czwartek, 10 grudnia 2015

Rozdział XXXVI- „Oczekiwanie i ta niepewność”



 Na ten rozdział nie musieliście czekać tak długo. Dzisiaj troszkę emocji i niepewności. Oraz mała niespodzianka. w wyglądzie i urozmaiceniu opowiadania. Życzę miłego czytania. :)
_____________________________________________________________________________________




 
            Z perspektywy Darii:


Gdy tylko przez okno ujrzałam, jak postać bezwładnie przelatuje nad samochodem przeraziłam się. Szoku doznałam, kiedy w tej osobie dostrzegłam moją siostrę. Wybiegłam z domu tak jak stałam. Nieważne było, że jest zimno. Tomek wybiegł za mną. Gdy tylko dopchałam się do miejsca wypadku, zobaczyłam jak jakiś chłopak reanimował moja małą siostrę. Mama stała z przerażeniem zajmującym całą twarz  a tata wzywał karetkę. Tomek postanowił zmienić chłopaka i teraz to od niego zależało życie mojej siostry. Trzymałam ja za rękę, głaskałam jej włosy i szeptałam:
-Nie zostawiaj mnie! Ewa, proszę zostań z nami. Kocham cię! Wszystko się ułoży tylko walcz!
W jednej chwili wszystkie szczęśliwe chwile, spędzone w jej towarzystwie, przemknęły mi przez myśl. W tym momencie przyjechała karetka i przejęła Ewkę.
            Z Perspektywy Tomka.
Gdy przyjechało pogotowie to oni zaczęli reanimować Ewę. Ja z jeszcze większym przerażeniem przytuliłem Darię. Gdy lekarz wypowiedział „ Wróciła” odetchnąłem ale to był dopiero początek. Zauważyłem, że wybiegliśmy w samych piżamach a był listopad. Zabrałem moja narzeczoną do domu, gdzie się przebraliśmy i natychmiast pojechaliśmy do szpitala. Daria do niczego nie miała głowy. Przed szpitalem chwyciłem więc za telefon i wykręciłem numer do jej trenera.
-Dzień dobry.
-Witaj.
-Przepraszam, że tak wcześnie ale chciałem Pana poinformować, że Darii dzisiaj na treningu nie będzie.
-Coś się stało? Chora jest czy za mocno świętowaliście zaręczyny?- zaśmiał się.
-Darii siostra chciała zrobić jej niespodziankę i przyjechała razem z  rodzicami do Bełchatowa. I Ewę tuż przed naszym blokiem potracił samochód.
-Co z nią?- zapytał wyraźnie przejęty.
-Nie za dobrze. Już na ulicy była potrzebna resuscytacja. Wyglądało to tragicznie. Uderzył w nią z ogromna prędkością. Więcej nic nie wiem. Dopiero dojechaliśmy do szpitala.
-Dobrze. Jak coś będziesz wiedział to zadzwoń. Będę zmuszony powiedzieć dziewczynom z drużyny. Jakby chciały się coś dowiedzieć to będę do ciebie dzwonił. Dobrze?
-Tak, to oczywiste. W końcu wszystkie są  jedna wielką rodziną.
-Leć już za Darią. Dowidzenia.
-Dowidzenia.
Biegiem dotarłem do recepcji. Rodzice Darii akurat odeszli od rejestracji.
-Jest na sali operacyjnej. Ale więcej możemy dowiedzieć się u ordynatora bo jest akurat wolny. Przyjmował Ewę ale natychmiast po wstępnym badaniu przewieźli ją na blok i wezwali chirurgów.
-No to idziemy-powiedziała , wciąż w szoku , Daria.
U ordynatora dowiedzieliśmy się, że doznała wielonarządowego urazu, pojawił się również krwiak, którego muszą usunąć operacyjnie, podejrzewają też uraz kręgosłupa i ma złamaną nogę i rękę. Brzmiało to okropnie ale to co powiedział później zabrzmiało jak wyrok.
-Muszą się państwo przygotować na najgorsze.
Daria w tej chwili wybuchła płaczem i wybiegła z gabinetu. Już wstałem by biec za nią, kiedy zatrzymał mnie lekarz:
-Proszę jej to dać- podał mi tabletkę.- To na uspokojenie.
Pobiegłem jej szukać. Znalazłem ją przed szpitalem. Siedziała skulona pod ścianą i płakała. Podszedłem  do niej, podałem jej lek i przytuliłem.






