piątek, 22 maja 2015

Rozdział XXI- „Wakacje coraz bliżej.”



            W mieszkaniu wskoczyłam w czarne, wygodne spodnie, czarne byty na lekkim koturnie i czerwoną bluzkę. Cały strój wykończyłam czarno-czerwonym makijażem i dodatkami, Tomek wskoczył w T- Shirt i wygodne spodnie. Gdy wyszłam z przebieralni, Tomka zamurowało:
Strój Darii i Tomka na imprezę.
-To co kochanie idziemy?- zapytałam.
-To jest niesprawiedliwie.
-Co?- zapytałam zdziwiona.
-To. Ty w co byś się nie ubrała wyglądasz bombowo. Jak ja przy tobie wyglądam?
-Tak jak zawsze. Mój, niezwykle przystojny Tomuś- odpowiedziałam i mocno go przytuliłam.
Po chwili oboje weszliśmy do klubu. Przed klubem spotkaliśmy Wronkę, Włodiego i Kłosika z Olą:
-Tomek, Daria, co wy lubi nie poznajecie?- krzykną Kłosik.
Odwróciliśmy się równocześnie:
- Część jak miło was widzieć- odpowiedziałam.
W tym momencie ktoś podszedł do mnie z tyłu i zasłonił mi oczy. Odwróciłam się i ujrzałam Wikę z Danielem, Gosie, Olę i Kasię. Szeroko się uśmiechnęłam witając dziewczyny.
- Miała przyjść jeszcze Oliwia, ale jutro musi stawić się o 8 w Warszawie i postanowiła odpocząć- wyjaśniła nam Kasia.
-Rozumiemy. To co idziemy do środka, czy będziemy tu marznąć?- zapytał Włodi?
-Oczywiście, że wchodzimy- odpowiedział Tomek.
W klubie była świetna atmosfera. DJ grał same przeboje z naszej, mojej, Tomka i reszty znajomych, ulubione listy. Bawiliśmy się przy takich przebojach jak: „Zawsze do celu”, „Zombi”, „Niepokonani”, „My słowianie”, „Kołysanka do nieznajomej” itd. Po upływie 2 godzin, zrzuciłam z nóg moje buty. Zabawom i śpiewom niebyło końca. Czuliśmy wzrok innych, ale byliśmy do tego przyzwyczajeni. Najwidoczniej spodobało się im, że znani w towarzystwie sportowym, zawodnicy odreagowują tak jak oni.  Pierwsza dłuższa impreza w takim towarzystwie. Bawiłam się wyśmienicie. Tańce, śpiewy, śmiechy trwały do czwartej nad ranem. Chłopaki już w tym tygodniu, dokładnie w środę, mieli 3 mecz finałowy. Ja i dziewczyny z mojego zespołu miałyśmy takie udogodnienie, że poniedziałek miałyśmy wolny i mogłyśmy lekko zaszaleć. Do domu wróciliśmy ok. 5. Zasnęłam niemal natychmiast. Następnego dnia rano poczułam, że wybory dnia wczorajszego, przynajmniej niektóre, były przereklamowane. Wstałam gdy tylko zauważyłam Tomka powiedziałam do niego:
-Kochanie! Ja cię dzisiaj słabiej widzę, za to bardzo dobrze słyszę.
- Siadaj na kanapie. Skocze do sklepu i kupię ci kefir- powiedział, chwycił kurtkę i wyszedł.
Poszłam do łazienki. Rozebrałam się i weszłam pod zimny prysznic, który mnie obudził. Wyszłam po 2 minutach wyglądając ciut lepiej. Założyłam na siebie luźny T-shirt i legginsy. Usiadłam na kanapie i czekałam na Tomka z moim wybawieniem.
                        Z perspektywy Tomka:
            Gdy zobaczyłem Darie byłem lekko zdziwiony. Nie wypiła wczoraj dużo i pijana nie była. Ale najwidoczniej i po takiej ilości alkoholu miała kaca. Na klatce schodowej spotkałem nieco zaspanego Daniela, który przecierając oczy wyszedł z mieszkania:
-Siema, stary gdzie lecisz?
-Po kefir dla Wici- odpowiedział gdy mnie zobaczył.
-To idziemy razem- stwierdziłem z uśmiechem.
-Jak przyjaciółki, to przyjaciółki. Nawet kaca maja razem.
-Tu masz rację.
                        Z perspektywy Darii:
Siedziałam na kanapie w monecie gdy do mieszkania wszedł Tomek. Rzucił mi buteleczkę kefiru. Nienawidziłam kefiru, ale na kaca działa najlepiej. Wypiłam do dna i postanowiłam zrobić Tomkowi śniadanie, bo sama nie miałam ochoty na nic. Usmażyłam mu omleta z serem. Postawiłam na stole w jadalni i zawołałam Tomka, który właśnie pakował torbę na trening. Usiadłam naprzeciwko niego i powiedziałam stara śpiewkę, wypowiadana przez wszystkich na kacu:
-Następnym razem tyle nie pije.
-Kocie, tak się tylko mówi. A wczoraj zasłużyłaś na troszeczkę szaleństwa. Nie wypiłaś dużo. Na pocieszenie dodam, że Wika też na syndrom dnia wczorajszego- zaśmiał się.
-Marne pocieszenie- odpowiedział z lekkim uśmiechem.
Gdyby teraz zobaczył nas nasz trener, załamałby się. Ok. 17 czułam się dużo lepiej. Tomek był na treningu a ja zrobiłam kolację. Zjedliśmy posiłek i zasiedliśmy do statystyk i analiz przeciwników. Wiedziałam, że następne dni będą ciężkie. Tomek już w środę mógł zakończyć swój pierwszy sezon, w kadrze seniorów, w Bełchatowie. We wtorek każdy z nas w głowie miał tylko ciężką pracę. Ilość godzin spędzonych na właściwej hali ograniczył się na rzecz Rzeszowa. Po ich pierwszym treningu, weszłyśmy na rozgrzewkę. Łącznie we wtorek na ciężką pracę poświęciłyśmy ok. 10 godzin. Byłam zmęczona, ale zadowolona. W środę treningi były do 12, musiałam więc wstać po 6 żeby na 7 być na hali. Po 13 byłam w domu i przygotowałam sobie strój na mecz.  rozegrał piłkę do Mariusz, który zakończył mecz i cały sezon oby drużyn. Byłam wniebowzięta. Łzy płynęły strumieniami. Radość chłopaków była jeszcze większa, ale to normalne. Uściskałam Wikę i patrzyliśmy jak na szyjach chłopaków zawisają złote medale PlusLigi. Gdy ostatni z grających otrzymał krążek razem odśpiewaliśmy hymn zespołu. Nie wytrzymała z  wzruszenia, śpiewałam z łzami w oczach. Zaraz po tym Tomek podbiegł do mnie i wziął mnie na ręce. Byłam z niego dumna. Do domu wróciłam po północy. Tomek z chłopakami dłużej świętowali zwycięstwo. My miałyśmy przed sobą mecze w sobotę i niedzielę. Przez cała resztę tygodnia, wchodziłam na halę pierwsza a wychodziłam ostatnia. Tomek z Danielem wyjechali na zasłużone wakacje, więc mogłam całą dobę poświęcić siatkówce. Przez te kilka dni do soboty mój świat kręcił się wkoło hali i mojego mieszkania. Wiedziałam, że nie jesteśmy tak mocnym zespołem jak Chemik, ale chciałyśmy powalczyć. To nowe wyzwanie dla każdej z nas. Z tyłu głowy każda z nas marzyła o chociażby równej walce lub jednym wygranym meczu. Obecne Mistrzynie Polski siały postrach i respekt. W sobotę o 14:45 weszłyśmy do walki o Mistrzostwo Kraju. Dokładnie tego meczu nie pamiętam, ponieważ był tak zacięty, że większości udanych akcji nie  udało mi się na gorąco zapamiętać. Pamiętam ostatnie piłki każdego z… 5 setów. Ostatnia akcja była niesamowita a co najważniejsze wygrana… została w Bełchatowie. Byłam dumna. W niedzielę już nie było tak kolorowo. Przegrałyśmy 3-2. Od poniedziałku do czwartku ciężki trening a w piątek pojechałyśmy do Polic. Tak już toczyła się walka o medale.
Założyłam na siebie czarne trampki z białymi sznurówkami, szare dżinsy, biało-miętową bluzkę w paski i kilka drobiazgów.
Strój Darii na mecz.
Byłam gotowa przed 19, ale z Wiką umówiłam się na 19:20. Mecz zaczął się o 20. Pierwszy set szedł jak po grudzie, mnóstwo własnych błędów, przegrali 25:18. Jednak drugi i trzeci to zupełnie inna bajka. Wygrane do 17 i 23. Pobudziły chłopaków, ale nie na tyle mocno żeby wygrać czwartego seta. Ponownie go oddali tylko tym razem do 22. W tie-braeku wszystko mogło się zdarzyć. Szli łeb w łeb do wyniku 14:14. Emocje sięgały zenitu. Dobre przyjęcie i mieliśmy piłkę meczową. Jednak po tej akcji serce zamarło. Jeden z kibiców siedzących obok mnie zemdlał. Mecz przerwano, aby udzielić mu pomocy. Jak się później okazało, dostał zawału. Seta wznowiono po dwóch minutach. Chłopaki zmotywowani do przelania krwi na boisku, stali w polu. Na zagrywkę wszedł Andrzej. Flot łatwy do przyjęcia, ale atak niewykorzystany. Kontrę po swojej stronie mieli nasi chłopcy. Nikoś(Nikolas Uriarte)
_____________________________________________________________
Ten rozdział ciut krótszy i dlatego tak wcześnie. Mam nadzieja, że się wam spodoba. Zapraszam do Komentowania, ponieważ to naprawdę motywuje do dalszego pisania dla was. :)

