to zmora naszych czasów.
W samolocie ponownie siedziałam z Mariuszem. Ostatnia rozmowa z nim pomogła mi podnieść się po porażce. Oboje zrobiliśmy ogromną ilość zdjęć. W czasie lotu pokazaliśmy sobie nawzajem, zrobione fotografie. Gdy wysiedliśmy na lotnisku, n mnie i Wiktorię czekał Tomek i Daniel:
-Daria! -zawołał Tomek.
-Tomek!- krzyknął i rzuciłam się mu na szyję- Tak bardzo się za tobą stęskniłam, kochanie.
-Ja też, kotku. Daj buziaka.
-Oczywiście mój misiu- odpowiedziałam, po czym dałam mu ogromnego całusa.
-To co, jedziemy do domu kochanie?
-Oczywiście. Nareszcie wyśpię się we własny łóżku.
Gdy weszłam do mieszkania, czekała mnie niespodzianka. W progu domu usłyszałam cichutkie: „Miau”
-Kotek?- zapytałam zdziwiona.
-Kotek, kotek- odpowiedział mi Tomek.
-Co on tu robi? Czyj on jest?
-Twój, mój, nasz
-Kupiłeś nam kota? Naprawdę?
-Pamiętasz, jak mówiłaś, że chciałabyś mieć kotka?
-Coś tam pamiętam.
-Tak więc, spełniłem twoje marzenie.
-Kochany jesteś!- krzyknęłam i rzuciłam mu się na szyję.
-Daniel zaproponował, że razem zamieszkamy- wbiegła szczęśliwa Wiktoria.
-To cudownie. Zgodziłaś się?
-Oczywiście.
-Chwila, przecież ja i Daniel mieszkamy razem.
-Ale macie oddzielne pokoje, A jak będziesz miał ich dosyć, to przyjdziesz do mnie-odpowiedziałam.
-Zapamiętam kochanie.
Wieczór był dla nas krótki. Byłyśmy tak zmęczone, że zasnęłyśmy o 23:00. Umówiłam się z Danielem i Wiką, że przeprowadzi się po Wszystkich Świętych. Następnego dnia miałam dwu godzinny trening, ponieważ już w środę gramy kolejny mecz ligowy. Poszło nam szybko. Wygraliśmy 3-0 i jesteśmy na trzecim miejscu w tabeli.
_________________________________
Ten trochę krótszy:) Komentujcie :)