 Gdy lek zaczął działać, podniosła głowę i zaczęła mówić:
-Jak ja ją kocham. A co jeśli…jeśli ona umrze.
-Nie gadaj bzdur! Wszystko się ułoży.
-Ale słyszałeś co mówił lekarz. Jak jej się coś stanie…..
-Cichutko, kochanie. Mówię ci, że wszystko się ułoży. Zobaczysz.
-Obyś miał racje.
-Wracajmy bo mama tam z tatą pewnie wychodzą z siebie. Powinniśmy być teraz razem.
-Tak, idziemy.
Daria wstała otarła policzki mokre od łez i weszliśmy do szpitala. Pod salą operacyjną czekaliśmy na wiadomość. Nieważne jaką. Najgorsza była ta niepewność. W pewnej chwili zadzwonił mój telefon to trener Darii.
-Słucham.
-I jak wiecie już coś? Jak ona się czuje?
-Nie jest dobrze. Lekarze kazali nam się nastawić na najgorsze.
-O Boże. Jak Daria to znosi?
-Zanim lekarz dał jej leki uspokajające to wybiegła ze szpitala i płakała. Teraz już jest lepiej ale nadal roni łzy. Czekamy na wynik operacji. Najgorsza jest ta niepewność- poczułem jak mi robi się mokro pod powiekami. 
-Daj znać jak wynik operacji. Napisz czy wszystko ok.
-Dobrze.
Rozłączyłem się i czekaliśmy dalej. Przed salą spędziliśmy ok. 6 godzin. Chodziliśmy, siedzieliśmy, chodziliśmy i tak na zmianę. Myślami byliśmy przy tych chwilach sprzed naszego bloku. Gdy wyszedł lekarz wszyscy w jednej chwili staliśmy na równe nogi.
-I co z nią?- wręcz wykrzyczała Daria.
-Żyje, ale jej stan nadal jest ciężki. Musi walczyć. Pokazała, że jest silna ale to jeszcze nie koniec.
-Co teraz z nią będzie?- zapytałem.
-Najbliższe dni będą decydujące.
-Możemy ją zobaczyć?- zapytała mama Darii.
-Ale tylko na chwilę i tylko jedna osoba. Proszę przed sala możecie być wszyscy.
Gdy w milczeniu szliśmy pod salę z wielkim, czerwonym napisem OIOM, mama odezwała się.
-Daria, wejdź do niej.
-A ty albo tata nie chcecie?
-Nie będę mógł patrzeć jak ona cierpi- powiedział tata Darii.
-Dobrze- powiedział Daria, biorąc głęboki oddech.
Przed salą, zanim weszła, przytuliła się mocno do mnie i weszła.



                        Z perspektywy Darii:

Weszłam do sali i od razu chciałam płakać. Zobaczyłam moją, kochaną siostrę. Poprzypinaną do różnorakich kabelków i aparatów. Było cicho. Słuchać było tylko dźwięk aparatury. Usiadłam na stołku obok jej łóżka i złapałam ją za rękę.
-Ewuś, jestem tu- szepnęłam.-Wiem, że mnie słyszysz. Musisz walczyć, słyszysz? Walczyć. Rodzice też tu są, ale przed salą. I Tomek też. Wszyscy trzymamy za ciebie kciuki. Czekamy aż się obudzisz.
W tym momencie maszyny zaczęły piszczeć, spojrzałam na monitor i dostrzegłam to……




Lekarz wyprosił mnie z sali i rozpoczął walkę o życie mojej siostry. Stałam oparta rękami o szybę drzwi i płakałam.
-Ewa!!!! Ewuś!!!! Siostrzyczko!!!!
Krzyczałam w niebo głosy. Pielęgniarka wyprosiła nas na poczekalnię, z której nie było widoku na salę OIOM. Po kilkunastu minutach wyszedł lekarz. Stanęliśmy przy nim i czekaliśmy na wiadomość……


________________________________________________________________________
 

niedziela, 6 grudnia 2015

Rozdział XXXV- „Magiczne słowo”