wtorek, 19 maja 2015

Rozdział XX- „ Czy to, aby na pewno prawda? „



We wtorek trener dał mi spokojny zestaw ćwiczeń, mimo moich protestów. W środę i czwartek trenowałam jak zawsze. W piątek po 14 przyjechały dziewczyny z łodzi. Trenowały do 16. My popołudniowy trening miałyśmy od 16:30 do 18:30.Wróciłam do domu ok. 20, bo byłam jeszcze u trenera. Oglądałam drugi półfinał między Atomówkami a Chemikiem. Większość kibiców spodziewała się tego meczu w finale, ale spotkali się już w półfinałach. W sobotę czekał nas 3 mecz półfinałowy. Nie ukrywałam, obawiałam się tego meczu. Łodzianki są mocnym zespołem, co zresztą pokazały w 1 meczu. W nocy z piątku na sobotę spałam dobrze, ale obudziłam się o 7. Wstałam i zrobiłam sobie kawę. Tomek, wraz z klubem, wczoraj wyjechał na drugi mecz finałowy do Rzeszowa. W pierwszym po ciężkiej walce wygrali 3-2. MVP został Facundo Conte. Siedziałam z kubkiem ciepłego napoju, na kanapie i przyswajałam taktykę. Ok. 9 zadzwonił Tomek:



-Mój ranny ptaszek już na nogach? Nie mów, że stresujesz się meczem.




-Nie no co ty. W poniedziałek Oliwia ma pierwszą chemie. Będzie na meczu. Co ja jej mam powiedzieć?




-Najlepiej to co masz w sercu i na myśli. Jadłaś cos?




-Jeszcze nie, zaraz zrobię sobie coś pożywnego.




-Odezwij się po meczu. Kocham cię.




-Ja ciebie też.




Gdy rozłączyłam się poszłam do kuchni gdzie zrobiłam śniadanie. Nasz mesz zaczynał się o 14:45, a chłopaków o 17. Po 11 spotkałyśmy się na „poranny” trening. Po 14 stawiłyśmy się gotowe do gry. W szatni przed meczem , odwiedziła nas Oliwia.:




-Dziewczyny! Trzymam za was kciuki. Nawet nie wiecie jak bardzo chciałabym z wami zagrać.




-Wiemy- odpowiedziałyśmy.




Mecz zaczęła Iwona. Pierwszy set był ekstremalnie trudny. Wygrałyśmy my go: 28:30. Drugi przegrałyśmy 26:24. Trzeci set wygrałyśmy do 20. W czwartej patii przy stanie 23:23 serwowała Ola. Jeden as serwisowy i brakowało nam 1 punktu do wygranej. Druga zagrywka była lżejsza. Budowlanki spokojnie przygotowały akcje i atakowała jedna z nich. Trafiła bezpośrednio w … naszego trenera. Zmęczone wróciłyśmy do domów. We własnym salonie obejrzałam kolejny, wygrany, mecz skrzatów. Świetny, ale trudny jak zawsze na podpromiu. Byłam wniebowzięta, bo to właśnie mój chłopak został MVP. Duma mnie rozpierała a z moich oczu popłynął błękitny strumyk łez. Poszłam spać ok 23. Tomek do domu wrócił nad ranem. Wszedł tak cicho, że zobaczyłam go dopiero rano. Dałam mu całusa i skierowałam się do kuchni. Mecz miał zacząć się o 14. Po treningu przed meczem zadzwonił do mnie Tomek:




- Kochanie wyszłaś rano tak cicho. Kidy będziesz w domu?




-Za jakieś 10 minut. Ale tylko na kilka chwil, bo musze przed meczem protokoły przygotować.




-Dobrze czekam na ciebie kochanie- powiedział i się rozłączył.




Przebrałam się i skierowałam się w stronę domu. Do mieszkania weszłam ok. 11. W progu domu przywitał mnie Tomek:




-Jesteś. Siadaj, zrobiłem obiad.




-Już chwileczkę- odpowiedziałam i poszłam do sypialni po prezent. – To dla ciebie mój mistrzu.




-Dziękuję kochanie. Jaki śliczny- powiedział na widok breloczka.




-To co pysznego zrobiłeś? Pachnie cudownie.




-Twoje ulubiony naleśniki z serem i owocami leśnymi.




-Mój ty Okraso.




Po obiedzie spakowałam torbę i ruszyłam na mecz. Tomek przyszedł 30 minut przed pierwszym gwizdkiem. Wyjściowa szóstka prezentowała się tak: Wiktoria, Milena, Iwona, Gosia, Ewa. Kasia i ja. Pierwszy set przyprowadzał kibiców o łzy. Gra się w ogóle nie kleiła. Oddałyśmy sera do … 9. Na drugiego seta weszłam jeszcze bardziej zmotywowana. Był taki moment, że kończyłam każdą akcję, naszego zespołu, skutecznym atakiem. Później dołączyła do mnie: Ewa, Iwona i Milena. Drugi i trzeci ser wygrałyśmy 25:19. W czwartym przyprowadziłyśmy naszych kibiców o zawała serca. 4 piłki setowe dla Budowlanek, ale to my wykorzystałyśmy 1 piłkę meczową i wygrałyśmy cały mecz 3-1. W rywalizacji do 3 zwycięstw prowadziłyśmy 2-1. Statuetka  MVP powędrowała do … mnie. Byłam w szoku, ale dumna z siebie i dziewczyn. Gd wyszłam spod prysznica, czekał na mnie Tomek. Uścisnął i wycałował mnie serdecznie. W domu spędziłam miły wieczór w towarzystwie Tomka, Wiktorii i Daniela. Ok. 20 na moją pocztę mailową przyszły statystyki. Żadna z nas w ataku nie spadła poniżej 39%. Byłam zadowolona.




            Następnego dnia rano, po śniadaniu, poszłam na lekki trening. Mecz zaczął się o 14:45. Od pierwszego gwizdka widać było zadyszkę Budowlanek. Mimo tego, zwycięstwa tak szybko nie oddały. Pierwszego seta wygrałyśmy 29:27. Drugi, również na przewagi, wygrałyśmy 27:25. W trzecim secie przy wyniku 28:28 na zagrywkę weszła Wiktoria i „ustrzeliła” jedną z łodzianek. Drugim sersem na tyle uprzykrzyła im życie, że miałyśmy kontrę. Ostatnia piłkę w meczu, wbiłam na 6 metr. Byłam zdezorientowana. Cały sztab był zachwycony kibice również. Statuetkę MVP dostała… Wiktoria. Na świętowanie nie było dużo czasu, bo w finale, matko jak to pięknie brzmi, czekał już Chemik. Pierwsze mecze już w sobotę i niedziele u nas. Postanowiliśmy, że skoro do 21 mamy jeszcze 2 godziny, więc pójdziemy do domu, przebierzemy się i pójdziemy do klubu.   

___________________________________________________________

Kolejny rozdział. W tym tygodniu przekroczyliście 1000 wyświetleń. Dziękuje wam i zachęcam do komentowania, bo troszkę mało was udziela komentarza. Za współpracę dziękuje stronie Skra bogiem, a siatkówka nałogiem. Klikajcie Like bo to naprawdę fajna stronka :D https://www.facebook.com/pages/SKRA-bogiem-a-Siatk%C3%B3wka-na%C5%82ogiem/1390024004633443