            Tomek podszedł od mnie i wyciągnął zza pleców bukiet, ślicznych, czerwonych róż. Klęknął przede mną otworzył małe czerwone pudełeczko i powiedział:
-Dario. Wyjdziesz za mnie?
Przymknęłam oczy i uroniłam kilka łez, wszyscy kibice wstrzymali oddech a koleżanki z drużyny i cały sztab skandowali : „Powiedz tak” . Wzięłam głęboki oddech i w pełnym wzruszeniu wypowiedziałam to jedno, niepowtarzalne słowo:
-Tak!!!
Tomek wstał i przytulił mnie a ja stałam i płakałam ze szczęścia. Kibice bili brawa a dziewczyny zaczęły śpiewać: „100 lat!” Po kilku chwilach opuściłam parkiet i poszłam do szatni. Tam nie mogłam się tak szybko przebrać. Zasypano mnie gratulacjami. Po godzinie wyszłam ale to nie był koniec tego wspaniałego dnia. Mój narzeczony, o Boże chyba jeszcze w to nie wierze, zabrał mnie do domu. Tam w łazience czekała gorąca kąpiel dla dwojga. Świece, róże, szampan, piana, romantyczna muzyka. Jak on dobrze mnie zna. Po długiej kąpieli Tomuś poprosił mnie żebym się wyszykowała bo zabiera mnie na kolacje. Poszłam do sypialni.
TOMEK:
Matko jak ja się stresowałem. Tydzień przygotowywałem to wszystko. Kupiłem najpiękniejszy pierścionek, ułożyłem sobie wszystko w głowie, przedstawiłem plan klubowiczom, kibicom, spikerowi, trenerowi i drużynie Darii. Co w tajemnicy przed nią było bardzo trudne. Jeszcze musiałem zorganizować transport dziewczyn z Ostrowa, hotel dla nich i ogarnąć sprzedaż biletów. W dniu meczu zamówiłem kwiaty i siedziałem jak na szpilkach. Gdy nadeszła ta ważna chwila, serce o mało mi z piersi nie wyskoczyło. Bałem się, że cos pójdzie nie tak albo, że Daria odmówi. Ale poszło tak jak trzeba. Reszta wieczoru była zaplanowana co to joty. Kąpiel, kolacja, romantyczny spacer i miłość jak okiem sięgnąć.
Gdy po 30 minutach Daria wyszła z sypialni byłem oczarowany. Jej piękne długie włosy, spływają na odkryte ramiona, sukienka sięga tuz przed kolanko, leciutki makijaż, nieduży obcasik i moja księżniczka  z bajki była gotowa. Wyszliśmy z domu i spędziliśmy cudowny wieczór. Następnego dnia rano obudził nas pisk opon, krzyk znajomego głosu i przeraźliwy trzask. Gdy wyjrzeliśmy przez okno zamurowało nas i w piżamach wybiegliśmy z bloku. To co ujrzeliśmy spowodowało, że doznałem szoku……………








 _______________________________________________________________________|
Bardzo mi przykro, ze tak długo nie pisałam ale jestem w trzeciej gimnazjum i w tym roku testy. Do tego brak weny i jestem w 99.99% że tu nikogo niema ale jak jednak stał się cud i ktoś tu jeszcze zagląda dajcie znak. 

poniedziałek, 2 listopada 2015

Rozdział XXXIV- „Szybki wyskok w świat dorosłych”



Tydzień później:
-Kochanie- krzyknął Tomek.-Wskakuj w jakieś ładne ciuszki albowiem zapraszam cię na kolacje.
-Daj mi pół godziny.
Święcie przekonana, że idziemy do kina wskoczyłam w leginnsy, tunikę, trampki i zrobiłam lekki makijaż. Gdy Tomek zatrzymał się przed restauracją zrobiło mi się głupio. Ale wyglądałam przyzwoicie. Weszliśmy do pięknej Sali wypełnionej różami, na stole paliły się świece a w tle słychać było nastrojową muzykę. Tomek siadł naprzeciwko mnie i zaczął mówić:
-Kochanie! Zabrałem cię na kolacje, ponieważ znamy się od 3 lat i postanowiłem to uczcić.
Przez przygotowania do sezonu zupełnie o tym zapomniałam. Przepraszam- powiedziałam skruszona.- Wybaczysz mi?
-Nie potrafię się na ciebie gniewać. I musze ci jeszcze o czymś powiedzieć.
-Zamieniam się w słuch.
-Dostałem pracę w klubie jako menager.
-Teraz to ja ustalam w jakich strojach będziecie grały i resztę takich innych spraw.
-To wspaniale. A martwiłeś się, że koniec z siatkówką. Popracujesz trochę dla „nas” a potem może dasz radę wrócić do gry.
-Mam nadzieje kochanie.
-Tak więc. Panie menagerze, o której jutro zbiórka przed meczem?
-O 16 kochana. A teraz wcinaj i idziemy do kina.
-Raczej na siłownię. Musze trochę kalorii spalić.
-Wiesz mi też by się przydał trening. To co zajęcia zumba fitness u Olki czy jumping fitness u Renaty?
-Jumping godzinkę i zwykły godzinkę. Oczywiście z przerwą na jabłuszko i lekki odpoczynek.
-No dobrze tylko będzie trzeba skoczyć do domu po stroje. To co, idziemy po dresy i na zajęcie?
-O ile będą wolne miejsce.
-Kocie. Jest środek tygodnia, godzina 14:30. Ludzie o tej porze wracają do domu na obiadek.
-To co idziemy.
-Idziemy.
Po godzinie weszliśmy na salę pełną trampolin. Tętniącą żywiołową muzyką a pośrodku niej stała Ola.
-Daria, Tomek- krzyknęła.- Przyszliście na trening?
-No pewnie. Trochę ruchu na dzień przerwy.
-To wskakujcie w coś wygodnego i ruszamy.
            Po godzinie skakania na trampolinach poszliśmy jeszcze na fitness. Wymęczeni wróciliśmy do domu.
            Następnego dnia przed meczem, Tomek zdrobnił się jakiś dziwnie tajemniczy. Ale myślałam, że jest zestresowany pierwszym meczem, który organizował. Później przyszła odpowiedź napytanie. Mecz był dość wyczerpujący ale wygrałyśmy w trzech setach. Dziewczyny z Ostrowca walczyły dzielnie ale kontrolowałyśmy wynik meczu. Kilka asów i bloków z ich strony. Kilkanaście z naszej i wynik był ustalony. Statuetkę MVP zgarnęła Zuza. Już miałyśmy wracać do domów, kiedy Jurek, skiper, poprosił wszystkich o pozostanie. W tym momencie na hale wszedł Tomek. Wszyscy podejrzewali co się teraz stanie ale ja nie. To był szok. Tomek podszedł do mnie……..