środa, 6 maja 2015

Rozdział XIX- „ Tworzy się nowa historia „


Następnego dnia rano gotowe do boju, wstałyśmy na śniadanie. O 11 poszłyśmy na krótki trening w siłowni. Mecz zaczął się o 14:00. Pierwszy skład był troszkę inny, ze względu na kontuzję Izy,: Gosia, Magda, Kasia, Wiktoria, Iwona, Milena i ja. Pod koniec pierwszego seta za Milenę weszła Oliwia. Przyjęła zagrywkę w punkt i od Wiktorii dostałam idealną piłkę, którą wbiłam jako” siatkarskiego gwoździa”. Set po walce musiałyśmy oddać, zakończyła się wynikiem 25:23. Drugi był nasz, niestety bez Oliwi, do 22. W trzecim grała już Oliwia, wygrałyśmy do 23. Ale czwarty przegrałyśmy do 21. W tie-breaku nie miałyśmy szans. Zastałyśmy rozniesione, set zakończył się wynikiem 15:12, a cały mecz 3-2 dla Budowlanych Łódź. Marzyłam żeby wrócić teraz do hotelu i zresetować się przed jutrzejszym meczem. Jednak dziennikarze poprosili mnie, jako kapitana, o wywiad. Nie mogłam odmówić.
                                   Wywiad Darii:
Dziennikarz: Dziękuje, że zgodziłaś się na wywiad. Dlaczego przegrałyście ten mecz?
Daria: Trudno powiedzieć. Tak naprawdę to dla nas coś nowego, grać w półfinale. Budowlanki pokazały, że są bardziej, od nas, wytrzymałe psychicznie.
Dziennikarz: Co musicie poprawić przed jutrzejszym meczem?
Daria: Przez kilka godzin, fizycznie, nie da się nic poprawić, ale psychicznie trzeba się skupić tylko na tym co przed nami.
Dziennikarz: Myślę, że każdy kibic chce się tego dowiedzieć. Dlaczego Oliwia gra teraz tylko na zmiany?
Daria: To, że Oli gra na zmiany, jest decyzją jej i trenera. Myślę, że w najbliższym czasie dowiemy się o co chodzi.
Dziennikarz: Jeszcze raz, dziękuję za poświęcony mi czas. Powodzenia jutro.
Po skończonym wywiadzie wróciłam do szatni. Przed 19 byłyśmy w hotelu. W pokoju byłam, jak zawsze z Wiktorią. Po kolacji zawołał mnie trener:
-Jutro na konferencji prasowej, po meczu, Oliwia postanowiła zawiesić karierę.
-Rozumiem, a co ja mam zrobić?
-Wspierać ją na duchu.
-Ma się rozumieć. Mogę już iść do pokoju, bo pragnę odpocząć?
-Pewnie.
Wróciłam do pokoju. Gdy otworzyłam drzwi. Wiktoria rozmawiała przez telefon. Jak się później okazało był to Daniel. Jadł kolacje razem z Tomkiem. Pozdrawiali nas serdecznie. Zasnęłam przed 22. Rano poszłyśmy na lekki relaks na basenie. Mecz zaczął się o 13. tym razem Oliwia weszła w pierwszym składzie. Pierwsza szóstka , a w zasadzie siódemka, wyglądała tak: rozegranie: Wiktoria, przyjęcie: Oliwia i Milena, środek: Gosia i Ola, libero: Kasia i ja na ataku. W pierwszym secie grałyśmy jak wczoraj i przegrałyśmy do 23. W drugim i trzecim grałyśmy jak z nut, wygrałyśmy do 20 i 18. Czwarty był ekstremalnie ciężki. Do drugiej przerwy technicznej goniłyśmy, a później szłyśmy łeb w łeb. Przy stanie 26:26 na zagrywkę weszła Oliwia. Trafiła w sam narożnik i brakowało nam 1 punkt do wygrania meczu. Drugim serwisem nie ryzykowała. Budowlanki spokojnie przyjęły i przygotowały akcje. Stałam w pierwszej linii na prawym skrzydle. Skoczyłam w ciemno i pojedyncza czapą zakończyłam mecz. Statuetkę MVP, zasłużenie, dostała Oliwia. Była w wniebowzięta, ale najtrudniejszy moment dopiero był przed nią. Przebrałyśmy się i poszłyśmy na konferencję prasową. Gdy dziennikarze zadali już wszystkie swoje pytania, trener zaczął:
-Jedna z naszych zawodniczek, Oliwia, chciała coś ogłosić.
-Tak- zaczęłam Oli.- Z powodu… białaczki jestem zmuszona, na jakiś czas, zawiesić karierę.
Po tych słowach w oczach Oliwi pojawiły się łzy, a na językach dziennikarzy tysiące nowych pytań. Zmuszona byłam zainterweniować:
-Przepraszam bardzo, ale celem tej konferencji jest omówienie meczu, a nie dręczenie naszej koleżanki. Za jakiś czas Oliwia na pewno zgodzi się odpowiedzieć na kilka pytań.
Zabraliśmy rzeczy i wróciliśmy do hotelu. Prze 17miałyśmy wyjechać więc poszłyśmy na 16 na obiad.  W menu były głównie owoce morza. Po pożywnym ale szybkim posiłku, wsiadłyśmy do autokaru i wróciliśmy do Bełchatowa. Przed klubem czekała na mnie Tomek;
-Daria- przytulił mnie.- Gratulacje kochanie. Co ty taka blada jesteś?
-Niedobrze mi jakoś. Chyba czymś się przytrułam. Wracajmy do domu. Proszę cię.
-Dobrze, a Wiktoria też jedzie z nami?.
-pewnie tak. A gdzie ona jest?
-Wiktoria!
-Tu jestem- wyszła cała blada z za autokaru.
-Dobrze się czujecie?- zapytał trener.- Wszystkie jesteście jakoś blade. Wracajcie do domów i odpocznijcie.
-Rozumiem.
Gdy weszłam do domu musiałam do toalety. Dolegliwości żołądkowe zepsuły romantyczny wieczór, jaki przygotował Tomek. Po chwili wyszłam  z łazienki.
-Zrobić ci coś do picia? Herbatę czy coś?- zapytał.
-Wolałabym jakbyś zaparzył mi miętę- odpowiedziałam i ponownie poszłam do toalety.
Całą noc „kursowałam” między salonem a łazienką. Przed północą posłałam Tomka spać, bo jutro mają trening i nie chciałam żeby był nieprzytomny. Trochę lepiej poczułam się ok. 6 rano. Weszłam pod ciepły prysznic aby zmyć z siebie ślady nocnego koszmaru. Gdy wyszłam zrobiłam sobie ciepłą herbatkę i usiadłam do stołu. W tym momencie ,po butelkę wody, do kuchni przyszedł Tomek.
-Kochanie jak się czujesz?
-Trochę lepiej, ale chyba idę się położyć- odpowiedziałam i próbowałam wstać.
Jednak zakręciło mi się w głowie i Tomek w ostatniej chwili złapał mnie. Kazał mi usiąść i zrobił mi kanapkę. Wypiłam parzoną miętę i zjadłam kanapkę. Po chwili Tomek wziął mnie na ręce i zaniósł do łóżka. Czułam się koszmarnie. Bezwładnie dałam się położyć do łóżka:
-Kochanie, za chwilkę wrócę do ciebie- powiedział
-Gdzie idziesz tak wcześnie?
-Niedaleko, odpoczywaj.
                                   Z perspektywy Tomka:
Czułam wyrzuty sumienia. Daria całą noc męczyła się a ja spałem. Postanowiłem, że zrekompensuję to jej jakoś. Najbliższa otwarta apteka była 10 minut piechotą. Poszedłem do niej i po skonsultowaniu z lekarzem Darii, kupiłem jej zalecone leki. Gdy wszedłem na klatkę schodową spotkałem Daniela:
-Stary co ty tak rano?
-Nawet nie pytaj. Daria cała noc spędziła w łazience, coś musiało jej zaszkodzić.
-Wice też coś zaszkodziło, ale jak napiła się mięty to lepiej się jej zrobiło. 
- Daria jest mocna fizycznie, ale grypę żołądkową albo zatrucie przechodzi koszmarnie. Ja lecę , co sama w mieszkaniu została, a spać poszła godzinę temu.
- Dobra, trzymaj się! Do później.
Pożegnałem się i wszedłem do mieszkania najciszej jak można,  żeby nie obudzić Darii. Zadzwoniłem do mamy Darii, prosząc ją o przepis na rósł, Pierwszy raz gotowałem według tego przepisu. Gdy skończyłem gotować rosół wybiła 9. Na 10 mieliśmy trening. Włożyłem do miseczki troszkę makaronu, zalałem rosołem i posypałem pietruszką. Postawiłem na tacy i już miałem zanieść to Darii, gdy do drzwi zapukała Wika:
-Cześć Tomuś. Jak się czuje Daria?
-Hej. Właśnie miałem jej rosół zanieść. Proszę wejdź.
Otworzyłem drzwi do sypialni i spokojnie obudziłem „mojego kotka”
-Misiu, zjedz troszkę rosołku. Od razu lepiej ci się zrobi.
-Dziękuję kochanie. Sam zrobiłeś?
-Tak, dlatego jak ci nie będzie smakował to powiedz.
-Pyszny.
- Masz gościa- powiedziałem, otworzyłem drzwi i wpuściłem Wikę.
                                   Z perspektywy Darii:
-Cześć kochana – przywitała się.
-Hej- odpowiedziała Daria, po czym wyszedłem.
                        Z perspektywy Darii:
-Jak ty się czujesz?
-Spoko, już dobrze. Jutro na trening pewnie przyjdę ale dzisiaj nie dam rady.
-Nawet bym cię nie puścił- wtrącił się Tomek.
-Wiem kochanie- odpowiedziałam kończąc jeść rosół.
-Ja lecę misiu, bo za 30 minut trening zaczynam. A ty nawet nie waż się ruszać z łóżka.
-Gdzież bym się ważyła. Uważaj na siebie.
Po chwili Tomek wyszedł a ja na spokojnie rozmawiałam z Wiką. PO 10 minutach Wiktoria poszła na trening. Postanowiłam, że zanim Tomek wróci z treningu ja lekko odeśpię noc. Obudziłam się przed 13. Tomuś zdążył już wrócić z treningu. „Wskoczyłam” w szlafrok i wyszłam z sypialni.
-Miałaś nie wstawać- odezwał się , gdy mnie zauważył.
Dochodząc do siebie, spędziliśmy miły wieczór.
 _____________________________________________________________________
Kolejny rozdział. Przepraszam że tak długo czekaliście ale mało czasu bo szkoła i przygotowania do bierzmowania. Mam nadzieję, że wam się podoba  :) Komentujcie :)
P.S. Zachęcam do kliknięcia Like na stronce https://www.facebook.com/pages/Polscy-siatkarze-najlepsi-na-%C5%9Bwiecie-3/436440773179649 Jest świetna :)

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Liebster Award


Zasady:
Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie  obserwatorów więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na  pytania otrzymane od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz wybrane osoby (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im  pytania. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.