**********************************************************
Przepraszam, że tak mało i tak późno ale jestem w klasie, która pisze w tym roku testy po gimnazjum i mam dużo nauki. Jak myślicie co się wydarzy ?

niedziela, 27 września 2015

Rozdział-XXXIII- „ciężkie chwile Tomka”



Dostałam wypis  tego samego dnia co Tomek. Razem wyszliśmy do domu. W naszym mieszkaniu panowała ciemna atmosfera. Tomek snuł się po domu niczym duch a ja widząc jego rozpacz płakałam po kątach. Przy obiedzie postanowiłam to przerwać:
-Kochanie. Nie mogę patrzeć jak się zadręczasz. Wiem, że ci trudno ale masz wsparcie we mnie, rodzicach, kolegach i kibicach. Wszystko się ułoży musisz tylko wierzyć- mówiłam jak do ściany.- Tomek do cholery jasnej popatrz na mnie! Nie pozwolę ci się załamać ci tego chcesz czy nie!
-Daria. Dziękuję. Za to że jesteś. I przepraszam za wszystko. Kiedy wracasz n trening?
-Za tydzień. A teraz kończ i idziemy na spacer.
-Nie. Nigdzie nie idę. A co jeśli spotkamy jakiś kibiców? Jeżeli będą na mnie patrzyli jak na kalekę?
-Co ty bredzisz? Jesteś dla nich bohaterem i takim będziesz zawsze. Nie przestałeś trenować bo ci się nie chce. To był wypadek. A ty musisz się pozbierać i wracać do pasji i tych, którzy cię kochają. Oni są z tobą od zawsze. Muszę ci coś pokazać. Wczoraj przyszedł do mnie na pocztę. To dla ciebie.
Pokazałam mu filmik stworzony ze zdjęć kibiców życzących Tomkowi powrotu do zdrowia. Setni kartek z napisami: „Trzymamy kciuki”, „Czekamy na kolejne emocje”, „Do zobaczenia na parkiecie” i jedno zdjęcie od chłopaków z reprezentacji: „Do zobaczenia na zgrupowaniu”  i dwa od klubu : „Wracaj do nas” oraz „Czekamy na ciebie”. Widziałam jak w oczach Tomka wraz ze łzami wzruszenia pojawia się iskra wiary, że się uda.
-Dobrze. Przejdźmy się- powiedział z lekkim uśmiechem, tak dawno nie goszczącym na jego twarzy.
Kilka minut później szliśmy jedną z alejek w parku. Spotkała nas mała grupka osób.
-Dzień dobry- przywitali się z uśmiechem.
-Dzień dobry odpowiedzieliśmy równocześnie.
- Możemy zając chwilę?
-Oczywiście.
-Możemy prosić o wspólne zdjęcie z państwem?
-Pewnie- odpowiedział Tomek.
Po zrobionym zdjęciu i podpisaniu kilku kartek ucieliśmy mała pogawędkę z kibicami.
-Na stałe mieszkacie w Bełchatowie? – zapytałam.
-Nie. Mieszkamy w Łodzi. Często przyjeżdżamy tu na weekend do znajomych.
-Razem z nimi chodzimy na mecze- wtrąciła się ośmioletnia dziewczynka.
-Dobrze się bawicie?- zwróciłam się do małej.
-Pewnie. A kiedy teraz pan Tomek i pani zagra?
-Niedługo-odpowiedział Tomek z ogniem walki w oczach.
-Panie Tomku przepraszam za pytanie Olci.
-Niema za co. To tylko pytanie.
-A jak się czujecie?
-Dobrze.
Rozmowa trwała ok. 30 minut. W tym czasie Tomek cały czas się uśmiechał. Miło było na to patrzeć. W domu „przyłapałam” Tomka na szukaniu ośrodków rehabilitacyjnych.
-Miałaś racje jak się chce to można.  Kocham cię.
-Ja ciebie też.
W tym momencie wybiła 18.
-Kochanie mecz. Chodź bo się zaczyna.
-Już tylko Oliwce i Kamilowie otworze. Wchodźcie.
Po wspólnym odśpiewaniu hymnu, zaczęliśmy kibicować. Jak ja bardzo chciałam być z dziewczynami i grac razem z nimi. Przez cały mecz byłam kłębkiem nerwów. Jak się stoi na parkiecie nerwów prawie nie ma, w kwadracie jest nerwowo ale w domu na kanapie to jest dramat. Myślałam, że w trzecim secie na zawał zejdę. Wygraliśmy i to mnie cieszyło.
            Miesiąc później  na lotnisku.
Pojechałam razem z Tomkiem przywitać na lotnisku dziewczyny. Zajęły siódme miejsce. To była nasza jedyna szansa na kwalifikacje. Najbliższe IO obejrzymy razem i TV. W drodze do domu rozmawiałam z Tomkiem.
-Kochanie- zaczął. – Pamiętasz jak kiedyś powiedziałaś, że fajnie byłoby mieć taką małą pociechę?
-Pewnie.
-Jak będziesz gotowa możesz mi powiedzieć. Ty będziesz rozwijała karierę a ja będę wspierał cię z naszym bobaskiem.
-Tomek? Jesteś pewny?
-Tak. Na 100%.
-To wracajmy do domu.


_________________________________
Kolejny ląduje u was :D

środa, 16 września 2015

16.09.2015

Kochani!
Jak pewnie wiecie, dzisiaj mija 10 lat od tragicznej śmierci naszego wybitnego siatkarza i człowieka: Arkadiusza Gołasia. Po krotce postaram się przybliżyć postać tego wielkiego, dosłownie jak i w przenośni, człowieka.
rodził się w Przanyszu, lecz całą młodość spędził w Ostrołęce. Syn Danuty i Tomasza Gołasiów.
Zaczął grać w siatkówkę już w wieku 10 lat w szkole podstawowej , do której uczęszczał. Następnie, w 1996 r., trafił do MKS MOS Wola Warszawa. Tam w 1998 roku wraz z drużyną kadetów zdobył tytuł wicemistrza Polski. Jako zawodnik MKS MOS Wola Warszawa zdobył z reprezentacją Polski kadetów brązowy medal mistrzostw świata w 1999 roku.
W następnym roku, już jako junior, ponownie zdobył tytuł wicemistrza kraju, a w roku 2000 zdobył z MOS Wola tytuł mistrza Polski juniorów (jedyny tytuł mistrzowski w karierze). W roku 2000 rozpoczął karierę w klubie AZS Częstochowa, w którym grał do roku 2004. W sezonie 2004/2005 reprezentował włoski klub Sempre Volley Padwa.
21 lipca 2005 w Częstochowie poślubił Agnieszkę Dziewońską. Świadkiem ślubu był jego przyjaciel – zarówno z boiska, jak i prywatnie – Krzysztof Ignaczak. W kolejnym sezonie miał grać we włoskim klubie Lube Banca Macerata.
Swój ostatni mecz w życiu rozegrał 8 września 2005 podczas mistrzostw Europy 2005. Polacy wygrali wówczas z Portugalią 3:0.
Zginął 16 września 2005 r. w wypadku samochodowym na austriackiej autostradzie A2 w Griffen koło Klagenfurtu. Prowadzony przez żonę samochód niespodziewanie zjechał na prawo i uderzył w betonową ścianę. Gołaś zginął na miejscu, a jego żona trafiła do szpitala. 22 września 2005 został pochowany na cmentarzu parafialnym w Ostrołęce.
  • UKS Olimp Ostrołęka (1991-1996)
  • MKS MOS Wola Warszawa (1996–2000)
    • Bronze medal with cup.svg brązowy medal Mistrzostw Świata kadetów (1999)
    • Silver medal with cup.svg srebrny medal Mistrzostw Polski kadetów (1998)
    • Silver medal with cup.svg srebrny medal Mistrzostw Polski juniorów (1999)
    • Gold medal with cup.svg Mistrz Polski juniorów (2000)
  • AZS Częstochowa (2000-2004)
    • Silver medal with cup.svgSilver medal with cup.svgSilver medal with cup.svg trzykrotny wicemistrz Polski
    • Bronze medal with cup.svg trzecie miejsce w turnieju Top Teams Cup (2002),
    • Bronze medal with cup.svg brązowy medalista Mistrzostw Polski (2004)
  • uczestnik olimpiady w Atenach 2004 (5 miejsce)
  • Sempre Volley Padwa (2004/2005)
  • Lube Banca Macerata (2005)
 *źródło Wikipedia.