Pytania do mnie od Siatkówka,miłość i przyjaźń:

1.Kiedy zorientowałeś/aś się,że siatkówka to twoje życie?
2.Czy byłeś/aś na meczu siatkarzy lub jakimś innym?  
3.Kogo cenisz i kto jest twoim siatkarskich autorytetem?
4.Czy jest jakiś inny sport oprócz siatkówki,który lubisz?
5.Kto jest twoim "ulubieńcem"?
6.Czy ćwiczysz może siatkówkę?
7.Jakie zdanie masz na temat WF? Czy lubisz brać w nich udział?
8.Jaki jest twoja ulubiona bitwa Kłos vs Wrona?
9.Ulubiony klub?
10.Przymiotniki,którymi opisałbyś/ła swojego siatkarskiego "ulubieńca"?
Odpowiedzi:
1. OK 2-3 lat temu zorientowałam się, że siatkówka to moje życie.
2. Tak byłam na meczu miejscowego I- ligowca, meczu kadry polskiej w rugby.
3. Moim siatkarskim autorytetem jest Mariusz Wlazły. Jest świetnym zawodnikiem ale jest również skromny.
4. Lubię kilka sportów. Zaraz po siatkówce jest to piłka ręczna, ale kosz, noga, tenis i skoki narciarskie również oglądam. 
5. Mam kilku siatkarskich "ulubieńców". Między innymi:  Wlazły,  Winiarski,  Kłos, Wrona, Conte, Igła, Uriarte, Kubiak ,Janek Fornal,
6.Gram w szkolnej drużynie siatkarek.
7. WF to najlepsza lekcja z całego planu. Osobiście ćwiczę na każdej lekcji, jeżeli zdrowie mi pozwala a że jestem, odpukać, niechorowita to ćwiczę zawsze. 
8. Moją ulubioną bitwą jest " Water War"
9. PGE Skra Bełchatów <3.
10. Skromny, przystojny, utalentowany, waleczny i wiele wiele innych.

Nominuję :
http://kissmelovevolleyball.blogspot.com/
mojasiatkarskaprzygoda.blogspot.com

Pytania dla nominowanych:
1. Czy byłaś/łeś na meczu polskich siatkarzy?
2.Kto jest twoim autorytetem?
3.Jaki klub szanujesz i za co?
4. Ulubiony siatkarz i  siatkarka?
5. Jaki damski klub lubisz najbardziej?
6. Co sądzisz o Karolu jako kapitanie reprezentacji?
7. Jak zareagowałaś/ łeś na wygranie przez naszych siatkarzy MŚ?
8. Jaka siatkarska para jest, według ciebie, najpiękniejsza
9. Jaki klub jest najbliżej twojego miejsca zamieszkania?
10. Jakimi słowami opisałabyś/ łbyś grę reprezentacji podczas MŚ?

sobota, 25 kwietnia 2015

Rozdział XVIII – „Ciężka praca”



            Rano wstaliśmy ok. Zjedliśmy porządne śniadanie i poszliśmy na poranny trening. Przed chłopakami trzeci mecz półfinałowy z Gdańskiem. W naszej hali Energia. Natomiast my miałyśmy przed sobą mecz półfinałowy z Budowlankami Łódź. Ma się on odbyć w sobotę w hali w Łodzi. My trening miałyśmy na hali a chłopcy na siłowni. O 12 wróciliśmy do domu. Chwilę odpoczęliśmy. Tomek postanowił, że zrobi obiad. Po lekkim posiłku, ponownie poszliśmy na trening. Tym razem my na siłowi, a chłopaki na hali. Już następnego dnia mieli mecz i Tomek wrócił później ode mnie więc musiałam zrobić kolacje. Następnego dnia chłopaki mieli poranny ,lekki, trening na siłowni. My natomiast na hali. Po południu chłopaki omawiali taktykę, a my ćwiczyłyśmy na siłowni. Mecz zaczął się o 18:00. Siedziałam w specjalnym miejscu, jak zawsze. Na początku sytuacja naszych chłopaków nie wyglądała za ciekawie. Przegrywali 21:15. Coraz bardziej było słychać kibiców gości. Widząc tą sytuację poderwałyśmy się do dopingu. Kibice naszej drużyny przejęli inicjatywę i zaczęli jeszcze głośniej skandować. Nasza drużyna poczuła wiatr w żaglach. Zaczęli odrabiać straty, przy zagrywkach Mariusza. Gonili, ale tego seta musieli spisać na straty. Zakończył się wynikiem 25:23. Drugi set to zupełnie inna bajka. „Całkowita dominacja bełchatowian” jakby to powiedzieli komentatorzy. Wygrali 25:18. Trzeci i czwarty również poszedł łupem naszych chłopaków, jednak gdańszczanie walczyli. Wygrali, odpowiednio, 25:22, 27:25, dzięki zagrywkom Mariusza. To właśnie on „zgarnął” statuetkę MVP. Cieszyliśmy jak dzieci, z awansu do finału, w którym już czekał na nich ku zaskoczeniu wszystkich, zespół z Jastrzębie. W czwartek miałyśmy dwa treningi. Tomek czekał na mnie w domu, bo mieli dzień wolny. Gdy po drugim treningu, ok. 18, wróciłam do domu, czułam się kompletnie wypompowana. Zero sił na cokolwiek. Z wielkim trudem otworzyłam drzwi do domu. W progu przywitał mnie Jaskier i mój ukochany Tomek:
-Wyglądasz jak z krzyża zdjęta. Daj rzeczy i idź usiąść. Zaraz do ciebie przyjdę.
-Dziękuję. Kochany jesteś- pocałowałam go i usiadłam na kanapie.
Dwie minuty później, gdy Tomek miał zasiąść przy mnie, ktoś zadzwonił do drzwi domu. Poderwałam się, ale mój kochany powiedział, że on otworzy.
-Dobry wieczór, Tomku. Przepraszam, że tak później, ale Daria zapomniałam odebrać wyników badań.
-Dobry wieczór- odpowiedział. – A coś z nimi nie tak?
-Wszystko w porządku, ale jutro naszego lekarza niema i dlatego przychodzę.
-Proszę, niech pan wejdzie.
-Witam ponownie trenerze- przywitałam się, zwlekając się z łóżka.
-Leż, leż. Należy ci się. Dałaś dziś z siebie wszystko. Każda z was jest waleczna, ale ty najbardziej i dlatego jesteś kapitanem.
-Dziękuję, trenerze.
-To ja już pójdę. Jutro widzimy się o 10 na treningu, a o 15 wyjeżdżamy.
-Dobrze, będę punktualnie.
Gdy trener wyszedł, Tomek oświadczył mi, że przychodzi do niego Daniel oglądać mecz naszych piłkarzy. Po kilku minutach Daniel, wszedł do naszego mieszkania. Usiadłam razem z chłopakami, ale po kilku minutach nudnego meczu, usnęłam.
            Z perspektywy Tomka
Przed 20 wpadł do mnie Daniel. Usiedliśmy na kanapie i oglądaliśmy mecz. Daria usiadła razem a nami. Ale po kilku minutach zasnęła mi na ramieniu. Gdy się zorientowałem wziąłem ją na ręce i zaniosłem do sypialni. Przykryłem ja kocem i wróciłem do Daniela.
-Wiktoria zasnęłam zanim jeszcze wyszedłem. Dla nich naprawdę to najważniejsze mecze w ich historii.
-Bo nasz kobiecy zespół jeszcze nigdy nie grał w półfinale OrlenLigi.
-Myślę, że wygrają z łodziankami.
-Oby-odpowiedziałem i obaj zagłębiliśmy się w meczu.
                                   Z perspektywy Darii.
Rano obudziłam się ok8. Wstałam i cichutko zrobiłam poranną toaletę, bo Tomek jeszcze spał. Miałam jeszcze dwie godziny do treningu. Zjadłam śniadanie i spakowałam torbę na wyjazd, aby później więcej czasu poświęcić Tomkowi. Przed 9, mój śpioch wstał. Zjadła śniadanie i postanowił, że odwiezie, mnie i Wikę, na trening. Na ostatnim treningu na naszej hali, przed pierwszym meczem półfinałowym, zmotywowałyśmy się. Ponownie dałyśmy z siebie wszystko. Do domu wróciłam ok. 11. Tomek również, wrócił wtedy do mieszkania. Spotkaliśmy się na klatce. On jechał winda a ja szłam po schodach:
-Tomek-zawołałam go.- Mamy 3 godziny dla siebie.
-To co obiad a potem…?
-Zobaczymy- uśmiechnęłam się.
Zanim zasiedliśmy do obiadu, do naszych drzwi zapukał Mariusz. Poszłam otworzyć:
-Cześć, Daria. Jest Tomek?- zapytał, uśmiechnięty jak zawsze.
-Cześć. Pewnie, że jest. Proszę wejdź.
-Siema- przywitał się Mariusz.
- Ma się- zaśmiał się Tomek.
-Masz może chwilkę czasu, bo mam twoje statystyki z ostatniego meczu. Przyszedłem w imieniu trenera.
-Tak ogólnie to miałem ten czas poświęcić Darii…
-Kocie, nie przeszkadzajcie sobie.
-To usiądź z nami- zaproponował Mariusz.
-Właśnie- powiedział Tomek i wszyscy razem zasiedliśmy w salonie.
Gdy zobaczyłam, skuteczność procentową Tomka, byłam lekko zdziwiona:
-Dużo piłek z przesuniętych grałeś, ale tylko w drugim i trzecim secie.
-Bo wtedy Aleksa zmienił Nikolasa.
-To już rozumiem.
Statystyki były genialne: 75% w zagrywce w tym trzy asy, 80% a ataku i 10 bloków. Mariusz był  u nas ok. godziny. Resztę czasu, czyli ok. 2 godzin, spędziliśmy sami. Przed 14:40 do drzwi zapukała Wiktoria:
-To co Daria, idziemy?- zapytała.
-Pewnie.
Wzięłam torbę, pogłaskałam Jaskra i mocno przytuliłam Tomka.
-Powodzenia- krzyknął z okna.
-Nie dziękuję- uśmiechnęłam się i posłałam mu całusa.
Przed klubem byli już wszyscy, łącznie z Oliwią. Po 15 wsiadłyśmy do autokaru i wyjechałyśmy do Łodzi, gdzie miałyśmy rozegrać dwa pierwsze mecze o finał. Na miejscu byłyśmy kilka chwil później. Pierwszy trening na hali odbył się tego samego dnia wieczorem. Obiekt jest podobny do naszego. Po treningu zjadłyśmy pożywną kolacje i poszłyśmy do pokoi. 
________________________________________________________________________________
Kochani kolejny rozdział  opowiadania.  Mam nadzieję że wam się podoba. Zapraszam do komentowania. Handballowa na zawsze. dziękuję za czynny udział w komentowaniu. To motywuje mnie do pisania :)