 Proszę was aby każdy z was zatrzymał się nad ty chociaż na chwilę. Pamiętajmy o nim :'(
Arek na zawsze w naszych sercach.

poniedziałek, 14 września 2015

Rozdział XXXII- „Wszystko się sypie”




            Perspektywa Darii:

Jak ja mogłam nie pamiętać ile leków wzięłam? Jak się potem okazało ten incydent nie byłby groźny, gdyby nie to że jestem uczulona na jeden z jego składników. Następnego dnia po tym jak tu trafiłam, przewieźli mnie do innej sali. Leżałam razem z piętnastolatką, która miała wypadek. Jak się okazało trenuje piłkę ręczną. W środę po południu przyszedł do mnie trener kadry narodowej.
-Daria, wiesz że w takim stanie nie mogę cię wziąć na Puchar Świata. Obiecaj mi, że o siebie zadbasz i w następnym roku rozwalimy razem z tobą cały świat.
-Pewnie trenerze. Jestem mi strasznie głupio ale nie wiedziałam, że jestem uczulona.
-Spokojnie. Na całe szczęście Kaśka doszła już do siebie po kontuzji i może grać całe spotkania. Damy radę ale będzie nam ciebie brakowało w ataku.
-Trenerze, masz telefon nagraj kilka słów dziewczynom i pokarz im. Dobrze?
-Pewnie. Gotowa?
-Tak.
Usiadłam i powiedziałam: „ Dziewczyny nie pojadę z wami na Puchar z wiadomych wam przyczyn ale pamiętajcie zawsze za was kciuki trzymam. Macie wygrać! Zmiećcie je z boiska. Kto wygra mecz? Polska! I tego się trzymajcie. Pozdrawiam was. „
Gdy trener wyszedł, zaczęłam płakać. Znowu wszystko się posypało. Monika, tak miała na imię ta dziewczyna, podeszła do mnie i zaczęła rozmowę:
-Daria, bo chyba mogę tak do ciebie mówić, spokojnie. To tylko jeden wyjazd. Arcy ważny ale w następnym roku są Igrzyska Olimpijskie.
-Ja się nie martwię tym, że nie zagram ale tym, że zawiodłam dziewczyny. Liczyły na mnie jako czarnego konia naszej kadry a tu co? A tu Daria wylądowała na intensywnej terapii kilka dni przed zgrupowaniem. Pięknie. Po prostu pięknie.
-Skąd miałaś wiedzieć, że jesteś na nie uczulona?
- Niby tak. A co z twoimi badaniami kiedy wracasz do gry?
-Tego nie wiem. Może za trzy tygodnie jak skończę rehabilitację ale to zależy od lekarzy.
-Wrócisz szybciej niż myślisz.
-Mogę paniom przerwać? -zapytał Tomek.
-Cześć kochanie- pocałowałam go.
-Co tam u ciebie? Jak się dzisiaj czujesz?
-Wszystko dobrze. Czuje się już lepiej. Alergia już prawie przeszła, krostki prawie zniknęły a opuchlizna już zeszła.
-To kiedy cię wypuszczą?
-Może za tydzień ale jak wszystko będzie dobrze to może szybciej. Jak wyjdę to pojadę do rodziców, ponieważ lekarz stwierdził że muszę mieć opiekę.
-Mam dla ciebie małą niespodziankę. Wejdźcie! A ja kochanie jadę ustalić z Danielem parę spraw.
Zastanawiałam się kogo Tomek przyprowadził do mnie.
-Witaj Dario- przywitała się mama Tomka.