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Rozdział XVII- „Świąteczna gorączka”


                       
            Przed meczem zadzwoniłam do rodziców, że razem z Tomkiem przyjedziemy w sobotę popołudniu. O 14:00 zaczął się mecz, nie tylko nasz ale i chłopaków. Pierwsza szóstka była niezmienna: Goska, Izka, Kaśka, Wika, Iwona, Milena i ja. Pierwszy set poszedł łupem gospodyń. Przegrałyśmy do 23. Druga partia była pokazem naszych zagrywek. Cztery asy serwisowe Izki, pod rząd i prowadziliśmy 10:8. Do tego kilka przechodzących, dobrych wybloków, kontr i świetna dyspozycja Libero. Wygrałyśmy 25:20. Przed trzecim setem, zapobiegawczo, obłożyłam kostkę lodem. Trzecia partia była kontynuacją poprzedniej. Tylko doszły do tego moje ataki i dwa asy.  Zakończyłyśmy partię 25:18. W czwartym secie przy stanie 24:23 , dla nas, weszłam na zagrywkę. Dzielił nas jeden, jedyny punkt od wejścia do ½ finału OrlenLigi. Postanowiłam zaryzykować. Wyrzuciłam piłkę wysoko nad siebie i uderzyłam ile sił w rękach. Wpadła z hukiem w boisko. Strasznie się cieszyłyśmy. Iwona dostała statuetkę MVP. Gdy weszłam do szatni chwyciła telefon i sprawdziłam wynik meczu. Moje kochane skrzaty wygrały 3:0 a MVP zdobył…Daniel. Zaraz po meczu wsiadłyśmy w autokar i na święta do domu. Chłopaki również po meczu wrócili od razu do domu. Tylko oni samolotem. Ja w domu byłam ok. 22  a Tomek pół godziny później. Piękny wieczór spędziliśmy w przednich nastrojach, z powodu 1 kwietnia.  W czwartek i piątek mieliśmy jeszcze treningi. Natomiast w sobotę ok. 10 wyjechaliśmy  z domu, wraz z Jaskrem, do mojego rodzinnego domu. Wczesnym popołudniem zapukałam do drzwi domu.
-Cześć- przywitał i przytulił mnie Michał.
-Jak ja cię dawno nie widziałam – utknęłam w jego ramionach.
-Cześć, Michał jestem.
-Cześć, Tomek.
-Wchodźcie dalej.
-Mamo, tato! Jak ja się za wami stęskniłam.
-My za tobą też- odpowiedziała mama.
-Cóż to za przystojniak- zaśmiała się Ewa.- Daria nareszcie jesteś.
Po chwili poszliśmy do pokoi. Ok. 18 siedliśmy do kolacji. Mama jak zwykle ugotowała to co najsmaczniejsze. Po kolacji postanowiłam zabrać Tomka na spacer po okolicy:
-Twoi rodzice są bardzo mili- zaczął Tomek.
-Twoi też- odpowiedziałam.
-Śliczna okolica. I ludzie sympatyczni.
Spacerowaliśmy do 21. W tym czasie spotkaliśmy mnóstwo znajomych mi osób. Poszliśmy spać przed 23, aby móc wstać rano na rekolekcje. Podczas śniadania wielkanocnego Tomek bliżej poznał moja bliską rodzinę. Po południu przyjechała dalsza rodzina. W miłym towarzystwie świętowaliśmy do 1 w nocy. W lany poniedziałek Michał i Ewka wstali wcześniej i zrobili mi mokrą pobudkę:
Śmigus dyngus! – krzyknęli.
-Wiecie co? Tak własną siostrę z samego rana?
-A dziewczynę można?- z za pleców wyskoczył Tomek.
-Nie podlewajcie mnie i tak już nie urosnę- zaśmiałam się.
Przewidziałam to co się stało, wczoraj wieczorem przygotowałam sobie dwie butelki wody i schowałam pod łóżkiem. Moja zemsta była słodka. W tym samym momencie z dołu usłyszeliśmy głos mamy:
-Chodźcie n śniadanie. Tylko szybko.
Cali mokrzy zeszliśmy na dół. Gdy mama nas zobaczyła zaczęła się śmiać:
-Jak co roku. Tylko zmokłych kurczaków o jednego więcej. Po pożywnym śniadaniu wysuszyliśmy się i poszliśmy do kościoła. Po powrocie Tomek rozmawiał z moim rodzeństwem a ja szybko wskoczyłam w wygodne ciuchy i sportowe buty. Zeszłam na dół:
-To ja będę za niedługo- oświadczyłam.
-Kochanie, gdzie idziesz?- zapytał Tomek.
-Pobiegać.
-Zaczekaj 15 minut- zerwał się z kanapy.- Idę z tobą.
-Dobra. Streszczaj się.
Usiadłam na schodach i czekałam na Tomka. Wyszedł po chwili.
-To co idziemy?- zapytałam.
-Pewnie- odpowiedział i oboje wyszliśmy.
Przebiegliśmy dwie rundki w miłej atmosferze:
-Jak twoja noga?- zapytał gdy na mojej twarzy pojawił się lekki grymas.
-W porządku. Troszkę boli ale przejdzie. Muszę ją rozruszać.
W ty momencie zadzwoniła Oliwia:
-Co tam, Oli?
-Jutro widzimy się na treningu. Dostałam plan leczenia. Ostra walkę. Zaczynam dopiero za dwa tygodnie. Do tego czasu będę grac z wami.
-W pierwszym składzie?
-Na zmiany, ale zawsze wam pomogę.
-Świetna wiadomość.
-Co ty taka zdyszana? Przeszkodziłam wam w czymś?- zapytała.
-No co ty? Biegamy z Tomkiem- odpowiedziałam ze śmiechem.- Tomek, przywitaj się.
-Cześć Oliwia.
-Dobra. Kończę nie przeszkadzam wam. Do jutra.
-Pa- rozłączyłam się.
-Co ty taka radosna?- zapytał Tomek.
-Oliwia przez dwa tygodnie będzie jeszcze z nami grać.
-Cudownie.
-Kocie, biegniemy do domu, ba zaraz obiad.
Po skończonym posiłku spakowaliśmy torby i wyjechaliśmy do Bełchatowa. Na miejscu byliśmy przed 22. Poszliśmy spać, aby odpocząć przed jutrzejszymi treningami.
____________________________________________________________
Kolejny już rozdział :) Czekam na wasze recenzje w komentarzach :)