-Dzień dobry. Dawno pani nie widziałam.
-Jak się czujesz?
-Już lepiej. Dziękuję za troskę.
-Gdy tylko Tomek do mnie zadzwonił od razu wsiadłam w samolot i jestem. Wiem, że chcesz się kontaktować z klubem i ustalić własny plan treningów dlatego pomyślałam że pomogę ci dojść do siebie?
-Nie chce sprawiać pani problemu. Ale byłoby miło.
-Żaden problem. A kiedy wychodzisz?
-Może za tydzień.
W tym momencie usłyszałam, że na podjazd wjeżdża karetka. Chwilę później do mojej Sali wpadła Wika:
-Daria!- cedziła każde słowo.-Tomek z Danielem mieli wypadek. Jakiś tir wymusił pierwszeństwo.
-Nic im nie jest?- krzyknęłyśmy, ja i mama Tomka.
-Nic nie wiem. Daniel wyszedł sam bo był pasażerem a tir uderzył w kierowcę.
Zerwałam się z łóżka i mimo protestów lekarzy zbiegłam na dół. Tomka wzięli na blok operacyjny. Pielęgniarka, przyprowadziła mi wózek żebym mogła usiąść i czekałam na wynik operacji. Nie wiedziałyśmy nic. W jakim jest stanie, dlaczego jest operowany i co dalej z nim będzie. Po skończonej operacji do swojego gabinetu wraz z mamą Tomka zaprosił mnie ordynator. To co od niego usłyszałam zamurowało mnie.
-Drogi Panie. Pan Tomek będzie żył ale jest pewien problem. Jego lewa ręka zostało zmiażdżona. Udało nam się uratować ręką i dłoń ale jeden z palców musieliśmy amputować.
-Nie! Nie! To niemożliwe. Przecież to dla niego tragedia. Koniec wszelkich marzeń nawet z protezą nie zagra w kadrze- płakałam.- On się załamie.
-Dlatego tu pani jest. Z reguły jeżeli kobieta nie jest żoną ani narzeczoną nie powinna tu być.
-Pani Zosiu, spokojnie. Najważniejsze, że żyje.
-Proszę żeby o tym co się stało powiedziała pani Daria. Pani Zofia jako mam reaguje zbyt emocjonalnie a pani wie co to znaczy i Tomek pani zaufa.
Weszłam do Sali pooperacyjnej. Tomek już się wybudził:
-Cześć kochanie. Jak się czujesz?
-Co się stało?
-Miałeś wypadek razem z Danielem. Jemu nic nie jest. Nie martw się.
-Dlaczego nie czuję palca wskazującego? Daria czemu ty płaczesz?
-Tomek- mówiłam przez łzy.- Miałeś zmasakrowaną tą rękę. Uratowali ją ale ten palec… Tomek oni musieli go… amputować.
-Nie, to niemożliwe. Daria powiedz, że to nieprawda. Błagam! Nie!
-Tomek, kochanie. Ja wiem, że to…
-Daria to koniec. Rozumiesz koniec.
-Kocie, błagam cię nie poddawaj się. Masz rodziców i mnie. Dasz radę wrócić do gry.
-Ale jakiej? Do kadry już się nie dostanę. A co jeśli jeszcze kciuk będzie tylko w 50% sprawny? Co wtedy? Koniec z graniem. The End. 

__________________________________________________________
Przepraszam, że tak długo mnie nie było, ale początek szkoły, wiele się ostatnio wydarzyło nie miałam głowy do pisania. Jest tu jeszcze ktoś?

niedziela, 30 sierpnia 2015

Rozdział XXXI- „Burza”




            Następnego dnia po śniadaniu wróciliśmy do naszego mieszkania. Oglądaliśmy zdjęcia z wesela, słuchaliśmy muzyki kiedy zadzwonił dzwonek. Poszłam otworzyć. Stał tam Radek:
-Cześć kochanie- powiedział i pocałował mnie.
-Co ty robisz?- wykrzyczałam i odepchnęłam go.
-Przyszedłem podziękować za tą noc miesiąc temu.
-Co? O czym on mówi?- za mną stał przerażony tak samo jak ja Tomek.
-Zapytaj Darii. Ona co wyjaśni- rzucił i wyszedł.
-Daria! O czym on mówił i kto to w ogóle był- krzyczał.
Zamknęłam drzwi i odpowiedziałam mu:
-Stary znajomy. Ale o czym on mówił to nie wiem.
-Nie kłam! Mów o jakiej nocy on mówił.
-Nie kłamie! On coś wymyślił w życiu z nim nocy nie spędziłam!
-Ja cię kocham, tęsknię a ty z nim?!
-Między nami do niczego niw doszło!- krzyczałam przez łzy.
- Mówiłem ci nie kłam! Wiesz co? Między nami koniec.
Stałam jak wryta, gdy Tomek poszedł do sypialni i pakował torbę.
-Tomek- podeszłam cała zapłakana.- On kłamał. Miesiąc temu byłam z Wiką u jej rodziców. Jego tam nie było.
-Nie pogrążaj się- rzucił i wyszedł.
 Wybiegłam za nim na klatkę schodową;
-Kocham cię! Słyszysz, Tomek? Kocham cię! Nie zostawiaj mnie!
Nawet na mnie nie spojrzał. Weszłam do mieszkania osunęłam się po ścianie i płakałam. Jak długo? Nie mam pojęcia. Wieczorem weszłam do łazienki i wzięłam zimny prysznic.  Nad ranem postanowiłam, że wezmę kilka tabletek nasennych żeby spokojnie się wyspać. I spojrzeć na tą całą sytuację chłodnym okiem.
                                   Z perspektywy Tomka:
            Czułem się oszukany. Jak ona mogła? Musiałem się napić. Poszedłem do najbliższego baru aby zapomnieć. Kocham ją nadal. Kocham jak cholera ale zdrady i kłamstwa nie umiem wybaczyć. Muszę nauczyć się żyć bez niej.
                        Z perspektywy Wiktorii.
                                    We wtorek rano wróciłam z Danielem z wakacji we Włoszech. Było wspaniale postanowiłam odwiedzić Darię, ponieważ dawno się nie widzieliśmy. Pukałam do niej do mieszkania ale nie otwierała. Zadzwoniłam do niej i słyszałam w mieszkaniu jej dzwonek. Poszłam do mieszkania po klucze do jej domu i weszłam tam. Wszystko wyglądało normalnie. Tylko rzeczy Tomka nie było. Zdziwiłam się. Weszłam do sypialni z tam zastałam nieprzytomną Darię.
-Daria! Słyszysz mnie? Obudź się! Daria!
Moje krzyki usłyszał Daniel:
-Wika co się….? Daria!
-Dzwoń po karetkę. Puls ledwo wyczuwalny- mówiłam przez łzy.- Daria, obudź się.
Po kilku minutach przyjechała karetka. Gdy mieli już wychodzić z domu, Daria, jak to powiedział lekarz, zatrzymała się. Stałam w drzwiach do jej sypialni i krzyczałam. Daniel trzymał mnie z całych sił. Po kilku minutach serce Darii podjęło prace. W trzy minuty znieśli ją do karetki i odjechali. Daniel pobiegł po kluczyki i pojechaliśmy do szpitala. Pół godziny później stałam przed salą z wielkim napisem OIOM. Postanowiłam zadzwonić do Tomka:
-Cześć- mówił zdecydowanie na kacu.- Wróciliście już?
-Gdzie ty jesteś?
-U kumpla. Zerwałem z Darią, ale to już pewnie wiesz?
-Co zrobiłeś?!- krzyknęłam.
-Ona mnie zdradziła. Wtedy co mówiła że jedzie z tobą do twoich starszych.
-Ty durniu! Ona była w tedy ze mną. A teraz bierz dupę w troki, zamawiaj taksówkę i chce cię widzieć w szpitalu na OIOMIE. Już!
-Na OIOMIE? Co się stało coś z Danielem?
-Daria przedawkowała leki nasenne. Jest w ciężkim stanie.
-Boże to moja wina- szeptał. –Już jadę.
Po niecałej godzinie był w szpitalu. Staliśmy wszyscy troje przed drzwiami. Rodzice Darii mieli dojechać za jakieś dwie godziny. Lekarz prowadzący pozwolił wejść Tomkowi do niej. Siedział zapłakany przy jej łóżku. Po kilku minutach Daria zaczęła się wybudzać:
-Tomek- szeptała.
-Ciiiii. Nie mów nic kochanie. Odpoczywaj. Przepraszam cię, że ci nie wierzyłem.
Uśmiechnęła się do niego.
-Powiedz mi tylko. Ty te leki przedawkowałaś specjalnie czy przez przypadek?
-Chciałam tylko przespać spokojnie kilka godzin. Nie wiedziałam ile ich biorę.
-Spokojnie. Jesteś bezpieczna. Wybaczysz mi?
-Pewnie. Przecież wiesz, że cię kocham.
______________________________________________________________________
Tym razem króciutki rozdział. Zapraszam do komentowania. :)