środa, 15 kwietnia 2015

Rozdział XVI- „ Co dalej ?”



W niedzielny poranek wstałam przed 9:00. Gdy robiłam śniadanie zadzwonił mój trener:
-Tak?
-Możesz przyjść wcześniej, bo mamy problem?
-Dobrze. Może być 13:00?
-Pasuje. To widzimy się za 4 godziny.
Odłożyłam telefon i wróciłam do ronienia śniadania. Nasze ulubione danie przed meczami.
-Kocie, już wstałaś?
-Jak widzisz. Siadaj do stołu.
-Czemu mnie nie obudziłaś?
-Wyglądałeś tak słodko. Ja dzisiaj muszę wyjść po 12:30.
-Odwiozę cię.
Po śniadaniu Tomek posprzątał, a ja poszłam zrelaksować się przed pierwszym meczem ćwierćfinałowym. Włączyłam muzykę i odstresowywałam się.
-Daria. Zrobić ci sałatkę owocową?
-Nie mamy wszystkich owoców.
-Mamy jeszcze dwie godziny. Skoczę do sklepu i kupie.
-Dobrze. Ja zdążę jeszcze wyprasować koszulkę.
Po chwili Tomek wyszedł. Zaczęłam doprowadzać swoje włosy do należytego porządku. Wyprasowałam moją koszulkę i spodenki. Po 10 minutach Tomek był już w domu.
-Wróciłem. Kochanie chcesz z truskawkami czy z malinami?
-Jak ci wygodnie- odpowiedziałam kończąc pakowanie.
Pół godziny później Tomek zawołał mnie do salonu. Zjadłam kilka owoców i zadzwoniłam do Wiktorii.
-Cześć, Kochan.
-Hej.
-Dzisiaj musze być wcześniej w klubie więc poproś Daniela o towarzystwo.
-Z Tomkiem ma iść.
-On mnie odwozi. Nie wiesz może, po co trener kazał mi wcześniej przyjść?
-Nie mam pojęcia.
Gdy wybiła 12:30 wzięłam torbę oraz słuchawki i wyszłam z domu, razem z Tomkiem. O 13:00 weszłam do pokoju trenerów.
-Dzień dobry- przywitałam się i ujrzałam zapłakaną Oliwię. – Oli, co się stało?
-Właśnie z tego powodu poprosiłem cię, abyś przyszła wcześniej- powiedział trener podając mi wyniki badań.
-Nie rozumiem.
-Mam białaczkę- powiedziała Oliwia przez łzy.
-O, Boże- zrobiło mi słabo.
-Daria. Tobie mówimy to pierwszej. Resztę dziewczyn powiadomimy po meczu.
-A ja mam powiedzieć, że gramy bez Oliwi?
-Wymyśl coś. Musicie to wygrać- powiedziała Oliwia.
-Ty też musisz wygrać. Nie zapomnij. Muszę się ogarnąć. Pójdę już. Trzymaj się Oli – przytuliłam ja i wyszłam.
Usiadłam na podłodze próbując poukładać w głowie to co mam powiedzieć dziewczynom. Gdy wybiła 13:30 dziewczyny weszły do szatni:
-Daria, już jesteś?- zapytała Iwona.
-Jak widać- wymusiłam uśmiech na twarzy.
-Gdzie Oliwia?- zapytała Wiktoria.
-Dziewczyny, posłuchajcie mnie- zaczęłam.- Oli dzisiaj z nami nie zagra. Musimy wygrać.
-Czemu?- przerwały mi dziewczyny.
-Wiecie, że siatkówka jest dla niej najważniejsza. Z tego co wiem podkręciła sobie wczoraj kostkę i nie może grać. Obiecała, że przyjdzie po meczu.
-Np. tak. Pani kapitan, trener przekazywał jakieś uwagi?
-Jeżeli na to wiecie, że przekaże osobiście.
W tym momencie Do szatni wszedł trener. Przekazał nam taktykę i wszelkie uwagi oraz podał pierwszą szóstkę, a właściwie siódemkę.
-W pierwszym składzie wychodzą: Gosia, Iza, Kasia, Wiktoria, Iwona, Milena i , oczywiście, Daria. Idźcie na rozgrzewkę- ogłosił i wyszedł.
-Daria, co ty taka smutna?- zapytała Milena.
-Nie smutna tylko zamyślona. Rozmyślam nad meczem. Jak zawsze.
Podczas rozgrzewki za bandami ujrzałam Oliwie. Uśmiechnęłam się do niej i pokazałam jej, że powiedziałam , że boli ją kostka. Kiwnęła głową i również uśmiechnęła się O 15:00 zaczął się mecz. Impel to silna drużyna, dlatego nie było łatwo. Po jednym z moich, skutecznym, ataku, na moją nogę spadła dziewczyna z drużyny przeciwnej. Poczułam ból. Mój fizjoterapeuta przyszedł i przyłożył mi woreczek z lodem do kostki. Zeszłam, kulejąc, z boiska przy wyniku 16:17 dla nas. Zamiast mnie weszła Paulina. Fizjoterapeuta wraz z drugim trenerem obłożyli lodem moją kostkę. Niestety nasza gra załamała się. Przy wyniku 23:20 postanowiłam, na własne ryzyko, wejść na pole bitwy. Dostałam piłkę od razu. Ból nie pozwolił mi wyskoczyć i zmuszona byłam kiwać. Jakimś cudem udało mi się trafić w boisko. Weszłam na zagrywkę i …,o ironio, trafiłam w siatkę. Zamiast poprawić sytuację zepsułam ją. Pierwszy set przegrałyśmy do 21. Osobiście poprosiłam trenera o zastrzyk przeciwbólowy. Po kilku sekundach protestów, uległ. Gdy usiadłam, aby dostać zastrzyk, na trybunach dostrzegłam , bladą z przerażenia, twarz Tomka. W tym samym momencie igła wbiła się w mój mięsień. Gdy wzrok, mój i Tomka, zbiegły się pokazałam mu, że wszystko dobrze. W tym samym momencie zabrzmiał gwizdek na drugi set. Weszłam na boisko. Czułam jeszcze lekki dyskomfort, ale zacisnęłam zęby i grałam. Po pierwszej akcji krzyknęłam do dziewczyn parę słów:
-Dziewczyny! Gramy, gramy!
Kolejną akcje zakończył pojedynczy blok Wiki. W tym, wygranym dla nas do 20, secie zabłysłam Kasia. Cudowne obrony i kilka pięknych wystaw, dzięki którym mogłam zaatakować i to skutecznie. W setach było 1-1, ale na twarzach kibiców pojawił się ogromny uśmiech. W trzecim secie, do genialnie grającej Kaśki, dołączyła Milena. Odciążyła mnie w ataku. Pod koniec seta nasze prowadzenie wynosiło 5  punktów. Przy stanie 24:19 na zagrywkę weszła Iza. Po jej serwisie piłka przechodziła na naszą stronę i dobiłam ją. Wygrałyśmy łatwo. Za łatwo, jak na taką drużynę. W czwartym secie Impel pokazał swoją moc. Oddałyśmy im seta do 18. Przed piątą, decydującą, partią mocno zmotywowałyśmy się. Zanim pierwsza piłka, ostatniego seta, znalazła się po naszej stronie, wzięłam głęboki oddech i pomyślałam sobie: „Zrób to dla Oliwii”. Tie-break szedł opornie, ale Milena go zakończyła po asie serwisowym. Set zakończył się 16:14. Statuetkę MVP, w pełni zasłużenie, zdobyła Kasia. Gdyby nie jej obrony, poległybyśmy. Jednak najtrudniejszy moment był jeszcze przed nami. Gdy weszłam do szatni oznajmiłam:
-Dziewczyny. To był świetny mecz. A teraz ktoś ma wam coś do powiedzenia- otworzyłam drzwi, za którymi stała Oliwia.
-Byłyście jak nakręcone. Gratulacje Kasik.
-Jak twoje kostka?- zapytała Wika.
-Musze wam coś powiedzieć-mina Oliwi zbladła.-Dziewczyny, nie zagram z wami, w najbliższym czasie. Mam…białaczkę.
Po chwili to co powiedziała Oli, dotarło do nas. Cała drużyna, z przerażeniem ,patrzyła na, biedną, Oliwie. Nie mogłam powstrzymać łez. Wyszłam, aby ochłonąć, na hol. W tym miejscu przeważnie nikogo niema. Więc czułam się swobodnie. Tomek musiał widzieć całą tą sytuacje, bo chwile po mnie przyszedł, właśnie na to miejsce. Usiadł przy mnie i czule przytulił:
-Daria, spokojnie. Wiktoria powiedziała mi o Oliwi.
-Wiem o tym od 13:00. Przez cały czas ukrywałam przed dziewczynami, mówiąc że wszystko OK- mówiłam przez łzy-Tomek, co teraz będzie?
-Szczerze? Nie wiem, kochanie. Dasz radę. A jak twoja noga?
-Leki jeszcze działają więc nie boli, ale jutro zamiast iść z tobą na trening, idę na badania.
-Idź się przebrać i wracamy do domu.
-Tylko jeszcze zajrzę do trenera.
-Czekam na ciebie przed budynkiem.
-Nie wychodź bo zmarzniesz.
-Dobrze. Będę czekał przed wyjściem.
Otrząsnęłam się i ponownie weszłam do szatni:
-Daria, wszystko OK.?- spytała Milena.
-Tak. Trener już był?- zapytałam, a właśnie w tej chwili trener wszedł do szatni.
-Dziewczyny, byłyście świetne. Jutro widzimy się o 14:00, a o 16:00 wyjeżdżamy do Wrocławia, na drugi mecz ćwierćfinałowy. Wracajcie do domu i odpocznijcie porządnie.
Przebrałam się i wyszłam. Na pożegnanie dodałam jeszcze:
-Trzymajcie się. Do jutra.
Gdy miałam wychodzić z budynku usłyszałam głos mojego fizjoterapeuty:
-Daria! Chodź teraz przebadamy tą nogę. Jutro będziemy mieli mało czasu .
-Dobrze.
Kierując się za panem Peetą zaszłam do gabinetu fizjoterapeuty. Napisałam SMS’a do Tomka, który kilka minut później zapukał do drzwi gabinetu. Po upływie ok. 30 minut dowiedziałam się, że nie jest to poważna kontuzja, lecz dyskomfort będzie odczuwalny przez kilka dni. Obiecał, że zadba o to, aby nie przeszkadzało mi to w treningach i meczu . Przed 21 wraz z Tomkiem weszłam do mieszkania. Dałam jeść kotu, wypiłam kubek ciepłego kakao i poszłam nastawić pranie. Przed 23 poszła spać. Tomek jeszcze, telefonicznie, poinformował moich rodziców, że wszystko ze mną  w porządku. Następnego dnia rano z lekkim bólem wstałam z łóżka i poszłam przygotować się do treningu. Trening chłopaków odbywał się 3 godziny wcześniej, ponieważ po nim pojechali do Gdańska. Kota pozostawiliśmy pod opieką Igi. Przed 19 byłyśmy we Wrocławiu.
__________________________________________
Kolejny rozdział :) Myślę, że jest dość interesujący. Zapraszam do komentowania. :)